29.06.2018

Od Picture'a cd Timotei'a

    Timotei zawsze był dobrym dzieckiem. Kiedy trzeba było pomóc w domu, niezależnie czy mi, czy Jay'owi albo Samancie, zawsze był pierwszy w kolejce. I nieważne, że raz czy dwa nie do końca mu to wyszło, tu coś spadło, tam niezbyt dobrze odkurzone... Młody miał dobre serce, zawsze bardzo się starał i było po nim widać, że ze wszystkich sił próbował. Był takim złotym dzieckiem, które usiłowałem chronić przed docinkami chociażby Elmexa, próbując pokazać mu, że zdanie innych wcale nie musi być prawdą, a wredne komentarze często są spowodowane zazdrością, może chęcią znalezienia sobie kozła ofiarnego (chociaż robiłem wszystko, co w mojej mocy, aby mój syn nie był w ten sposób traktowany przez rówieśników), innym razem bez większego powodu, ot, dla zabawy.
    Czas mijał, a moje dzieci rosły, jak na drożdżach. Z łezką w oku obserwowałem, jak puchata kulka Sponge nabiera wdzięku i elegancji, jak dorośleje i wyglądem idealnie odwzorowuje swoją świętej pamięci mamę; jak właśnie pracowity, pomocny Timotei rozwija swoją dobroć i wyrasta na szlachetnego, cudownego samca; jak zdeterminowana Syoss coraz zgrabniej sięga po swoje cele, wdając się po drodze w wygląd babki; a ciekawski Elmex poznaje świat coraz szerszy, niestety coraz głębiej idąc w zachowanie wredne, typowo dominujące.
    Dzień ich wyprowadzki był dla mnie dniem trudnym, pewnego rodzaju powrotem do samotności. Zdążyłem przyzwyczaić się do szczenięcego hałasu, który wcale mi zresztą nie przeszkadzał. Był pewnego rodzaju wypełnieniem. Wypełnieniem dla serca z ubytkiem w postaci straty ukochanej. Oni byli także jej dziećmi, a więc w pewnym sensie miałem przy sobie kawałek Diany, mogąc wychować jej dzieci. Nasze dzieci. Opieka nad nimi, wbrew pozorom, wcale mnie nie przerastała. W czasie mojej pracy oddawałem je pod opiekę brata i jego nowo upieczonej narzeczonej, czasem któregoś z rodziców, niestety nigdy na raz dwójce, ponieważ za sobą nie przepadali, a czasem moim teściom, jeżeli akurat nie byli bardzo zajęci. W końcu para Alfa także chciała spędzać czas ze swoimi wnukami. Szczeniaki cały czas były w dobrych rękach, a ja usiłowałem wbić im do głów najważniejsze wartości, przekazywać im dużo miłości i bawić się z nimi, żeby miały jak najcudowniejsze dzieciństwo. Ja przecież miałem, to dlaczego, mimo braku mamy obok, oni mieliby nie mieć?
    Szedłem właśnie razem z Timotei'em do jego nowej komnaty, obiecałem pomóc mu się wprowadzić. Niosłem ze sobą jedno z dwóch pudeł z rzeczami, które miał. Oczywiście, jak każdy z rodzeństwa, dostał kilka drobiazgów, ku lepszemu wprowadzeniu w nowe życie. Zestaw poduszek ode mnie i mojego rodzeństwa, fajniejsze, odnowione meble ze strychu, specjalnie przerabiane kolorystycznie i stylowo pod każdego z nich, co było pomysłem dziadków, kilka ciekawszych kubków z miasta, o co postarał się mój brat z żonką, opłata remontu i komnaty najwyższej jakości oczywiście z mojej strony i kilka innych, mniej lub bardziej istotnych rzeczy. U niego remont odbywał się najpóźniej, więc gdy przekroczyliśmy próg komnaty, wciąż było czuć zapach farby.
    — Może jeszcze dziś przenocujesz u mnie, co? — Odparłem, gdy postawiłem już pudło.
    — Dobrze, tato — odparł spokojnie.
    Uśmiechnąłem się do niego delikatnie, po czym wyjąłem zdobioną specjalnie sakiewkę, w której umieściłem wcześniej pięćdziesiąt brzęczących, złotych monet.
    — Zawsze byłeś dobrym, pomocnym dzieckiem, teraz moją rolą jest pomóc ci wejść w dorosłe życie — odparłem wręczając mu prezent.

Timmy? Wybacz czas oczekiwania~
530
50 monet Picture'a idzie na konto Timotei'a, jako jedyne dziecko napisało obowiązki domowe. * pat pat po główce *

Psst, jest miejsce na stanowisku DJ'a. Jeszcze ma szansę nim zostać, Winnona odpadła~

Monety dodam sama, nie ruszać Avu/Pete xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz