30.07.2018

Od Izai do Adele

Ranek. Czas wstawać. Przeciągnąłem się w łóżku, po czym dziarsko odrzuciłem kołdrę na bok i wstałem z łóżka. Jeszcze nie wiem czemu, ale to będzie dobry dzień. Poszedłem do kuchni z zamiarem, jak codziennie, wypicia kawy. Szybko odrzuciłem tą myśl na bok, ponieważ i bez tego byłem dość pobudzony. Zrobiłem sobie kanapkę, a po zjedzeniu jej wyszedłem z komnaty. Szybko jednak powróciłem do niej, chwyciłem wędkę, wiaderko i ponownie, zamykając ją na klucz, ruszyłem. Zarzuciłem wędkę na plecy i poszedłem w kierunku Wyżyn Zamkowych. Tam płynęła bowiem rzeka, której nurt był rwący, a co za tym idzie - większa szansa na złowienie czegoś sensownego. Usiadłem na brzegu, nałożyłem żyłkę i haczyk na wędkę, następnie przynętę, po czym zarzuciłem ją. Już po niespełna pięciu minutach złowiłem pierwszą rybę, którą od razu wrzuciłem do wiaderka.
Po upływie trzech godzin, około południa zakończyłem wędkowanie i z wiaderkiem pełnym różnego rodzaju ryb, ruszyłem do sfory. Miałem zanieść je do kuchni, gdzie następnego dnia zostanie przyrządzony z nich jakiś obiad. Maszerowałem zadowolony z siebie w tamtym kierunku. Postanowiłem najpierw pójść do swojej komnaty i odłożyć tam sprzęt wędkarski. Tak też zrobiłem i z wiaderkiem, z którego niemal wypadały ryby, poszedłem do kuchni. Przechodząc przez stołówkę nieco zamyśliłem się i wpadłem na jakąś suczkę. Była biszkoptowo - biała, z tego co kojarzę, pochodziła z miotu Jay'a i Samanty.
- Przepraszam... - burknąłem zauważając, że wysypało mi się kilka ryb.
Adele?
233

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz