29.07.2018

Od Charliego CD Rudolfik

Siedziałem u siebie w komnacie, planowałem odpocząć. Położyłem się na łóżko i gapiłem w sufit. Moje serce było wypełnione smutkiem. Myślałem, że znalazłem miłość swojego życia, że będzie to Maya, ale ona już tak dawno nie dawała żadnego znaku. Czułem, że jestem dla niej obojętny. Pragnąłem wyleczyć się z tej jednostronnej miłości, ale nie potrafiłem. Nagle usłyszałem grzmot, a potem błysk i znowu. Ta burza była idealnie nad zamkiem. Zerwał się ogromny wiatr. Nie zdziwię się, jak jutro na ziemi będzie leżało kilka powalonych drzew. Przewróciłem się na bok po czym zamknąłem oczy, jednak te odgłosy nie dawały mi spać. Jeszcze parę razy porządnie błysnęło i huknęło. Wstałem więc i udałem się do Rudi, czemu gdyż mogło zgasić jej świeczki, taka była wymówka. Zapukałem do jej drzwi i usłyszałem jej głos zezwalający na wstęp.
- Charlie? Co ty, nie śpisz?
- Nie... wiesz tak daje ta burza, że nie pozwala na spokojny sen.
- Rozumiem.
- Co tam masz?
- Przed chwilą go uratowałam.
Spojrzałem na gołębia po czym na Rudi.
- Ja bym go zjadł.
- Oszalałeś?!
- To tylko żart... coś mu jest ?
- Może mieć złamane skrzydło albo nie wiem...
- Ornitologiem nie jestem jednak polecam pokazać go medykowi.
- Teraz w środku nocy?!
- Chodź do Vee, ona się nigdy nie obraża to moja znajoma myślę, że nam pomoże.

Rudolfik?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz