16.01.2018

Od Invaerne cd Vainquer

Suka z którą miałam do czynienia... Była okej. Nie mi to oceniać, w końcu ja znam tylko sześć innych psów licząc nauczycielkę. A te pięć to moja rodzina. Także, Vainquer wydawała się miła i nawet cieszyłam się, że mogę z kimś spędzić czas.  Wygrałam bitwę na śnieżki, a suczka mi pogratulowała i pochyliła się nade mną.
- W nagrodę, mogę zabrać cię na ciepłe kakao do stołówki. Co ty na to? - spytała. Tak w sumie, to fajnie by było.
- No okej... - szepnęłam uśmiechając się przyjaźnie. Vain zaczęła prowadzić. Potruchtałam za nią. Suczka czasem sprawdzała czy za nią na pewno idę. Przyjrzałam się jej. Wyglądała na przedstawicielkę rasy akita. Miała chyba najczęstszą, kremowo brązową  sierść, zawinięty ogonek i ciemne oczy. Wyglądała dość potężnie.
- A tak właściwie, to kto jest twoją mamą? - spytała Vainquer. Uśmiechnęłam się na myśl o mamusi.
- Moja mama to Aenye, tatuś to Dorian i mam dwie siostry, Aurorę i Lumikki, no i brata, Rossiego. - odpowiedziałam wyliczając wszystkich po kolei.
- Dobra Smarku... Znaczy Invaerne, przyspieszmy trochę, bo w życiu nie dojdziemy na tą stołówkę. - popędziła przyspieszając kroku. Postąpiłam podobnie, tylko ja musiałam naprawdę truchtać. Po chwili dotarłyśmy na stołówkę, gdzie teraz nie było zbyt dużo psów, ni to kolacja, ni obiad, więc tłumów nie było. Vain kazała zająć jakieś miejsce, a sama poszła nam zamówić kakao.
Znalazłam jakiś stolik przy oknie, gdzie doskonale było widać padający śnieg. Usiadłam na krześle i zaczęłam przyglądać się krajobrazowi. Zaśnieżone pagórki i zaspy dodawały temu miejscu piękna, zbudowany bałwan i igloo zimowej aury, a śnieżki które spadały z nieba kończyły całość. Było już ciemno, jak to w zimę. Pewnie było około szesnastej.
- Co widzisz w tym oknie, mała? - powiedziała Vain stawiając gorącą czekoladę na stoliku. Spojrzałam na suczkę.
- Na nic... - szepnęłam. Suczka zabrała się za czekoladę, a ja próbowałam jakoś dotknąć kubek bez oparzenia się. W końcu mi się udało i zajrzałam do środka. Samej czekolady którą miałam wypić, nie było widać, bo przykrywała ją bita śmietana. Na bitej śmietanie była polewa z czekolady posypana kakaem. Ilość czekolady w tym kubku była ogromna. Jak to mówi mój tata, bomba kaloryczna. Zaczęłam pić.
- Jeśli mogę się spytać, co chciałaś zrobić za nim... Na mnie trafiłaś? - spytała rozpoczynając rozmowę. Uniosłam łebek z bitej śmietany i wylizałam ją z pyska.
- Um... Uciekałam... - powiedziałam cichutko. Vain pokiwała łbem i nie pytała o więcej. Chwyciła z kubek i dopiła resztę swojej czekolady, kiedy mi została jeszcze połowa. Do stołówki wbiegła moja siostra, Aurora. Podeszła do mnie. Dopiero po chwili zobaczyłam, że jest zapłakana.
- Co się stało Uro? - spytałam siostry,
- Wracasz do komnaty? Mama cię szukała. - spytała ignorując moje pytanie.
- No wiesz, może jeszcze posiedzę z Vain, powiedz mamie, że jestem u chrzestnej. No ale co się stało? - spytałam jeszcze raz. Aurora wybuchła płaczem.
- Tata nie żyje. - wyszlochała. Tata nie żyje. Dopiero po kilku minutach dotarło do mnie co się stało. Aurora zdołała się ulotnić, a Vain machała mi łapą przed pyskiem. Pociągnęłam nosem.
- Jak? - szlochnęłam. Vain poklepała mnie po plecach. Rozpłakałam się. Łzy same ciekły.
- Csiii - zasyczała (?) w pozytywnym tego słowa znaczeniu Vain. Wtuliłam się w nią. - Będzie dobrze młoda. - szepnęła głaszcząc mnie po głowie.
- Yhym... - mruknęłam. Łzy się powoli kończyły, to znak, że trzeba się ogarnąć. Pociągnęłam nosem.
- Może pójdziemy do mnie co? Nie będziemy tak stać na stołówce, kolacja się zbliża. - powiedziała. Odsunęłam się od niej i wytarłam łapką oczy. Vain wyprowadziła mnie ze stołówki i zaczęła prowadzić po korytarzach.
- Vain... - zaczęłam.
- Co?

<Vainquer? Lecimy z odpisikami>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz