27.06.2018

Od Lucyfera CD Lightsaber

Nie byłem zbyt szczęśliwy, że Saber już chciała wracać do komnaty. Mi było to przyjemnie, tak wesoło tak na duszy lżej od razu. Mi się super bawiło, pomimo, że język i łapy się mi plątały to czułem się jak nowo narodzony. Jeszcze takie spoko towarzystwo, muzyka, aż żal ściska opuszczać to miejsce.
Ale dałem się namówić, na jak dla mnie wczesny powrót. Było mi zbyt wesoło do tego stopnia, że zapomniałem gdzie ja mieszkam. Od mojego pobytu może byłem dwa razu u siebie. Tak to sypiam zazwyczaj gdzie popadnie. Dopiero jak uwaliłem się na łóżko dotarło do mnie jak mi ciężko. Chociaż ledwo żywy to namawiałem Saber aby spała na łóżku bo głupio tak mi się zrobiło nawet. Dobrze, że mam gadane i dała się przekonać. Jak popije i walne się na łóżko to bym tylko spał. Energia wyparowuje i jestem ociężały jak słoń, jakby grawitacja działała z potrojoną siłą. Obudziłem się nad ranem z bólem głowy, ale co gorsza przytulałem Saber. odsunąłem się natychmiast, gdyby to była inna samica to spoko... Ale na kacu dostać w pysk od niej nie bardzo. Ponownie zasnąłem, a gdy się obudziłem samicy nie było.
- Saber!
- Czego! - krzyknęła z pogardą.
- Coś taka zła! Wody byś mi przyniosła i coś na ból głowy!
- A co ja jestem!? Łapy masz!
- Ałałałaaaaaaaa... Umieram, umieram, umieram... Wody...
Jej wzrok mnie rozwalił patrzyła jak na głupka który udaje że umiera wywala jęzor i szepcze wody...
- Głupek... - powiedziała niosąc szklankę wody.
A jednak udało mi się, złapałem szklankę i wypiłem na raz.
- Już nie umieram. - powiedziałem uśmiechnięty.
- Nie masz dziś żadnej walki?
- Nie na razie śliczna myślę jak zabić Gilberta.
- Poważnie, nie darujesz mu? Co on ci takiego zrobił?
- Zdradził mnie... po prostu nie donosi się na kumpli.
- Aha, kumpli się zabija?
- To już nie kolega, zasługuje na śmierć i tyle z resztą co ja ci będę ...
- Chcesz mu wyrwać serce?
- Nie wiesz jak mnie potem brzuch bolał, jakie ja miałem problemy. Spod krzaka nie wychodziłem tak mnie cisnęło.
Saber się tylko uroczo zaśmiała... Przyznam, że tak pięknego uśmiechu nie widziałem dawno.
- Domyślam się... kanibalu.
- Nie mogę nadużywać gościnności więc zmykam.
- Dokąd się wybierasz?
- Na ring popatrzeć, poobstawiać, może spontanicznie coś zawalczę. Idziesz?

Lightsaber?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz