29.07.2018

Od Ashes do Chantelle

Nadszedł czas na obiad z rodzinką. Rozejrzałam się i chwyciłam smycz Bagietki, aby chwilę potem podejść do Bagietuni we własnej osobie i przypiąć do niej smycz. Na szafce leżała moja mp3, którą również ze sobą zabrałam. Czasami panował tam taki gwar, że mało co mogło to zagłuszyć. Zazwyczaj bardzo, bardzo udzielałam się w tych rozmowach, bo po prostu uwielbiałam to robić, jednak wzięłam ją na wszelki wypadek. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Zawsze czas spędzony z rodziną sprawiał, że mój dzień stawał się jeszcze lepszy. Skocznym krokiem ruszyłam do stołówki. Byłam taka ciekawa co dzisiaj będzie na obiad. Właściwie, byłam już bardzo głodna. Dobrze, że ten głód nie był aż tak olbrzymi, aby mój brzuszek się zbuntował i zaczął burczeć na cały korytarz. Byłoby to bardzo śmieszne, ale jednak troszkę byłoby mi wstyd. Bo jeszcze kogoś bym obudziła i ten ktoś by się nie wyspał, a to takie przykre. Pewnie przepraszałabym tą osobę przez najbliższe kilka miesięcy! Weszłam na stołówkę i odszukałam wzrokiem nasz ogromny stolik. Zajęłam miejsce obok Dustina i Chantelle. Odłożyłam mp3 obok siebie i chwyciłam miskę, stawiając ją na talerzu na drugie danie. Obwiązałam sobie smycz w okół łapy, aby przypadkiem Bagietka nie uciekła i po chwili nalałam sobie zupy. Wyglądała jak żurek. Lubię żurek. Żurek to jedzenie. Lubię jeść.
- Eliot, mógłbyś podać sól? Bardzo cię proszę. - głos babci Jessie przebił się przez gwar towarzyszący naszym posiłkom i dotarł aż trzy metry dalej, do samego końca, gdzie siedzieliśmy my, jako najmłodsze pokolenie. Eli uśmiechnął się od ucha do ucha, chwycił sprawnie sól i wstał od stołu, aby podejść do babci. Mrugnęłam i zaprzestałam obserwowania mojego brata. Lubiłam nasze posiłki. Teraz, jak już byliśmy dorośli, kolacja, obiad i śniadanie były przeznaczone na spotkania z rodziną. Przysunęłam pyszczek do talerza z żurkiem i bez wahania zaczęłam go pić. Kiedy ubyła z miski już połowa, odnalazłam łapą moją mp3 którą dostałam od rodziców. Powoli uczyłam się wkładać słuchawki do uszu. Kiedy byłam już pewna, że nie wypadną, włączyłam piętnastą lekcje japońskiego. Starałam się z tego jak najwięcej zapamiętać, jednak jakoś nie mogłam się skupić. Jak wypiłam zupę, odłożyłam miskę na bok i sięgnęłam po ziemniaki i jakieś kawałki wieprzowiny. Wrzuciłam je sobie na talerz i powoli jadłam. Szczerze, smakowało mi. Mój brzusio potrzebował jedzonka. Poczułam jak ktoś szturcha mnie łapą w plecy. Wyjęłam słuchawki z uszu i odwróciłam się do tego kogoś. Był to Dustin.
- A ty Ashie? Pasuje ci twoje stanowisko? Może planujesz jakieś inne? - spytał Dustin. Wiele razy padały takie pytania. Albo o to, jakie stanowisko zajęłam, albo o inne takie niezbyt ważne sprawy. Ale po prostu niektóre informacje nie docierają do niektórych osób z rodziny i te osoby o to pytają, a by po prostu odpowiadamy.
- Hah, pewnie większość mojej ukochanej rodzinki już wie. Aktualnie jestem listonoszem i powiem tyle, jest to świetne stanowisko. Bardzo przyjemnie wykonuje się tę pracę. Jednak marzę o językoznawcy. Uczę się języków i przygotowuje na podróże. Właściwie będę musiała niedługo załatwić sobie wolne aby wyjechać za granicę. - powiedziałam z uśmiechem, patrząc się na moją mp3. Czułam na sobie kogoś wzrok. Zamaszyście rozejrzałam się na boku. Chantelle wyglądała na niezbyt zadowoloną. Ona zapytana odpowiada, że może być, ale będzie językoznawca. Ja szybko dokończyłam jedzenie i podziękowałam za posiłek. Bolało mnie serduszko. W końcu to było moje wymarzone stanowisko od małego. A tak po prostu Chant chce nim zostać. Nie, ona nie chce, ona nim będzie. Ja się tyle na nie starałam i po prostu... To mnie zasmuciło. Wróciłam do komnaty, ułożyłam Bagietkę na drzemkę i schowałam moją mp3. Teraz albo nigdy. Trzeba pogadać z Arthurem, który w tym czasie zastępuję Pana Avalona który wyjechał gdzie daleko. Chyba do Paryża. Kierowałam się powolny krokiem do jego komnaty. Droga mi się nie dłużyła. Wręcz minęła jakby ktoś po prostu mrugnął. Przed komnatą Arthura stał ktoś jeszcze. Właściwie, stała tam Chantelle.

Siostro?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz