12.01.2018

Od Uratoshi'ego cd. Aedena

- Oj, Aeden, Aeden - uśmiechnąłem się i polizałem go po uchu. - Nie tym razem.
- No, ale dlaczego...
- Taka praca - zaśmiałem się i spojrzałem na Aedena. - Wrócę niedługo. Ty w tym czasie mógłbyś trochę posprzątać. Później obiecałem Klausowi, że pójdziemy na rodzinny spacer, bo dawno nigdzie razem nie wychodziliśmy. A ty, mój drogi, już chyba zasiedziałeś się w tej komnacie.
- Z tobą mógłbym spędzić w niej nawet wieczność~ - odpowiedział, a po chwili ziewnął przeciągle.
- Ja z tobą również, ale teraz idę na trening, bo jak się spóźnię to już raczej nie wrócę - zażartowałem i wyszedłem z komnaty. - Miłego dnia - rzuciłem na pożegnanie.
Trening jak trening. Jak zwykle męczący. Praca mordercy nie jest taka łatwa, ale bardzo, em... Potrzebna? Nigdy nie wiadomo kiedy będzie trzeba pozbawić kogoś życia. Co jakiś czas wracałem myślami do Aedena. Jestem pewien, że dalej nie zszedł z łóżka. Mam nadzieję, że chociaż trochę posprząta. Od kiedy razem mieszkamy nakładam większy nacisk na porządek. Wcześniej był tam istny armagedon. Ja wolę porządek, więc teoretycznie Aeden nie ma nic do gadania.
Trening powoli dobiegał końca. Byłem już wycieńczony, ale szczęśliwy. Zaraz wracam do siebie. W drodze powrotnej chciałem zerwać Aedenowi jakieś kwiaty, ale jest zima. Obędzie się chyba bez żadnego podarunku, chyba, że ucieszy się z martwego zająca leżącego w pobliskim rowie, który właśnie mijałem.
- Wróciłem! - zawołałem u progu. Odpowiedziała mi jedynie głucha cisza. Gdzieś wyszedł? Zdziwiłem się. Po chwili zdałem sobie jednak sprawę z tego, że pewnie poszedł coś zjeść. W komnacie było nawet czysto. Aeden się starał, jestem z niego dumny. Zbił tylko jeden wazon, co jest chyba rekordem. Zawsze więcej rzeczy lądowało na ziemi. Postanowiłem wziąć szybką kąpiel. Zdjąłem swoją obrożę. Tę, którą dostałem na prezent, tę z krawatem. Krawat lekko naderwał się podczas jednego z treningów. Dbam o obróżkę jak najlepiej potrafię. Często ją czyszczę i nawet raz dam próbowałem ją szczyć. Niestety nic z tego, może nawet lekko pogorszyłem. Muszę szybko odnaleźć jakiegoś szewca i będzie chyba dobrze. Umyłem się szybko i wyszedłem z komnaty szukać Aedena. Oczywiście był na stołówce i kończył jeść obiad. Wziąłem swoją porcję i dosiadłem się do niego.
- Cześć, co słychać? - zapytałem i zacząłem jeść swój obiad. Byłem niesamowicie głodny.
- O! Uratoshi! Wróciłeś! - ucieszył się. - U mnie w porządku, jak poszedł trening?
- Jak zwykle - wzruszyłem ramionami. - Dobrze. Widziałeś się już z Klausem lub Silverem?
Od kiedy wprowadziłem się do Aedena, Silver musiał wyemigrować z naszej komnaty. Nie wiem czy jest z tego powodu szczęśliwy, ale również nie miał wyboru.
- Och, z nimi? - zdziwił się, po czym otworzył szeroko oczy. - Ach! No tak! Mieliśmy iść na spacer!
Kiwnąłem głową potakująco.
- Pogadamy, wymienimy się ploteczkami i te sprawy. - Uśmiechnąłem się do niego. - Jak za dawnych lat. Co z tego, ci minął zaledwie miesiąc.
- Ten czas tak szybko mija - przyznał Aeden. - Akcję z dżinem i pojawienie się Klausa pamiętam, jakby to było wczoraj.
- No i złapała mnie melancholia - mruknąłem i położyłem łeb na stole. - Kiedy Klaus tak szybko urósł?

<Aeden?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz