16.01.2018

Od Vainqueur cd. Invaerne

Mruczę niewyraźnie, mocniej wciskając się w poduszki. Jasno. Zimno. Okropnie. Boże, dopomóż. Kolejne gniewne mruknięcie i już leżę na boku. Nie, nie zasnę. Powoli otwieram oczy, nie chcąc przeżyć szoku od ilości światła, która wpada do mojej komnaty przez niezasłonięte okna. Przeżywam za to zupełnie inny szok. Kto to, cholera jasna, jest? I dlaczego leży w moim łóżku? Kobieto, won. Po prostu won. Dlaczego ja ją wzięłam? Z tej perspektywy wygląda paskudnie. Niby to husky, więc powinna być ładniutka, ale tu jest, psiakrew, przeciwnie. Na jej sierści dogorywają jeszcze ostatnie ilości bieli, która już dawno znikła pod brudem. Szary łeb, szare łapy, szare niemalże wszystko. Ale to nienaturalne. Brud, brud, brud. Nie chcę leżeć obok tego czegoś. Fuj. Wysuwam się spod kołdry, po czym zeskakuję na podłogę i przeciągam się leniwie. Na spokojnie. Pierwszym, co robię, po tej tak już rutynowej czynności, jest zasłonięcie tych piekielnych okien. Zębami chwytam każdą zasłonę po kolei i silnym ruchem szarpię je w bok, tym samym ukrywając wnętrze tego pomieszczenia przed światem. Przysięgam, że widziałam czyjeś oczy, wpatrujące się w okno. Nie ma, sępy.
- Hej! - wrzeszczę, odwracając się w stronę łóżka. W odpowiedzi słyszę jedynie niewyraźny pomruk. Jeszcze raz. Suka naciąga kołdrę na pysk, zapewne próbując się ukryć. Idiotka! Zwinnie wskakuje na łóżko i pochylam się tuż nad paskudą - Wstawaj! - po raz kolejny podnoszę głos, tym razem dodaję jednak ciche warknięcie.
- Dobra, dobra! Cicho! - odpowiada równie głośno, choć niewyraźnie to coś i wysuwa się spode mnie. O bogowie, jeszcze gorzej. Cholerna poczwara. Dlaczego ja ją wzięłam? Prycham wściekle, odsuwając się od psiny, a następnie przysiadam tuż obok niej, uporczywie wpatrując się w jej pysk. Nieee, nadal paskudna. I to okropnie paskudna.
- Kim ty, do kurwy nędzy, jesteś? - pytam szybko, nerwowo uderzając łapami w materac. Zaspany głos Monstre wita mnie cichym pomrukiem, ziewnięciem, a na końcu kolejnymi (oczywistymi) faktami: Suką, z którą pieprzyłaś się tej nocy. Wiem, wiem. Cicho. Już się tego domyśliłam.
- A co cię to interesuje, hm? - odpowiada pytaniem na pytanie i łapami przeciera oczy. Teraz spoglądają na mnie mahoniowe, bystre ślepia. To jedyna rzecz, która jest w niej ładna. Chyba każdy tak stwierdzi. No, przynajmniej ja tak mówię.
- Wypisuję na tamtej ścianie - szybko wskazuję łapą na losową ścianę w komnacie - Imiona wszystkich suk, które kiedykolwiek wzięłam, wiesz? - dodaję zgryźliwie, uśmiechając się okropnie. Wyjdź. Teraz. Natychmiast. Mam cię dość, idiotko – A teraz, z łaski swojej, won! - krzyczę, po czym warczę głośno, pochylając się nad nią. Bezimienna suka prycha cicho, wysuwa się spode mnie i zeskakuje z łóżka - Papa! - uśmiecham się szeroko, obserwując, jak nieznajoma wychodzi. Gdy tylko drzwi się zamykają, wzdycham z niemałą ulgą, opadając na łoże. Zamykam oczy, a niedługo później znowu zapadam w sen. Tym razem spokojny, bez nawiedzających mnie wizji mego prawdziwego ojca czy też matki. Albo siostry. Wszyscy i tak są tylko rozmytym cieniem jakiegoś psa podobnego do mojej osoby. Cholera wie, kto tam do mnie przyłazi w nocy i męczy przez te kilka godzin.
Po wyjściu ze stołówki dziarsko truchtam po zamkowych korytarzach, nucąc pod nosem jakąś francuską piosenkę. Kojarzę jedynie samą melodię i część słów, choć pewnie są one błędne - kilkanaście różnych wersji potrafi wprowadzić niezły zamęt. Dumnie patrząc przed siebie, idę dalej, zamyślając się o tym, co może robić moja rodzina, która stała się jedynie zamglonym wspomnieniem. Wszystko to, zupełnie nagle, zostaje przerwane przez wpadnięcie na kogoś. Szlag by to! Otrząsam się i odsuwam na kilka kroków. Patrzy na mnie bialutki szczeniaczek. Urocza kuleczka sierści z równie uroczymy oczkami, które wpatrują się we mnie. Dasz radę, Vain. Kiedyś sama taka byłaś. Dzięki, Monstre. Jesteś cholernie pomocna. A dziękuję. Tylko cudem powstrzymuję się przed teatralnym przewróceniem oczami.
- Hej, malutka - uśmiecham się przyjaźnie i zniżam głowę, by zrównać się z tym smarkiem. Lekko przekrzywiam pysk, próbując uchwycić spojrzenie jej ładnych oczu. Nadal ucieka, wyraźnie zawstydzona zaistniałą przed momentem sytuacją - Przecież nic się nie stało. Ja cały czas na kogoś wpadam, wiesz? - śmieje się cicho, choć w środku wszystkie moje wnętrzności przewracają się od tej słodkości - Jak się nazywasz? Ja jestem Vainqueur, ale mówią mi Vain. Sama rozumiesz, francuska wymowa i te sprawy.
- Invaerne – odpowiada dopiero po chwili, naprawdę niepewnie. Mimowolnie wzdycham cicho, unosząc wzrok do nieba. Kolejna ciapa, którą trzeba będzie zająć. Ale dobra, dam radę. W końcu nie byłabym Vainqueur, gdybym nie dała rady, racja? Nie pochlebiaj sobie. Możesz się zamknąć? Ten jeden raz. Nie. Spieprzaj.
- Chcesz pójść ze mną na spacer? - pytam, ponownie uśmiechając się lekko – Gdyby byłam młodsza, strasznie dużo łaziłam po tych terenach i znam naprawdę wiele świetnych miejsc - dodaję szybko.
- Ja... - zaczyna samiczka, nerwowo rozglądając się dookoła. Tak. Powiedz tak. Powiedz! Powiedz, powiedz, powiedz! - Tak. - Tak! O boże, wreszcie. Uśmiecham się szeroko i ruszam przed siebie, co jakiś czas zerkając na smarka. Ramię w ramię, przemierzamy korytarze, z każdą chwilą coraz bardziej zbliżając się do wyjścia. Krzepiąco uśmiecham się do psinki i odzywam się miłym tonem:
- Na pewno ci się spodoba.
Miejscem, które według mnie jest najodpowiedniejsze, okazuje się łąką. W porze letniej pełna kwiatów, teraz jednak wymarła, choć ośnieżona. To naprawdę dobre miejsce na spędzanie czasu ze szczeniakiem. Tylko jej nie zgub, idiotko. Prycham cicho. Spieprzaj, Monstre.
- No to tak, Invaerne - zwracam się do dzieciaka, który teraz uważnie mnie obserwuje – Chcesz się pobawić? - pytam, uśmiechając się szeroko. Odpowiada mi szybkie skinięcie głową i puf, szczeniak gdzieś znika, co zapewne ma oznaczać start walki. Dobra! Szybko formuję śnieżkę, jednak zanim zdążę ją rzucić, dostaję kolejną prosto w nos. Aua! Opadam na grzbiet, krzywiąc się i zaciskając powieki. Zimno. Strasznie. Za zimno. Psiakrew! Potrząsam łbem, próbując strząsnąć resztki lodowatego puchu. I wreszcie udaje mi się to. Otwieram oczy i szybko podrywam się, mimowolnie parskając śmiechem.
- Wygrałaś, smarku! - śmieję się głośno, patrząc na radosną psinkę - Gratulacje – kiwam pyskiem w jej stronę i znowu się uśmiecham. Bogowie, chyba pysk będzie bolał mnie przez dwa tygodnie – W nagrodę, mogę zabrać cię na ciepłe kakao do stołówki. Co ty na to? - pytam, nachylając się nad Invaerne.

<Invaerne?>

(+1000 słów)

Bonus

dodatkowa nagroda za +1000 słów
+5 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz