19.07.2018

Od Hekate cd. Lucyfera

  Promienie słońca padające zza okna zdawały się mnie przekonywać, że dzień już się zaczął, że czas już wstawać. Nie przekonały mnie. Ziewnęłam, przekręciłam się na drugi bok, tam, gdzie promienie nie miały dostępu i jeszcze bardziej wtuliłam się w poduszkę. Musiałam jeszcze trochę pospać, aby w pełni się wyspać po wczorajszym wieczoru spędzonym z Lucyferem.
- Hekate. Halo. Ej. Hekate - usłyszałam głos towarzysza.
- Co chcesz Lucas? Błagam, daj mi jeszcze trochę pospać - schowałem pysk w poduszkę. - Potrzebuję tego. Serio.
- No ej, nie śpij. Nudzi mi się.
- To się czymś zajmij. Zrób nową pajęczynę, piła muchy, policz okna w zamku, czy coś.
- Ale już liczyłem. No, Hekate, nie bądź taka. Ej tylko nie uduś się w tej poduszce dobra? Ej. Hekate. Ej no. Nie bądź taka.
  Lucas cały czas marudził mi nad uchem, nie dało się tego słuchać, dlatego byłam zmuszona wstać.
- Wiedziałem, że cię rozbudzę - słychać było, że jest z siebie zadowolony.
- Nie rozbudziłeś, po prostu, gdy gadasz mi nad uchem, nie da się zasnąć - westchnęłam, rozciągając się.
- Co będziemy robić? - wskoczył mi na głowę. - Znowu się spotkasz z tym psem?
- Z psem? - na początku nie wiedziałam, o co mu chodzi.
- No z psem. Widziałem, jak cię odprowadza.
- Pewnie chodzi ci o Lucyfera - zaczynałam rozumieć.
- Może. Kto to jest?
  "Kim jest dla mnie Lucyfer?" pytanie pojawiło się w mojej głowie.
- Głupio mi to mówić, ale chyba moim chłopakiem.
- Co? Jak to chyba?
- No chyba - wyszłam z komnaty wraz z Lucasem na głowie.
- Nic nie mówiłaś o tym, że masz chłopaka.
- No wiem, sorry.
- I co? Pewnie się całujecie? Fuuuj. Ochyda - przękręciłam oczami. Lucas był nadal dzieckiem, które jeszcze nie rozumie takich sytuacji.
  Weszliśmy do stołówki, odebrałam porcję śniadania i usiadłam przy stole. Lucas zeskoczył z mojej głowy na stół.
- O, to chyba on.
  Miał rację. Lucyfer wszedł do stołówki i napotykając moje spojrzenie, uśmiechnął się i skierował w stronę naszego stołu.
- Cześć piękna - Lucyfera usiadł przy mnie.
- Hej - uśmiechnęłam się lekko do niego.
- Cześć Lucyferze - Lucas także się przywitał.
- A ten to kto? - Lucyfer spojrzał na Lucasa spode łba. Mój towarzysz trochę bliżej się do mnie przesunął.
- To mój towarzysz. Poznajcie się. Lucas to Lucyfer. Lucyfer to Lucas.
- Ta. E... Słodki, czy coś - zaśmiałam się na słowa Lucyfera.
- Słuchaj, może wpadniesz wieczorem do karczmy? Będę miała występ wokalny około 19:45.
- Jasne, chętnie posłucham, jak dla mnie śpiewasz - uśmiechnął się, a ja zarumieniłam się na jego słowa. Hekate nie teraz.
- Ja już będę musiała iść - na te słowa Lucas wskoczył mi na głowę. - Do później!
- Do zobaczenia.
  Wzięłam swój pusty talerz i odniosłam kucharkom do mycia. Wyszłam ze stołówki, nie odwracając się w stronę Lucyfera.
- Wiesz co? - zaczął Lucas. - W ogóle do siebie nie pasujecie.
- Co? Nie wygaduj takich głupstw.
- Po prostu wyraziłem swoją opinię - w tamtym momencie zrozumiałam, że Młody chyba zaczął dorastać, bo zaczął pyskować.

< Lucyfer? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz