21.07.2018

Od Lightsaber CD. Lucyfera

Nie wiem, po co tu przyszedł. Nie musi mnie pilnować i kontrolować jak wczesnego czasu Aureum. Czasem mi się zdaje, że on jest może gorszy.
Rozglądnęłam się po ciemnych ruinach, a potem na lekko ochmurzone, nocne i gwieździste niebo. Księżyc przebijał się przez biegnące chmury.
Na łące i w okół starych ruin zaczęła opadać mgła coraz gęstsza, bardziej tajemnicza i przerażająca. Nike nieco się zlękła i zaczęła nerwowo tupać nogami i ruszać uszami na wszystkie strony nasłuchując.
- Nie wiem, czy powinniśmy tu teraz być... - odparł Lucyfer. - To są ruiny nie wiadomo czego, co kiedyś mogło tu być.
- Najpewniej zamku lub fortecy. - odparłam spoglądając na zamglone ruiny.
Nagle mgła całkowicie zasłoniła nam cały horyzont zajmując całą przestrzeń w okół nas robiąc jeszcze bardziej napiętą atmosferę. Schowałam się między dwoma przednimi nogami Nike i zaczęłam słyszeć jakieś szepty i szczęk łańcuchów, czy innych takich... Nike była coraz bardziej zdenerwowana. Lucyfer podszedł bliżej nas, by nie zgubić się we mgle.
- Nie powinno nas tu chyba teraz być... - powiedział Lucy. Być może i miał rację wspominając, że w nocy dzieją się różne rzeczy.
W okół nas widziałam różne zjawy i nieokreślone biegające istoty. Czarne cienie i jakieś duchy jednakże nie zbliżały się do nas bliżej niż dwa metry. Niektóre patrzyły tylko na nas z świecącymi w ciemnościach białymi, czerwonymi i żółtymi oczami. Po chwili znikały albo rozpływały się we mgle.



Rozglądnęłam się i zobaczyłam, że mgła całkowicie zasłoniła ruiny otaczając je w około i jakby oblewając. Po chwili zaczęła zmierzać w górę i jakby wyrastać z ziemi tworząc coś większego z tych ruin na krztałt większej budowli. Dosłownie przed naszymi oczami wyrósł jakiś zamek lub forteca jak ze średniowiecza. W naszą stronę zaczęła się też tworzyć ścieżka i murek prowadzący do całości budowli.
Wytrzeszczyłam oczy; przed chwilą przecież były tu niewielkie ilości tego, co właśnie się pojawiło. Mgła zaczęła się rozpływać, a cienie i inne zjawy uciekać w różne strony. Niektóre w górę schodków do zamku.
- Co... to ma być? - patrzył na to wszystko zdziwiony Lucyfer. Nie mógł oderwać wzroku od stojącego zamku.
Jedyne, co mogłam się domyśleć to nie jesteśmy na terenach sfory. Znaczy byliśmy, ale jeszcze sfora tu nie istniała.
- Jesteśmy w tym samym miejscu, ale chyba w innej... epoce? - tyle tylko mogłam wymyślić, gdy ujrzeliśmy to całe zaszłe zjawisko.
Czyżbyśmy byli na terenach sfory przed kilkoma laty? Może i nawet wieki... nie wiem.
- Jak to w innej epoce! Jakim cudem? Dopiero byliśmy w sforze, gdzie jest nasze miejsce. Ty to zrobiłaś wszystko?! Mogłaś zostać z Nike w zamku Royal Dogs, a teraz tkwimy w nie wiadomo jakim roku i wieku! - wykrzyknął zły i zdezorientowany całą sytuacją chodząc w kółko.
- To nie była moja wina... nawet nie wiedziałam, że te ruiny kiedyś tak wyglądały. Tu kiedyś ciągnęło się inne życie, zanim powstało nasze.
- Mówiłem ci żebyśmy wrócili wcześniej. Te dusze, które zostały na ziemi potrafią zrobić wszystko. One zapewne kiedyś mieszkały w tym zamku, a teraz przeniosły nas do swojego starego świata i zapewne życia. - powiedział i usiadł zdenerwowany.
- Skoro mówiłeś, że... nie mogły naprawić błędów za życia... to myślisz, że mógłby zrobić za nie to ktoś inny lub chociażby pomóc?
Lucy zamyślił się. Może i mówiłam rację. Za naszym pośrednictwem tych niesamowitych istot moglibyśmy im pomóc. O ile właśnie o to im chodzi.
- Nie gadaj jakichś dziwnych rzeczy i pomyśl jak moglibyśmy wrócić do sfory. - powiedział. - W ogóle, gdzie jest Nike?
stupidmarigolds: "Borzoi por Paul Croes"W tym momencie wyrwał mnie z kontekstu totalnie. Rozglądnęłam się przestraszona szukając białej sylwetki klaczy. Nagle ujrzałam ją stojącą pod zamkiem, a przed nią stał jakiś... inny pies. Przestraszyłam się i zaczęłam biec w jej stronę. Ten pies, który coś do niej mówił okazał się być białym borzoiem o śnieżnej sierści. Rozmawiał spokojnie do klaczy, która nie wykazywała jakichkolwiek oznak strachu i zdenerwowania. Na szyi pies miał jakąś błyszczącą obrożę z napewno drogimi kamieniami. Wydaje mi się, że był to symbol jego władzy lub po prostu wyższej sfery.
- Nike! - krzyczałam biegnąc po schodach.
Pies spojrzał na mnie swymi łagodnymi oczami, a potem na klacz.
- Nike... wspaniałe imię symbolizujące zwycięstwo i spokój. Czyżbyś ją znała droga przybyszko? - zwrócił się po chwili do mnie.
Ze względu, że nie chciałam mieć kłopotów, bo być może on nie był zwykłym psem tylko należącym do arystokracji to odpowiedziałam krótko.
- Tak. To moja klacz. - odparłam.
Pies uśmiechnął się i zmierzył mnie wzrokiem.
- Ale nie jesteście chyba stąd?
- Nie! Nie... nie jesteśmy. - odparłam. - My tu przypadkiem, przejazdem...
Po chwili usłyszałam oddech Lucyfera za sobą.
- Możesz wolniej biegać, wiesz? - odparł zmęczony i spojrzał na wysokiego borzoia. - A ty to kto?
Zmierzyłam Lucyfera chłodnym wzrokiem, a ten zwrócił uwagę na jego symboliczną obrożę. On tylko znów uśmiechnął się do nowego nieznajomego.
- Kolejny przybysz! Nie zdziwię się, jeśli macie jeszcze kogoś ze sobą. - zaśmiał się. - Nie przedstawiłem się. Jestem Filon, a dokładniej książę Filon. Książę tej budowli za wami i ogromnych terenów aż na horyzoncie. Witajcie na mym dworze.
- Ja... Lightsaber, a ten tu to Lucyfer. - odparłam. Lucy tylko mu lekko pomachał, by nie być zbyt sztywny.
- Urocze i niespotykane imiona... - odparł. - Chodźcie, chętnie was ugoszczę na tym zamku. - zaczął zachęcająco iść w stronę bram. Nike za nim zaciekawiona.
Lucyfer spojrzał na mnie z miną: ''Chyba cię coś powaliło...''. Przewróciłam tylko oczami i zaczęłam iść za Filonem. Przecież i tak na razie nie mamy innego wyjścia. Nie wiadomo ile takich królestw może być za tamtym horyzontem i jakby na nas zareagowali. A więc poszliśmy za nim.
Gdy otworzył nam bramy zamku ukazała nam się ogromna hala, niczym powiększony i drogi hol.
- Generalnie nasz zamek jest teraz sprawowany przez o wiele lepszą władzę... mój przyrodni brat wygnał poprzednią królową Hellenę, która była niesprawiedliwą władczynią. To Król Leoncjusz jest teraz władcą, a poprzednia suczka była jego o dziwo prawdziwą siostrą. Tylko on wie co się z nią stało... - powiedział Filon.
Byłam ciekawa jak wygląda ten cały Leoncjusz. Imię nieco ciekawe, bo w sumie nazywałabym go po prostu Leon.
- Jak wygląda Leoncjusz? - powiedział po chwili wsłuchany Lucyfer jakby wiedział o czym myślę.
- To doberman. Z resztą za chwilę będziemy mieli z nim styczność...
Nieco się zlękłam. Bo co jak źle na nas zareaguje...?
- Saber... - zaczął cicho Lucy. - Nie wiem, czy to dobry pomysł.
- Skoro to bracia, nawet przyrodni, to jeden drugiego kocha. Filon nas do niego przyprowadzi, więc Leoncjusz pomyśli że jesteśmy dobrymi gośćmi.
Po chwili idąc przez wielki hol doszliśmy to równie dużych bram. Dwaj strażnicy, jakieś amstaffy, otworzyły nam drzwi. Ukazała nam się wielka sala tronowa, dosłownie jak z bajki. Czerwony dywan i bogate zdobienia, natomiast w centrum wspaniałe pozłacane krzesło, na którym siedział właśnie on. Leoncjusz. Szary doberman o jasnych oczach. Na głowie miał złoto - srebrną koronę. Zmierzył nas wzrokiem i odezwał się po chwili do brata:
- Filonie! Kogo przyprowadziłeś? Znów wrogów, czy przyjaciół? I... czemu jest z tobą jakiś koń?
- Spokojnie... - powiedział i wyszedł kilka metrów przed nas. - To zbłąkani przybysze nie mający złych zamiarów. I nie, nie są z innego imperium. Ta klacz to ich towarzyszka.
Zbiegł po chwili z tronu, minął Filona i podszedł do mnie, bo stałam najbliżej. Patrząc mi centralnie w oczy najpierw miał poważny wyraz pyska, a nagle zmienił mu się w pogodny uśmiech.
- Witajcie w moich wspaniałych progach. Jak się nazywacie? - spytał.
- Jestem Lucyfer, to Lightsaber, a ta klacz należąca do niej zwie się Nike. - powiedział podchodząc bliżej Lucy i stając niezwykle blisko króla. Obaj stali chwilę patrząc wyzywająco, a po chwili Leoncjusz się rozpromienił.
- Miło mi was poznać! A skoro już tu jesteście mogę was obdarować na czas pobytu w komnaty mieszkalne. Jest ich mnóstwo w naszym zamku. - odparł ciepło pies. - Tatiano! - wykrzyknął po chwili.
Zza bram wybiegła wysoka, biała pudelka.
- W czym mogę ci służyć? - spytała i spojrzała na nas.
- Zaprowadź gości do naszych najlepszych komnat. - odparł Filon.
- Nawet konia? - zdziwiła się.
- Komnaty są duże, nie przesadzaj. Suczka z nią zamieszka. - powiedział Leon. - To jej klacz. Jutro rano wszyscy przyjdą na śniadanie.
Tak też się stało; Tatiana wyprowadziła nas z sali tronowej i idąc na prawo korytarzem mogliśmy dojść do schodów. Lucyferowi dała komnatę obok mojej więc nie musiałabym go szukać. Moja była niezwykle wielka; kilkokrotnie większa od mojej w sforze. Nike bez problemu mogła przejść przez drzwi.
- To dla was. Dobranoc. - powiedziała uprzejmie i zamknęła drzwi.
Spojrzałam przez kwadratowe okno; faktycznie. Musiało być serio późno. Ułożyłam się więc na łożu o starym stylu, natomiast Nike na skórzanej, dużej sofie przy ścianie...
Nie miałam pojęcia, co spotka mnie następnego dnia i Lucyfera, który był w pokoju obok... Oraz jak wrócimy do sfory i w jakim czasie.

Lucyferze? (1475 słów) Trochę mnie wzięło, miłego odpisywania^^


Bonus

dodatkowa nagroda za +1000 słów
+5 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz