15.07.2018

Od Eliota - do Lumière'a

    Dzisiejszy dzień był przepiękny! Zamiast któregoś z mojego szalonego rodzeństwa, obudziły mnie dziś piękne promyczki cieplutkiego słoneczka, które opadały prosto na mój nosek. To chyba jedna z najlepszych pobudek na świecie, kiedy do nowego cudownego dnia zaprasza cię same słoneczko! Oczywiście budzenie przez gilgotki Sunshine też było super, wstawanie ze śmiechem to jeden z najlepszych sposobów na dobre wejście w nowy dzień! Gdy tylko zrzuciłem z siebie kołderkę zobaczyłem, że moje kochane rodzeństwo jeszcze śpi, co mnie bardzo zdziwiło, ale postanowiłem ich jeszcze chwilkę zostawić i pobiec najpierw obudzić mamusię i tatusia, żeby oni pomogli mi dobudzić zaspane rodzeństwo. Gdy tylko wybiegłem z naszego pokoiku i wpadłem szybko jak rakieta do salonu, poczułem w powietrzu słodkie zapachy pieczonego ciasta pomieszane z malinowo-truskawkowym dżemem, naszym ulubionym. To oznaczało tylko jedno!
    — NALEŚNIKI, WSTAWAJCIE WSZYSCY, MAMCIA I TATKO ROBIĄ NALEŚNIKI, NALEŚNIKI Z NAJLEPSZYM DŻEMEREM NA ŚWIECIE, WSTAWAJCIE WSZYSCY, WSTAWAJCIE NA NALEŚNIKI! — Wykrzyczałem głośno i chciałem wbiec z tą wesołą wiadomością znowu do naszego pokoju, by wszystkich dobrze wybudzić, ale zawisłem przez coś w powietrzu i mogłem tylko machać łapkami, nie mogłem biec, bo nic się nie działo! Dopiero po chwili zauważyłem, że trzyma mnie tata, a obok przebiega mamusia z taką specjalną łopatką.
    — Który śmiertelnik odważył się wyjawić światu nasz słodki sekret? — Zapytała mama groźnym głosem, na co tylko się głośno zaśmiałem.
    — Ja, to byłem ja! — Wykrzyknąłem wesoło, a mój ogonek zaczął merdać radośnie we wszystkich kierunkach.
    — Co z nim zrobimy, Kapitanie JJ? Zjemy? Wrzucimy na patelnię? A może załaskoczemy na śmierć? — Popatrzyła na tatę, a ja tylko pisnąłem głośno, gdy ich łaskotkowe łapki chciały mnie dorwać. Udało mi się wyrwać tacie i zacząłem uciekać przed nimi po całym salonie, aż posiłki które wezwałem nie wybiegły mi na pomoc i rzuciły się ze mną na rodziców, żeby to oni zostali załaskotani na śmierć! W ósemkę byliśmy tak silni, że nawet nasza mamcia i tatko, jedni z najlepszych łaskotaczy na świecie musieli się poddać, bo nie mieli z nami szans! Gdy wszyscy już wstaliśmy z dywanu głośno się śmiejąc, rodzice zaprosili nas do stołu w jadalni, gdzie czekał już na nas ogromniasty talerz z naleśniorami i dwa wielkie słoiki dżemu, czyli najlepsze śniadanko na świecie! Nasza dziesiątka, w dodatku jeszcze z pomocą dziadzia Ikara, sprawiła, że całe żarełko zniknęło ze stołu w kilka chwil, a nasze brzuszki były pełne i bardzo szczęśliwe. Tak jak zawsze to bywa, kiedy jemy coś w komnacie, od razu wszyscy poszorowaliśmy do kuchni, aby posprzątać po jedzonku. Nie obyło się bez puszczania baniek i zrobienia wielkiej piany w zlewie, do której potem wskoczyliśmy z Duszkiem. Mycie naczyń w naszym przypadku to też od razu wielka wspólna kąpiel całej naszej rodzinki! Wszyscy byliśmy mokrzy, ale tak to już bywa, jak się ma szaloną rodzinę. Kiedy wszystko było gotowe usiedliśmy wszyscy na dywanie w kółeczku i rzucaliśmy propozycjami jak spędzić dzisiejszy dzień. Nie mogłem się już doczekać, aż wybierzemy i gdzieś pójdziemy, była taka piękna pogoda, chciałem już wyjść z komnaty i pobiegać trochę na podwórku! Zaczęliśmy wykrzykiwać głośno swoje pomysły, żeby potem wybrać najlepszy w głosowaniu.
    — Plaża!
    — Nad rzekę, chodźmy nad rzekę!
    — Pobawmy się w chowanego w lesie!
    — Lodowa jaskinia!
    — Jezioro! Jezioro!
    — Odwiedźmy jaskinię czterech żywiołów!
    — Dawno nie byliśmy na łące...
    — Taaaaaaak! — Odpowiedzieliśmy zaraz po mamie chórkiem, bo jej pomysł z łąką naprawdę bardzo nam się wszystkim spodobał. Szczególnie mi, w lecie kwitły takie wspaniałe kwiaty! Zawsze jak wracaliśmy stamtąd po całym dniu zabawy, przynosiliśmy słodki zapach z kwiatków ze sobą do zamku i wszyscy od razu wiedzieli, gdzie byliśmy! Nie mogłem się już doczekać aż tam pójdziemy i będę mógł popatrzeć na pracowite pszczółki, które chowają się w kolorowych płatkach! Albo motylki! Motylki są najlepsze na całym świecie i mają takie cudowne skrzydełka! Kochałem wszystkie żyjątka jakie mogliśmy spotkać na łące i byłem niesamowicie podekscytowany, że będę mógł je spotkać dziś ponownie! Może wreszcie uda mi się porozmawiać z konikiem polnym? Ale wspaniale by było, gdyby on też chciał ze mną porozmawiać!
    Gdy tylko mamcia i tatko potwierdzili, że pójdziemy dziś wszyscy na łąkę, pobiegliśmy szybko do pokoiku po nasze zabawki, które chcieliśmy tam zabrać. Od razu popędziłem do naszego czerwonego kuferka z zabawkami, z którego Adele i Bonnie wyciągnęły już naszą dużą, kolorową piłkę, żeby zabrać stamtąd swój latawiec. To był wyjątkowy latawiec, bo zrobiliśmy go razem z ciocią Primrose, ostatnim razem, gdy rodzice zorganizowali nam dzień z chrzestnymi. Poszedłem wtedy do cioci i gdy powiedziałem, że widziałem ostatnio bardzo ładny latawiec w mieście i go jej opisałem odpowiedziała, że możemy zrobić taki sam, jeżeli będę chciał. I tak powstał mój kolorowy przyjaciel, którego bardzo pokochałem i byłem za niego bardzo wdzięczny cioci Primrose. Była wspaniała! Niestety, gdy spojrzałem do pojemnika na zabawki zauważyłem, że leżał na samym dnie i inne zabawki go połamały. Zrobiło mi się troszkę smutno, bo to był jedyny taki latawiec od najlepszej cioci, ale nie załamywałem głowy, w końcu nauczyła mnie jak takie robić i na pewno byłaby bardzo dumna, gdybym zrobił taki całkiem sam! Zabrałem więc ze sobą trochę materiału. super długaśny i mocny sznurek, klej, kolorowe wstążeczki, trochę farby i pędzel. Mamusia i tatuś w tym czasie schowali do piknikowego koszyka kocyk oraz jakieś pićko i jedzonko na później, bo w końcu chcieliśmy tam siedzieć cały dzionek!
    W drodze na łąkę śpiewaliśmy wszyscy piosenki i chyba każdy z nas nie mógł się doczekać aż w końcu dojdziemy na miejsce. Gdy przechodziliśmy przez las, piękna zielona gąsienica pokazała mi dwa idealne patyczki do konstrukcji mojego latawca, które potem włożyłem do koszyczka razem z innymi przyborami. Gąsieniczka też poszła z nami, bo tatuś powiedział, że możemy zrobić jej podwózkę na łąkę, skoro i tak tam idziemy, a ja byłem bardzo szczęśliwy, gdy posadził ją na moim grzbiecie i siedziała na nim do momentu, aż dotarliśmy na miejsce. Mamusia wypakowała wszystkie nasze rzeczy, a reszta mojego cudownego rodzeństwa razem z tatkiem zaczęli już odbijać piłkę wśród kwiatków, kiedy to ja układałem już rzeczy potrzebne do zrobienia latawca. Gdy miałem wszystko przygotowane, mama położyła się już obok mnie z książką, a ja chciałem już zaczynać zobaczyłem, że na skraju łąki siedzi sobie jakaś biała jak czysty śnieg osóbka. Wyglądała na samotną, a mi do głowy wpadł świetny pomysł.
    — Mamuniu? — Zwróciłem się do niej, a ona odłożyła na chwilkę swoją książkę, żeby na mnie spojrzeć.
    — O co chodzi synku? — Uśmiechnęła się ciepło, uwielbiałem ten jej uśmiech, był cudowny.
    — Czy mógłbym pójść na koniec łąki do tego kogoś kto tam siedzi? Wydaje mi się być samotny, mógłbym z nim porozmawiać?
    — Biegnij.
    — Oh, dziękuję Ci mamo! — Aż podskoczyłem z radości i pocałowałem ją szybko w czoło. — Kocham Cię!
    Pobiegłem do tamtej osoby jak najszybciej tylko potrafiłem, starając się omijać kwiatki, żeby ich nie zniszczyć i nie przeszkadzać pszczółkom w pracy. Gdy byłem już blisko zauważyłem, że tym kimś kogo widziałem jest biały szczeniak, najpewniej mały owczarek szwajcarski. Szeroko się uśmiechnąłem i bardzo ucieszyłem, może właśnie znalazłem kolegę? Ale by było świetnie!
    — Cześć! Nazywam się Eliot i przyszedłem, bo pomyślałem, że może chciałbyś zbudować ze mną latawiec? Moglibyśmy go potem razem popuszczać! — Powiedziałem radośnie, podając mu łapkę.

[Lumière?]

Bonus

dodatkowa nagroda za +1000 słów
+5 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz