31.07.2018

Listonosz Pat

Witamy w sforze!
IMIĘ: Ojciec nadał mu imię z tytułem, które uwielbia i już na start pozwala mu na rychłe rządzenie światem. Jednocześnie nakierował też malca na drogę w życiu, którą będzie podążał z dumnie uniesionym, rudym łebkiem. Powinniście już wiedzieć. Powinniście, ale nie wiecie, jakbyście mieli, to za mało oczywiste. Stoi przed wami jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, wyjątkowy i wspaniały Listonosz Pat. Tak tak, to właśnie ta szycha, która już niedługo będzie wami pomiatała jak szmatkami, gdy tylko stanie się prawowitym listonoszem. Dopóki nie zaczynasz go obrażać, jesteś w stanie skracać, modyfikować i przerabiać jego imię, jednak w granicach dobrego smaku. "Pattie" zdecydowanie nie jest tym, co w kronice chce mieć przyszły pan i władca świata. 
PŁEĆ: Oh, mam szczerą nadzieję, że nawet nie śmiałeś pomyśleć, że jest samicą. Oh, mam szczerą nadzieję, że nie powiedziałeś tego na głos. Nazwanie go samicą byłoby największą obrazą jaką mógłby otrzymać. Ktoś tak idealny jak on nie mógłby być tą słabszą i mizerniejszą z płci, nie mógłby. 
WIEK: Cztery miesiące, rośnie nam ten rudzielec, rośnie. 
STANOWISKO/PRZYSZŁE STANOWISKO: Nadaje się tylko do tego, by rządzić. Tata utorował mu już drogę na wymarzone stanowisko, w końcu ten piękny tytuł już na stałe jest przyczepiony do jego imienia. Będzie listonoszem. Listonoszem. Brzmi jak poezja. 
OSOBOWOŚĆ: Nasz Listonosz to istota, u której poziom samouwielbienia wyleciał w kosmos i dryfuje przy jednej z orbit, nie mając zamiaru wracać na ziemię. Doskonały, wspaniały, piękny, cudowny - to tylko kilka z wielu pochlebnych przymiotników, którymi Pat mógłby bez problemu się określić. Jest najlepszy, na wszystkim się bardzo dobrze zna i zawsze stara się grać pierwsze skrzypce. Uważa się za lepszego od sporej części społeczeństwa, na przykład od swojego rodzeństwa. Jest przekonany, że jego narodzenie się jako ostatni nie jest przypadkiem, ani zbiegiem okoliczności, tylko od początku było mu pisane i świadczy o jego wyższości nad resztą, w końcu wolimy nowe rzeczy od starych, a on był najnowszy z całej dziewiątki, to musi coś oznaczać, prawda? Jedną z najbardziej widocznych u niego cech jest chyba wrodzony seksizm, bo samice traktuje praktycznie jak inny, podrzędny gatunek. Nie postawiłby żadnej jako równej sobie, dla niego nie ma czegoś takiego jak równouprawnienia, skądże. Jak dla niego samice mogą sobie istnieć, jak już muszą żyć, okey, ale niech siedzą w komnatach i szorują podłogi, albo czyszczą stoły, cokolwiek tam lubią i nie pchają się do czegoś takiego jak praca albo rozrywka, bo to przecież zarezerwowane dla tych lepszych. W jego wypowiedziach negatywny stosunek do drugiej z płci jest naprawdę trudno niedostrzegalny, tylko głuchy by przeoczył ciągle padające słowa, że baby są głupie. Łączy się to mocno z jego ogromnym ego, już sam fakt, że urodził się dostojnym psem, a nie jakąś durną suką sprawia, że czuje się lepszy od tych, którym się nie poszczęściło. Jeśli chodzi o kontakty z innymi, można powiedzieć, że nie szczególnie interesuje go zdanie innych psów, a podporządkowywanie się zasadom i schematom wyraźnie go irytuje. Woli sam ustalać sobie granice, sam wydawać sobie polecenia i sam wybierać jak coś zrobi, nie lubi być ograniczany przez innych. Jest zbyt wspaniały, by ktoś mógł mówić mu jak ma coś zrobić, w końcu jest w stanie wybrać sam, jest indywidualistą, zdecydowanie. To jaki tytuł otrzymał w pakiecie z imieniem również przyczynił się do wzrostu wysokiego mniemania o sobie Pata, jako że ten uważa bycie listonoszem za możliwość rządzenia innymi i kontrolowania ich marnych żywotów. Nikt sobie jeszcze nie wyobraża, jak ta niepozorna posadka może przyczynić się do trzęsienia całym zamkiem, ale nasz Listonosz już wie i tylko czeka by podetrzeć dupsko kopertą, albo wepchnąć znaczki w oczodoły tym, którzy śmieją się z niego po kontach. W nosie ma zdanie innych o sobie, za nic do niego nie przemówisz i nie wepchniesz w niego swoich poglądów, bo pewnie zadziera rudą główkę, bo jest pewny siebie i dumny z tego kim jest. Los innych przeważnie też ma gdzieś, bezinteresownością to raczej on nie grzeszy, obojętnie przejdzie obok psa w potrzebie, pomocnej łapy nie poda, w życiu. Ewentualnie rzuci jakimś tekstem, najpewniej wypełnionym sarkazmem, którego niekiedy używa. Można powiedzieć o nim jeszcze, że jest niezwykle bezpośredni. Nie będzie bawił się w otoczki uprzejmości, uderzy do ciebie od razu z tym do czego pije, najpewniej głośno, bo jest bardzo głośny, taki jego styl bycia. Łatwo się denerwuje gdy ktoś podważa jego wyjątkowość, ale nie zdarza mu się wybuchać. Zamiast tego będzie wredny, bezczelny i chamski, co też niekiedy przeplata się w jego codziennym zachowaniu, ale nie zacznie pluć jadem, ani nie wybuchnie furią, zachowa spokój. Mimo tego, że nie przebiera w słowach, a zwłaszcza wtedy, gdy się w nim gotuje, nigdy nie przeklina. Nikt jeszcze nigdy nie usłyszał z jego pyszczka wulgaryzmu, co może dziwić, ale jednak ten nasz Listonosz Pat ma w sobie odrobinę kultury. Przykładowo zawsze się wita i żegna, choćby miało to być "do widzenia durny babsztylu". Ostatnimi cechami o których mogę wspomnieć jest brak szacunku do starszych, na zasadzie nie zachowywania różnić pomiędzy zwracaniem się do trzynastoletniego Alfy sfory, swoje rówieśnika, czy też ojca. Jego wypowiedzi zawsze brzmią identycznie, bez względu do kogo się zwraca i nie doszukasz się w nich zwrotów grzecznościowych jak pan, czy pani. Zupełnie kończąc dodam w ramach ciekawostki, że nienawidzi, gdy się dotyka jego rzeczy. Spróbuj, a się przekonasz, jak głęboko jest w stanie wepchnąć ci swój zszywacz w dupsko. 
RODZINA: W porównaniu do znacznej większości szczeniaków wychowujących się w sforze, jego rodzina to nie wielkie drzewo o wielu gałęziach tak oddalonych od siebie, że możesz nie wiedzieć, że idziesz do łóżka ze swoją babcią stryjeczną, o której istnieniu nie miałeś pojęcia. Nie. Jego rodzina ogranicza się do sadzonki takiego drzewka, można powiedzieć, gdyż wliczają się do niej jedynie jego rodzice, z czego matkę i tak gdzieś wsysło po drodze, on i jego rodzeństwo. Matka, choć o wiele bardziej pasuje tu określenie Baza Dla Komórek Jajowych albo Wylęgarnia, gdyż jedyny jej wkład w życie Listonosza Pata to pozwolenie jego ojcu się przelecieć i danie mu dzieci, nosi, bądź nosiła imię Remedios i była prostą suką hodowlaną. Prawdopodobnie wylęgło się dzięki niej wiele podobnych bachorów co Pat ze swoim rodzeństwem, ale dzięki wyjątkowym, agresywnym plemniczkom tatusia wyszły z tej głupiej baby prawdziwe cudeńka. To właśnie Doktor Słońce zechciał, by kulki powstały i podjął się próby wychowania ich, zabrał je do sfory. Była już mowa o cudownym rodzeństwie, trochę jakby efekcie ubocznym powstawania naszego wspaniałego samczyka, w końcu to co najlepsze zostawiamy na koniec, reszta to buble, faza testowa, przygotowania do wydania na świat czegoś tak doskonałego, jak nasz Listonosz. No i wyszła takich ósemka, niestety, ale może to i lepiej? Dzięki temu, że są tacy beznadziejni nasz bohater może świecić przy nich tak jasno. Mowa o Miss Clarice, która akurat jest w porządku, tylko jest babą, a to minus, Hrabinie Lamai, której samiec wyjątkowo nie znosi, Docencie Nicholsonie, chyba jedynym poza Clarice i Diukiem wartym coś więcej z tej zgrai, Madame Annabelle, Zapałeczce, którą miło się podburza, by potem patrzeć jak płonie furią, Diuku Devonie, kolejnym, ostatnim już bracie, o którym można śmiało rzec, że go lubi, fajnie, że nie każdy w tej zasranej rodzinie to babsztyl, Księżniczce Sansie, do której nienawiść osiągnęła poziom krytyczny, w końcu nie dość, że jest tą dziewczyną, to jeszcze zachowuje się wyjątkowo jak księżnisia i próbuje go pouczać w kwestii tego, jaki jest. Ale wiadomo, żeby mogło wyjść kilka porządnych samców, musiały napatoczyć się też laski, Pat już się z tym pogodził. 
HISTORIA: Niewiele tu do opowiadania, co wcale jednak nie oznacza, że jego historia jest taka znowu zwyczajna. Każdy kto tak teraz pomyślał powinien dostać w pysk, ponieważ nijak ma się ona do tych wszystkich pospolitych, szczęśliwych rodzinek, które bardzo się kochają i starają w sforze o dzieci. Do zarzygania można czytać o wielkiej miłości kończącej się bachorami, zarobionej matce i ojcu, który potem posuwa młodszą sukę na boku, żeby odreagować stres. Ta jest zupełnie inna, zapewniam. Jeśli chcecie wiedzieć jak nasz maluszek znalazł się w Royal Dogs, po prostu posłuchajcie. Początku można się doszukiwać w tym samym miejscu, w którym znajdujemy się obecnie. Owszem, chodzi o Royaldell. Jednym z jego mieszkańców był i jest wspaniały Doktor Słońce, ojczulek Pata, jak już zdążyliście się dowiedzieć. Pomyślał sobie jednego dnia, że takie zajebiste geny jak jego nie mogą się tak bezczelnie marnować tylko dlatego, że w sforze nie ma suki godnej, by wydać mu dzieci na świat. Pomyślał też, że taki prywatny gówniarz z jego krwi by się przydał, więc... Poszedł. Gdzie poszedł? W świat poszedł. Daleko, daleko stąd, tak daleko, że podczas wędrówki nawet kilka deko mu się zgubić udało. Celem jego wędrówki była odpowiednia suka, corgi oczywiście, bo spłodzenie jakichś tam kundli nie wchodziło w grę. Można się więc domyśleć, że jego podróż skończyła się właśnie wtedy, gdy odnalazł matkę Pata, Remedios. To ona pozwoliła mu na spełnienie celu swojej podróży, zaszła z nim w ciążę, rzecz jasna. Po dwóch miesiącach na świat przyszły grubaski Doktorka, a po czterech, gdy były gotowe, zabrał je ze sobą z powrotem do sfory Royal Dogs, do domu. 
I w tym punkcie stoimy obecnie, Listonosz Pat przybył do was, a wasze smutne życia właśnie stały się piękniejsze. 
DOŚWIADCZENIE: Zero. Dopiero co przybył do sfory, nie zdążył się dobrze rozgrzać, więc spokojnie, jeszcze się jakieś napatoczy. 
MONETY: Sześć pięknych złotych monet, sześć pięknych dodatkowych punktów prestiżu. 
KONTAKT: Howrse - Cloé ♥ | Email - klik | Chat - Cloe | Facebook - zasłuż

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz