01.07.2018

Od Fredricka do Eau

  Bardzo lubię ciszę ogrodów.
  Nie lubię zaś rozbieganych gówniarzy, którzy łapami niszczą mi grządki czy zgniatają moje kwiatowe dzieci. Na szczęście zdarzają się one rzadko, więc mogę w spokoju pielęgnować moje roślinki. Ostatnio jakieś głupie drzewo postanowiło wyrosnąć poza terenem mu przeznaczonym. To znaczy, nie "jakieś" głupie drzewo - jabłonka. Pierw zebrałem wszystkie z jej owoców, później moim sekatorem pozbyłem się jej gałęzi, które wbijały się w strefę osobistą moich drzewek. Jabłka były zielone i kwaśne bo nie były gotowe, ale mimo wszystko, zjadłem każde z nich. Lubię kwaśne jabłka. Słodkie są oczywiście lepsze, ale kwaśne mają ten śmieszny, cierpki posmak.
  Odnośnie jabłonki, to bardzo niegrzecznie poplątała się w gałęzie mej gruszy, niszcząc kilka z nich. Dlatego musiałem się jej pozbyć. MOJE dzieci są ważniejsze do magicznych, kijwieskąd darów natury.
  Wiecie czego jeszcze nie lubię?
  Ropuch. Brzydkich, śliskich, wrednych, obrzydliwych, o wyłupiastych oczach ropuch. Poznałem jedną. Nienawidzę jej do teraz. Jest małą ohydą która pojawiła się w moim życiu i tylko mi wszystko obrzydza i bardzo chętnie bym się jej pozbył, ale Genesis i tata by się na mnie bardzo wkurzyli. Ale czemu ta ropucha tak ich obchodzi?
  To przecież tylko wredna, straszna, wkurzająca Eau.
  Moja najgorsza siostra.
  Naprawdę nie rozumiem jakim cudem możemy być spokrewnieni. Jakim cudem tak świetny pies jak tata mógł spłodzić coś takiego, i jakim cudem mama mogła w ogóle wypchnąć ją na świat. Wolałbym żeby na jej miejscu pojawił się Tytus. Naprawdę szkoda, że to on musiał oberwać od mamusi natury.
Czy to okrutne? Pewnie. Nie obchodzą mnie irytujące psy. Niech każdy pozdycha, w moim życiu potrzebuję tylko moją rodzinę, do tego tylko tą, którą kocham. Po co mi reszta, która zresztą nie docenia mojej ciężkiej pracy? W tym oczywiście ta Ropucha.
  Mam ochotę wysłać jej w prezencie paczkę pełną pomrowów. Wiecie, tych ślimaków bez muszli. Brązowych (lub czarnych), obślizgłych i dużych, żeby zaczęły łazić jej po pokoju i zostawiać wszędzie śluz. Niszczą mi plony, więc czemu by ich nie wykorzystać, tym samym pozbywając się ich z ogródka? Mhmmm, muszę bardziej przemyśleć bardziej ten pomysł.
  Tak, cisza ogrodów naprawdę pomaga mi myśleć. To przyjemne.
  Tym bardziej gdy ta Ropucha o której myślisz przyjdzie bo ktoś kazał jej coś przekazać. Ale ja jej nie słuchałem, tylko magią swojej jakże wielkiej wyobraźni wyobrażałem sobie jak nabija się na jakiś drewniany pal.
  - Fredrick. - burknęła nagle. - Rozumiesz?
  - Przepraszam bardzo, ale czy coś mówiłaś? Twoje gadanie sprawia iż tracę kilka komórek mózgowych, więc nie słuchałem. - Uśmiechnąłem się delikatnie i machnąłem pięknie kilka razy rzęsami, wpatrując się w nią. Poruszyła się prawie że niewidocznie z jednej łapy na drugą i ściągnęła brwi.
  - Jesteś oryginalny.
  - Wiem kochana, jestem doskonały. W porównaniu do ciebie. Jesteś pewna, że nie jesteś adoptowana? Trochę szkoda powiedzieć innym, że taka chodząca brzydota to moja siostra. Zresztą, jeśli ktoś coś ode mnie chcę, to niech sam przyjdzie. Nie mam czasu an takie pierdoły. Moje dzieciaczki potrzebują opieki.
  Przewróciła oczami. Och tak, naprawdę chciałbym widzieć ją teraz na tym cholernym drewnianym palu.
<Eau? Nie jestem dobra w te klocki. Możesz przekazać cokolwiek i od kogokolwiek. Nie miałam pomysłu.>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz