01.07.2018

Od Anthony'ego cd. Avatari - cz.5

         Musiałem się go pozbyć. Wywieźć daleko, wyrzucić, zepsuć, nie pozwolić na to, aby ktokolwiek dostał się do naszego zamku, naszego domu, wygnał nas, wrzucił do klatek, wywiózł do miasta i zamknął w schronisku, a najgorsze jest to, że byłoby to z tylko i wyłącznie mojej winy. Wróciłem pospiesznym krokiem do sypialni, gdzie wrzuciłem do torebki te telefon. Wezmę go ze sobą, zostawię gdzieś, najlepiej wrzucę do jeziora daleko, daleko, daleko stąd. Wtedy problem zniknie, będziemy bezpieczni, a ja spokojny. Tak, tak, to brzmi jak dobry plan, który muszę wykonać, żeby nie zepsuć wszystkiego kilkanaście dni po dołączeniu tutaj. W głowie dudniły mi słowa tamtej suki, kim był samica (bądź samiec, ale wychodziło na to, iż raczej suka) na "F"? Co zrobiła z komórką? Hierarchia o tym wie? Ach, Anthony, to zrozumiałe, że skoro zamkowe gaduły obiegła ta wiadomość, dlaczego alfy, bety, gammy i delty miałyby nie wiedzieć o czymś tak... ważnym?
         Poszedłem spać wcześniej, musiałem być wypoczęty na jutrzejszy dzień.
         Obudziłem się nieco później, niż planowałem, lecz nie zagroziło to w żadnym stopniu podróży. Bomb krążył po pokoju, trzepotał skrzydłami i wskakiwał na mnie, czym zdołał rozbudzić zaspanego właściciela.
         Wziąłem wdech. Nie musiałem się nikomu meldować. Wyszedłem z zamku, po czym pokierowałem na wschód.

C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz