28.06.2018

Od Lightsaber CD Lucyfera

Szczerze? Ten pies chyba z dnia na dzień coraz mniej działał mi na nerwy. Tak jakoś przyzwyczaiłam się do jego osoby i towarzystwa. Dziwne. Już od samego początku nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, a tu proszę. Przywykłam do jego opornego charakteru i ględzenia trzy po trzy. Bardziej wkurwiający chyba i tak już być nie może. W sumie... przypominał mi Solisa. Tak cholernie Solisa. On też taki był. Głupi, niemyślący czasem, śmieszny i irytujący. Jednakże różnili się pod niektórymi względami... Solis nienawidził dużych melanży i upijania się jak u mnie, w Aureum. Dziwię się, że i ja nie przywykłam na stałe do alkoholu, podobnie jak Lucyfer. Ponadto Lucy, gdyby mógł codzień spałby z inną... ugh, nie podoba mi się to. Zapewne i tak tego nie zmienię... Muszę go tak pilnować na każdym kroku, jak szczeniaka, by nie robił żadnych głupstw. Czasem czuję się jakbym wychowywała swoje dziecko albo młodszego brata, bo zapewne umysłem to Lucy jest blisko małych szczylów. Chciałam z dnia na dzień być dla niego jak najbardziej oschła, ale jego to jeszcze bardziej przyciągało. Z czasem stał się obiektem, nad którym myślałam częściej i którym trzeba się zajmować. Mówiłam - jak z szczeniakiem.
Teraz chciał mnie wyciągnąć na te swoje walki, by zemścić się na Gilbercie. Myślałam, że mu coś zrobię serio.
- Ugh, Lucyfer! Znów muszę ciebie pilnować żebyś żadnych głupot nie zrobił.
- Ja głupot? - prychnął. - Za kogo ty mnie masz?
- Za największego debila jakiego znam? Jednakże i tak cię lubię. - powiedziałam z pogardą wychodząc z pokoju. - Chodź deklu, chciałeś iść na te walki.
- Oo! Jednak się zgodziłaś.
- Niestety tak. - prychnęłam. - Jeśli chcesz też spędzać ze mną czas w jakikolwiek sposób musisz być mi posłuszny.
- Posłuszny? Za kogo ty mnie... - nie skończył bo podeszłam do niego i strasznie się zbliżyłam. Spojrzałam na niego powabnymi oczkami i zaczęłam snuć cicho:
- Coś mówiłeś, skarbie?
- Niee... nic. - odparł z powagą i lekkim otrzęsieniem.
-Dziękuję, idziemy. - oderwałam się szybko. Lucy zaczął grzecznie iść za mną. Powinnam częściej używać takich zagrań, lepiej na tym wychodzę. Łatwo jest wykorzysywać innych za pomocą swego uroku i innych takich dupereli, nie wiedziałam.
Idąc terenami i lasem dalekiej przyszłości w sumie gadaliśmy o wszystkim. Skumałam się dość dobrze z Lucyferem aczkolwiek nie wiedziałam, że tak śmiesznie to się skończy.
- W ogóle wiesz co mi się kojarzy z tamtym miejscem? - spytałam go po chwili.
- Z ringiem i przedmieściem?
- Tak. Bo zaprowadził mnie aż tam pewien matoł, który mnie męczy codzień i zachowuje się jak szczeniak. - powiedziałam i spojrzałam na niego wyzywająca.
- Phi, to nie byłem ja.
Moja mina z cyklu: „Serio?”, „Nie wierzę”, „Nie pierdol”.
- Wcale i w ogóle. - szturchnęłam go w bark. Pies był niemal 10 cm ode mnie wyższy więc bardziej to wyglądało jakby walnęła go w bok.
- Za niska jesteś. - odparł i wybuchnął śmiechem.
- Pf, ja za niska? To znajdź sobie inną, wyższą koleżankę. - powiedziałam i przyśpieszyłam kroku oburzona. Oczywiście udawałam, że jestem zła. Ta moja gra aktorska.
- Panna obrażalska. - odparł.
- Ja? Never, ha. - prychnęłam.
Tak kłóciliśmy się do końca drogi aż stanęliśmy naprzeciw garażu.
- Napewno chcesz się z nim bić? Po raz drugi?
- Niech dostanie nauczkę. Jakąkolwiek.
- Posłuchaj mnie, deklu. Nie chcę byście się tłukli między sobą, ani nic z takich rzeczy. Jeśli będziecie na siebie warczeć to ja to załatwię. - powiedziałam z powagą. Nie chciałam by ten głupek wpakował się w kolejne jakiekolwiek problemy i szukał ich niepotrzebnie. - Mieliśmy tam tylko przyjść i pooglądać, hę?
- Tak, mieliśmy...
- I nie będziesz się z nikim zaczynać, hę?
- Nie, nie będę... - odparł drugi raz posłusznie. Jakie to urocze.
- Więc wchodzimy.
Gdy weszliśmy właśnie trwała walka między dwoma pitbullami. Była w sumie wyrównana, bo siłami żaden nie przewyższał drugiego. Obaj tak samo napakowani.
- To się nie skończy. - odparłam.
- Jesteś tego pewna? - spytał.
- Tak. Spójrz, obaj są wykończeni. Będzie remis.
Po kilkunastu minutach obaj zrezygnowali i zawarli rozejm.
- Szkoda, że nie zrobiłeś tak z Gilbertem. - powiedziałam.
Prychnął.
Samego Gilberta nie widziałam. W takim tłumie trudno było go zauważyć. Kilka osób też w międzyczasie zaczepiło Lucy’ego; zapewne był dość tu znany i popularny.
Nagle na drugim końcu pomieszczenia ujrzałam właśnie wysokiego, niebieskookiego, szarego charta. To był on, Gilbert. Nagle zniknęłam Lucyferowi z oczu. Krzyknął z tyłu, gdzie idę i zaczął iść w moją stronę. Nie dogonił mnie i zapewne zgubił.
- Ekhem... Gilbert? - zaczepiłam psa.
- Tak, to ja. - odparł.
- A to dobrze trafiłam. Chciałabym z tobą pogadać, jeśli mogę... - powiedziałam z tradycyjną powagą na pysku.
- Uhm, pewnie. Ale napewno nie tu, nie usłyszę cię.
Po kilku chwilach przepychania się przez tłum wyszliśmy z garażu. Usiedliśmy na tej samej górce, gdzie poznałam Lucyfera.
-  W czym mogę śliczna służyć?
- Nie o tyle służyć, co mam kilka pytań...
- Pewnie, mów, zadawaj...
- Znasz Lucyfera, to wiem. Jednakże on niezbyt dobrze jest do ciebie nastawiony, sam zapewne wiesz dlaczego. Więc nie chcę byście się w jakimkolwiek sposobie kłócili. On planuje zrobić ci krzywdę. - powiedziałam i spojrzałam na śliczny widok z górki.
Gilbert zdziwił się, że tyle wiem.
- Yy... to co powiedziałaś, to wszystko prawda. Nie dziwię się, że chce mi coś zrobić... Znacie się? - spytał szybko.
- Tak znamy... nawet bardzo dobrze. Jest tu ze mną gdzieś, ale pewnie... - nie skończyłam mówić, bo sam Lucy nagle zjawił się za nami.
- Tak jestem. - odparł oschle. Nie spodobało mu się towarzystwo Gilberta w mym pobliżu.
Gilbert odwrócił się z lekkim strachem. Wstałam szybko i zatrzymałam Lucyfera.
- Lucy proszę... bez rozlewu krwi. - szpnęłam do niego i lekko przytuliłam, by go odciągnąć od sytuacji.
- Twoja dziewczyna będzie cię bronić zamiast ty sam siebie? To urocze... - uśmiechnął się. Jednakże nie był to uśmiech ironiczny tylko taki prawdziwy, od serca.
Nie miałam pojęcia co w tym momencie zrobić. Moje serce waliło jak młot podobnie jak Lucyfera.

Lucyś?
Bonus

dodatkowa nagroda za +1000 słów
+5 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz