16.01.2018

Od Peachy Woman

-No to niech mi pani powie do czego ma się to nam przydać? - nauczycielka zatrzymała mnie na rozmowę po ostatniej lekcji, bo podczas jej trwania zrobiłam jej kilka bolesnych żartów.
-Mówię ci to już któryś raz. Później będziesz mogł... - zaczęła zdenerwowana suczka.
-Ale takie tłumaczenie do mnie nie trafia, nie będę wiązała z tym przyszłości - przewróciłam oczami.
-Mimo wszystko lekcja jest do tego, żeby słuchać. Nie ważne czy ci się przyda czy nie - z trudem opanowała się nauczycielka. Już pół godziny starała się mnie zganić, ale ja nie dawałam się jej przekonać. O nie. Miałam swoje zdanie i zamierzałam się go trzymać, nawet gdybym musiała dyskutować cały dzień.
-No to super, wielce mnie to interesuje - prychnęłam. - Do widzenia, muszę już iść - powiedziałam z ironiczną parodią uprzejmości, odwracając się na tylnej łapie. Dziarskim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia.
-Peachy Woman wracaj tu - podniosła głos suczka. Miałam ją gdzieś i nie miałam zamiaru się jej słuchać. Pokazywałam to całym swoim ciałem.
-Peachy Woman, masz natychmiast do mnie przyjść - nakazała jeszcze głośniejszym tonem suczka. Im więcej krzyczała, tym bardziej pokazywałam, że jestem obojętna na jej rozkazy.
-Peachy Woman - krzyknęła, ale ja nawet się nie oglądając otworzyłam drzwi i opuściłam salę lekcyjną.
Poszło łatwo. Nawet bardzo łatwo. Całe szczęście już niedługo nie będę musiała chodzić do szkoły. Beztroskim krokiem ruszyłam w stronę stołówki. Nawet nie pomyślałam żeby zajrzeć do komnaty, powiedzieć Aesgerowi, że skończyłam już lekcje. W sali jadalnej zajęte były prawie wszystkie miejsca. Nie miałam szansy usiąść sama, więc wzięłam talerz z obiadem i zajęłam pierwsze lepsze wolne miejsce. Było to krzesło przy trzy osobowym stoliku. Obok mnie siedziały jakieś dwa białe psy wesoło rozmawiając. Warknęłam w duchu. Jeżeli tak wyglądają dorosłe psy, to z kim ja będę rozmawiała gdy skończę te dwa lata? Z zamyślenia wyrwały mnie odgłosy konwersacji. Tym razem nie denerwowała mnie ona tak bardzo jak ta na którą byłam skazana siedząc z białymi osobnikami. Niepostrzeżenie odwróciłam głowę w tamtą stronę. Siedział tam jakiś husky, sporo starszy ode mnie. Widziałam go już kiedyś, chyba nawet słyszałam jego imię. Może coś na "K". Chociaż chyba na "L". No cóż. Nie pamiętam. Mimo wszystko był typem osoby, która mogła zyskać mój szacunek. Może byłaby z tego całkiem dobra znajomość. A może nawet coś więcej? Hola! O czym wy teraz myślicie! Chodziło mi o przyjaźń. Póki co nie mam zamiaru myśleć o zobowiązaniach dotyczących stałego związku. Partnerstwa, a co gorsza małżeństwa. A szczeniaki? Brrr... Wszystko tylko nie to. Kiedy tylko patrzę na te słodziutkie kuleczki, chce mi się wymiotować. Wiem że też tak wyglądam, ale przynajmniej denerwuje innych i nie jestem takim cukiereczkiem jak jedna z tych białych kulek. Wracając do tematu. Nawet może mogłabym zaprzyjaźnić się z tym psem, ale wiek. Wiek to duży problem. Ile on był starszy? Siedem lat? Sześć? A może jeszcze osiem? Ogólnie rzecz biorąc, zyskał moją sympatię, więc nie miałam zamiaru marnować szansy na porządną znajomość i chciałam się jak najbardziej do niego upodobnić. Pod względem wieku rzecz jasna. Miałam nadzieję, że nie zostałam przez niego zauważona. Wtedy cały czar podobnego wieku mógłby prysnąć. Szybko i sprawnie skończyłam jeść i jak najbardziej dyskretnie odniosłam talerz do kuchni. Po cichu otworzyłam drzwi i opuściłam stołówkę. Kiedy upewniłam się, że pies mnie nie zobaczy, puściłam się biegiem w kierunku sklepu. Po drodze wpadłam na nauczycielkę, z którą toczyłam po lekcjach zażartą dyskusję. Po zderzeniu czym prędzej dobiegłam do obranego sobie celu. Nie mam zamiaru po raz kolejny marnować czasu na pouczeniach. Sprintując w kierunku sklepiku, prawie ominęłam drzwi które do niego prowadziły. Obawiając się pogoni otworzyłam szybko drzwi, wbiegłam do środka, a później zamknęłam je prędko.
-Dzień dobry - powiedziałam jak najmilej do psa stojącego za ladą. Patrzył się na mnie trochę dziwne, więc musiałam złagodzić sytuację.
-Dzień dobry - potrząsnął głową jakby opędzał się od jakichś myśli, a następnie uśmiechnął się do mnie. - Co cię do mnie sprowadza? - spytał uprzejmie.
-Chciałabym kupić eliksir Old - oznajmiłam grzecznie.
-A nie jest przypadkiem tak, że aby zastosować ten przedmiot musisz być dorosła? - spytał tak, jak gdyby uważał mnie za debila nad debilami. Mimo wszystko nie dałam poznać po sobie złości. Przecież, żeby kupić coś nieprzeznaczonego dla mojego wieku musiałam wyglądać i zachowywać się jak cukier.
-Ale proszę pana, przecież ja chcę kupić to tatusiowi - powiedziałem tonem niewiniątka.
-A kto jest twoim tatusiem? - spytał pies z uśmiechem, który przez cały czas nie schodził mu z pyska.
-Nie znam mojego prawdziwego taty, ale opiekuje się mną Aesger, proszę pana - zrobiłam słodką minkę. Aż mnie usta bolały jak cały czas powtarzałam zwroty grzecznościowe.
-To zaraz się go zapytam czy rzeczywiście prosił cię o ten eliksir - powiedział sprzedawca.
-Nie, nie, nie - w jak najbardziej dziecinny sposób tupnęłam łapką o podłogę. - Tylko nie to proszę pana. Bo to ma być dla niego niespodzianka, a jak się dowie to jeszcze się na mnie zdenerwuje - moje oczy przeszkliły się dzięki wymuszonym łzom.
-Skoro to ma być prezent dla taty to oczywiście, już ci daję -  pies uśmiechnął się i widząc mój płacz sięgnął z półki eliksir. Już miałam go odebrać, ale pies go odsunął.
-Najpierw poproszę pieniążki - powiedział.
-Dobrze, ile płacę proszę pana? - spytałam uprzejmie.
-25 monet - uśmiechnął się pies, bo zyskał klienta.
Zaczęłam przerzucać pieniądze w sakiewce. Udawałam, że je liczę, ale w rzeczywistości zastanawiałam się jak oszukać psa i nie zapłacić więcej niż 5 monet. Nagle zamachnełam się i już miałam chwycić buteleczkę, ale sprzedawca schował ją pod ladę.
-Ej! - krzyknął.
Zdenerwowana niepowodzeniem nic nie mówiąc szybko wybiegłam ze sklepu i schowałam się pod schodami. Nikt nie wchodził do sklepu, ani z niego nie wychodził, więc z westchnieniem ulgi skierowałam się do komnaty. Jakiś pies właśnie otwierał drzwi. Nagle w jego komnacie mignął mi poszukiwany przeze mnie eliksir. Rzuciłam mu coś pod nogi, a gdy spojrzał na ziemię, niepostrzeżenie wślizgnęłam się do jego komnaty. Wzięłam upragnioną buteleczkę i schowałam się za drzwiami. Usłyszałam odgłosy rozmowy. Drzwi były niedomknięte. Skorzystałam z okazji i uciekłam cichutko z miejsca zbrodni. Uff... Eliksir nareszcie mój.
Eliksir Old z konta Ishiego przechodzi do Peachy Woman
+1000 słów
Bonus

dodatkowa nagroda za +1000 słów
+5 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz