10.01.2018

Od Coryntha CD. Horsta - Quest #16

Poza zamkiem panował wielki mróz, ale akurat dzisiaj gruba pierzyna chmur szczelnie pokrywająca niebo praktycznie każdego dnia, odfrunęła gdzieś z porywistym wiatrem. Gdy przestało wiać, niebo było praktycznie bezchmurne. Dzięki temu na zimę świeciło słońce. Może nie miało szans znacząco ogrzać powietrza, ale nawet chwilowy widok radosnych promieni tańczących po skrzącym się śniegu, dodawał mi, tak jak chyba większości sfory, chęci do życia. Aż kusiło, aby się przespacerować. Nawet do wioski ludzi. Wiadomo, że było tam niebezpieczne, a ja nie chciałem psuć sobie dnia łapaniem przez hycla, więc nie miałem w ogóle ochoty tam przebywać. Mimo mojej niechęci do ludzkiego siedliska, postanowiłem wybrać się na spacer niedaleko niego. Otóż planowałem pójść na pola obok tego miejsca. Często były tam ciekawe rzeczy. Może znalazłby się jakiś sztylecik czy coś w tym stylu. Wolnym krokiem ruszyłem w stronę mojego celu. Zostawiałem za sobą głębokie ślady w śniegu, ale za raz spadające na ziemię śnieżynki, doskonale maskowały odciski moich łap. Po dosyć długiej, bo bardzo powolnej wędrówce, dotarłem do skrytego pod grubą, białą, śnieżną pierzyną celu. Na miejscu od razu zacząłem rozgrzebywać śnieg. Już kiedyś znalazłem tu broń. Może poszczęści mi się raz jeszcze? Rozgarniałem puch przez dłuższy czas i nic nie widziałem. Nagle, kątem oka dostrzegłem błysk. Odwróciłem głowę w tamtą stronę. Coś, niczym lustro, odbijało promienie słoneczne. Było to skryte wśród gałęzi wyższej rośliny, więc nie zauważyłem tego do tej pory. Mając nadzieję trafić na coś posiadającego ostrze, jak najbardziej uniosłem się na łapach i sięgnąłem po przedmiot. Niestety okazał się tylko zegarkiem kieszonkowym. Tylko zmarnowałem czas. Może chociaż przyda się do mierzenia jego upływu? Zacząłem klikać przyciski po jego bokach, aby uruchomić mechanizm. Usłyszałem dźwięk, jak gdyby coś się włączyło. Pełen nadziei czekałem na efekty. Nic się nie stało, więc dorzuciłem zepsuty sprzęt w śnieg. W tym samym momencie zwróciłem się na tylnej łapie i z ociąganiem ruszyłem w stronę sfory. Po dosyć sporym czasie wleczenia się w stronę zamku dotarłem na miejsce. Po wejściu na stołówkę przystanąłem. Nikt się nie ruszał, nikt. Dlaczego? Co się stało? Mniejsza o to. Czas stoi w miejscu, czyli nikt mnie nie widzi. Mogę zwiedzić komuś trochę monet. Byłem uczciwy, ale sakiewka świeci pustkami. Jest okazja, więc czemu nie skorzystać? Nagle zaniechałem kradzieży. Zegarek! To musi być jego wina. Tym razem w pełnym pędzie pobiegłem na pola obok ludzkiej wioski, znalazłem zegarek, który całe szczęście nie został zasypany przez śnieg. W końcu ten się zatrzymał w połowie lotu. Kiedy wyciągnąłem przedmiot ze śniegu i kliknąłem przycisk śnieżynki znowu zaczęły opadać. Uff... Nawet nie zorientowałem się, że zrobiło się już ciemno. Zacząłem wracać do sfory. Nagle mój wzrok przykuło jakieś światło. Podszedłem bliżej. Latarka. Musiał tu być człowiek. Przypatrywałem się znalezisku gdy nagle podszedł do mnie jakiś czarny, duży pies.
- Jest twoja?- zapytał pies wskazując na latarkę. Milczałem chwilę po czym odchrząknąłem.
- Nie. Ktoś ją pewnie zgubił.- odpowiedziałem beznamietnie.
- Tylko kto...- westchnął osobnik unosząc głowę.
- Horst. Należysz do Royal Dogs, prawda?- przedstawił się.
-Tak. Jestem Corynth. Widziałem cię już kiedyś, więc ty też tam jesteś. Przecież byś nie pytał - uśmiechnąłem się. - Ta latarka musi należeć do człowieka. Jest zbyt blisko zamku. Co robimy? - spytałem.
<Horst? Nie miałam pomysłu>
Akceptacja!

Twój quest został zaakceptowany
+16 doświadczenia, +12 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz