17.07.2018

Od Bonnie CD Surilli

To było miłe, że Surilla mi pomogła z bukietem. Mama się naprawdę bardzo ładnie uśmiechnęła, kiedy go zobaczyła, włożyła go do takiego ładnego flakoniku, który położyła na stoliku, aby wszyscy mogli go widzieć! Przytuliła mnie i powiedziała, że się jej naprawdę bardzo, ale to bardzo podoba. Następnie podziękowała borderce, która mi towarzyszyła, a ja się z nią pożegnałam, ponieważ teraz był czas, abym spędziła trochę czasu z rodziną. Wiadomka, w końcu świat nie obraca się jedynie wokół psów spoza familii, prawda? Sądzę, że każdy powinien mieć kilka takich postaci w życiu, które może nazywać swoimi bliskimi. Niekoniecznie trzeba być powiązanym więzami krwi, ważne, aby czuli się ze sobą dobrze i wokół nich panowała ta charakterystyczna atmosfera. Działa to też w drugą stronę, uważam, że nie wszystkie psy, które są połączone więzami krwi, są rodziną w tym prawdziwym znaczeniu.
  Położyłam przed sobą kartkę, a następnie zaczęłam rysować jakieś sympatyczne bazgroły. Równocześnie prowadząc ze sobą skomplikowane rozknimy odnośnie tego dziwnego pojęcia. Lubiłam kontemplować nad takimi rzeczami, głównie dlatego, że wiedziałam, że w przyszłości prawdopodobnie będę myśleć w inny, bardziej dojrzały sposób. I wtedy porównam swoje obecne filozofywania z tymi przyszłymi. Będzie to taka jakby pamiątka po moim dzieciństwie, które kiedyś minie. To takie dziwne, niby moment wejścia w dorosłość jest taki odległy, ale jednak przybliża się z każdym dniem i już niedługo będę musiała wybrać sobie stanowisko, przeprowadzić się do własnej komnaty... Oczywiście takiej blisko tej, która należy do rodziców! Słyszałam jak wiele moich rówieśników, z którymi się spotkaliśmy, mówili, że najchętniej to by uciekli z domu i przeprowadzili się na drugi kraniec kraju (co nie byłoby problemem, gdyby mieszkali w San Marino, ale byli z miasteczka, więc nie sądzę), przez długi czas tego nie rozumiałam. I właśnie teraz do mnie doszło, że takie szczyle nie mają rodziny w tym prawdziwym znaczeniu. Właściwie to jest smutne. Nie wyobrażam sobie, aby moi rodzice mogliby nie stworzyć nigdy tej atmosfery i nigdy bym jej nie poczuła...
I właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że większość psów, które nie urodziły się w sforze, najprawdopodobniej nie zaznało jej i dlatego udały się w podróż, aby zaznać tej magii gdzie indziej.
  Na moim czole pojawiła się rysa, przecież znam tyle psów, które stąd nie pochodzą...
  To rozmyślanie spowodowało, że przy następnym spotkaniu z Surillą, które nastąpiło kilka dni później, zaraz po przywitaniu spojrzałam się jej głęboko w oczy i zapytałam się cicho.
 - Co się z tobą działo przed dołączeniem do sfory? Miałaś tam rodzinę? Dlaczego potem odeszłaś stąd? Jakie miałaś przygody?

Suri?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz