30.07.2018

Od Lightsaber CD Lucyfera

Ten pomysł był jednocześnie głupi, ale i potrzebny. Jeśli on mi zaufa, to będę mogła zdobyć jego koronę i mieć dostęp do największych tajemnic zamku. Ponadto udając, że mi na nim zależy może uczyni mnie nawet na kogoś ważnego?
Czyżbym była w stanie zakochać się w istocie, która nie jest dosłownie prawdziwa i w dodatku nie znając jej dłużej niż dwa dni? Nigdy w życiu. I nawet nie wiem, czemu Lucyfer dał mi taki podtekst. Chyba nie wie, co naprawdę myślę o związkach. To chyba już nie dla mnie. Nawet nie spojrzałabym na Leoncjusza z takimi zamiarami, jak Lucyfer mówił. Po pierwsze nie chcę mieć nikogo kolejnego u swojego boku, bo zapewne i tak go stracę jak Solisa, a po drugie nie znam go dobrze. Jedyne co mogę zrobić to poudawać, że coś do niego czuję. W sumie - niezła zabawa.
Po dziwnie wypływających słowach Lucyfera zaczęłam zmierzać w stronę sali tronowej; zapewne tam nasz królewicz siedział. Gdy podeszłam, to drzwi magicznie oczywiście się otworzyły, jak przy śniadaniu.
Jednakże... było pusto. Dziwne. Może Leoncjusz siedzi sobie w jakiejś swojej komnacie lub innym rekreacyjnym pomieszczeniu? Nie wiem, ale rozglądnęłam się po majestatycznej i zdobionej sali. Wpadały do niej niewielkie ilości światła, poprzez mniejsze i wysoko osadzone okna. Ponadto jedno, duże, okrągłe i gotyckie okno znajdowało się za tronem. Było dość duże, a za nim był widok na większość doliny i terenów Leoncjusza oraz przepływający strumień.
Poza mną nikogo tu nie było. Szybkim krokiem zaczęłam zmierzać w stronę dużego krzesła i rozglądnęłam się w okół szukając czegoś ciekawego. Po prawej stronie tronu, pod ścianą stała na wyższym, pozłacanym jakby słupku i czerwonej poduszce leżała korona. Ta sama, złoto - srebrna, którą widziałam na głowie Leoncjusza.
W okół niej emanowała niezwykła energia. Czułam w okół niej obecność tych duchów i innych nadprzyrodzonych rzeczy... Podeszłam bliżej i zauważyłam latające dusze psów i innych stworzonek leśnych, a także i biegających koni z skrzydłami - pegazów. Miałam ochotę ją dotknąć i założyć, jednakże póki co nie... W każdej chwili ktoś mógł wejść. Ta korona mogła mieć też jakieś pole ochronne, a jej wielka moc mogłaby mnie odrzucić do tyłu.
Rozglądnęłam się po sali; nadal pusto, ale zaczęłam słyszeć jakieś szepty, cichy śpiew i dziwnie znajomą mi muzykę. Nagle małe duchy leśnych elfów, które wyleciały zza słupka z poduszką zaczęły podnosić koronę w moją stronę. Nieco się odsunęłam. Nie znałam bowiem ich zamiarów. Zobaczyłam, że korona znajduje się coraz bliżej mej głowy. Stałam sztywno i pozwoliłam im założyć ją na siebie. ''Nasza królowa'', ''Myślisz, że będzie idealna?'', ''Pasuje wspaniale'', ''Jest nieziemska!'', ''Powiem wam, że nawet lepsza od króla...''. Słyszałam różne, dziwne szepty, jednakże nie rozumiałam och kontekstu. Spoglądnęłam na błyszczący przedmiot na mej głowie. Muzyka bardziej się rozszalała, a ja zaczęłam ją słyszeć, a po chwili śpiewać znajomą mi melodię... Jakby chciały abym im to zaśpiewała.



Świetnie, teraz to napewno mnie każdy usłyszy.
Duszki nadal trzymały się korony, a elfy latały po sali. Poczułam w sobie niezwykłą energię, przez którą mogłam wszystko. To było jakbym latała i unosiła się. Wszystko było pod moją władzą i na moje słowo.
W momencie, gdy wypuściłam z siebie ostatni wers zakańczając to usłyszałam zamknięcie się drzwi, siedzącego na środku sali Leoncjusza i klaszczącego w łapy. Wytrzeszczyłam oczy.
- No, no, no... - uśmiechnął się. - Cudownie śpiewasz.
Nie odzywałam się, tylko siedziałam naprzeciw tronu, na czerwonym dywaniku.
- Widzę, że już się zaprzyjaźniłaś z koroną. Sam miałem ci zadać tą propozycję... - powiedział i podbiegł do mnie. - Na tobie wygląda... jeszcze piękniej.
Przewróciłam oczami.
- Jest wspaniała. - powiedziałam zdejmując ją, a elfy odniosły ją na miejsce. - Wybacz, że wzięłam coś, co nie należy do mnie. Znaczy... nie wzięłam jej. Jakieś małe elfy mi ją założyły i to się stało wbrew mojej woli, potem...
- Csii... nic się nie stało. - przerwał mi zatykając mi pyszczek łapą. - Sam miałem się ciebie o coś zapytać, ale widzę, że moje elfy same załatwiły wszystko.
- Co masz na myśli? - przekrzywiłam głowę.
- Teraz jesteś ze mną współwładczynią zamku. Od dziś. Tak długo na to czekałem. Ponadto znam ciebie lepiej, niż ci się zdaje... - powiedział wstając.
- Jak to lepiej? - zdziwiłam się. Czyżby wiedział coś o Angelus i Aureum?
- Tak się składa, że jestem przodkiem jednego z twojego rodu, Aureum złociutka... Jednakże nieznanym. Skąd to wiem? Znam wyrocznię, która opowiada mi przeszłość, a także zaprowadza w przyszłość. Jest to magiczna kula, która znajduje się w innej części zamku, dokładniej w sali z drzwiami z zegarem.
Wytrzeszczyłam moje oczy, a one zalśniły. Zdziwiłam się też, jakim cudem on może być z tego samego rodu co ja... jednakże nie teraz na to czas. Wyrocznia może będzie kluczem do naszej ucieczki?
- Niesamowite... - odparłam.
Leoncjusz zeskoczył z tronu i podszedł do mnie.
- A zmieniając temat... teraz chyba nie jesteś zajęta, nieprawdaż?
- Uhm... nie. - odparłam.
- Więc chodź ze mną! Pokaże ci coś, co jest tu najwspanialsze. Spędzisz ze mną trochę czasu... - zaproponował kusząco. Oczywiście zgodziłam się, jeśli miało to jakoś wpłynąć na wzajemne zaufanie i moją ucieczkę stąd z Nike i Lucyferem.
Spacerowałam z nim po różnych korytarzach zamku. Pies cały czas na mnie spoglądał, gdy coś mówił. Opowiadał o swoich rządach, o siostrze Hellenie i jaka była, a także i o Aureum. Ja niechętnie chciał o nich mówić, jednakże on zaczął krytykować mocno Angelus.
- Nie każdy z nich jest taki jak myślisz! - powiedziałam i po chwili ucichłam. Odwróciłam głowę.
- To... znaczy? 
- Znałam jednego z nich. Dokładniej następcę o imieniu Solis. Był... niesamowicie miły i uprzejmy. - powiedziałam.
Leoncjusz zdziwił się.
- Jak się poznaliście?
- Byłam szpiegiem i przychodziłam na ich dwór. Tak jakoś wyszło... nie mówmy o tym, proszę. - powiedziałam i spojrzałam na niego.
- Dobrze... jak chcesz.
Nie chciałam wspominać mu o uczuciu do Solisa. Nie chciałam teraz psuć naszej relacji, ponadto on mógłby źle na to zareagować. Mógł nazwać mnie nawet zdrajczynią swego rodu.
Poszliśmy razem do ogrodu obok zamku. Właśnie był zachód słońca, nie wiem w sumie jakim cudem, skoro całkiem niedawno jedliśmy śniadanie. Mniejsza.
Oboje siedzieliśmy na miękkiej trawie i napawaliśmy się tym widokiem, dopóki na niebie nie zaczęły pojawiać się gwiazdy.
- Są cudowne, jednakże nie tak jak ty... - powiedział Leoncjusz i zbliżył się do mnie. Lekko się przestraszyłam jego czynów, jednakże on zza siebie wyciągnął różowy, podobny do lilii wodnej kwiat i założył mi go za ucho. Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym pies niespodziewanie mnie... pocałował. Zdziwiłam się i miałam ochotę go walnąć jednakże przypomniała mi się moja misja. Po chwili pociągnął mnie za sobą na ziemię i teraz leżeliśmy razem na tej miękkiej trawie. Następne nasze chwile spędziliśmy na wspólnych pocałunkach. Leoncjusz nie zastanawiał się długo i przechodził w coraz to dalsze kroki... Nieco się zlękłam.
- Coś nie tak, najdroższa? - spytał.
- Nie... wszystko wspaniale. - odparłam i uległam mu. Nawet nie wiem czemu.
- Gdyby coś się stało... powiedz. - odparł troskliwie i zleciał z swoim pyskiem w dół. 
Miałam przez chwilę ochotę go odepchnąć od siebie, jednakże to co robiliśmy było zbyt... przyjemne? Chyba tak to nazwę. Nie mogliśmy się powstrzymać, nie ukrywam. Wszystko przebiegało o dziwo w ciszy i niesamowitej harmonii między naszymi ciałami...
Nagle Leon usłyszał, że ktoś się zbliża, po czym przerwaliśmy nasze czynności. Wstaliśmy z trawy niemalże równo, szybko podeszłam do Leoncjusza.
- To nic... jakiś wiatr poruszył krzakami i liśćmi. - odparł i pocałował mnie. Uśmiechnęłam się do niego.
Oparł mój grzbiet na swej przedniej łapie i wylądowałam tanecznym krokiem do tyłu. Zaśmiałam się i popatrzyłam na bok; teraz ujrzałam idącego w naszą stronę Lucyfera, który warcząc podchodził do nas. Nie wyglądał jak on, jakby... coś w niego weszło.
- Musisz uciekać, Light... - odparł stanowczo Leoncjusz.
Mimo tego, że bałam się stanu Lucy’ego tak też zrobiłam i posłuchałam się Leona. Dalej słyszałam tylko warczenie i szczęk broni straży. Nagle przez ogród ujrzałam galopującą Nike, która zgarnęła mnie na siebie. Szybko wbiegłyśmy do zamku. Co się stało z Lucyferem i Leoncjuszem? Sama nie wiem, ale bałam się tych informacji...

***Następnego dnia***

Rano opowiedziałam Nike całą historię, która mi się przydarzyła. Co zrobił, jak zachowywał się Leoncjusz i jak teraz mnie traktował... Nike mimo tego wszystkiego i tak mnie przytuliła i spędziłam z nią cały czas do obiadu. Śniadanie zjadłm później, gdy nikogo nie było w jadalni. 
Wchodząc do jadalni usiadłam obok Nike i Leoncjusza. On entuzjastycznie zaczął rozmowę i pytał co dziś robiłam... w sumie nic ciekawego. Zechciał spędzić znów ze mną trochę czasu po obiedzie, jak wczoraj, ale ja musiałam koniecznie porozmawiać z Lucyferem. 
Cały obiad praktycznie nic się nie odzywał. Czasem odzywał się do Filona i na odwrót.
Po wyjściu z jadalni złapałam go za łapę. Chciałam wszystko wyciągnąć od niego, co się stało tamtej nocy. Poszłam więc za nim do komnaty, natomiast Nike postanowiła przespać się chwilę u siebie.
Zamknął drzwi za sobą i teraz wiedziałam, że tak naprawdę w nocy zmienia się w coś innego i niszczy wrogów z sąsiedniego imperium. 
- To przez te duchy... - odparłam. - Wiesz, nawet duchy potrafią mieć w sobie nutę romantyków i psów z uczuciami. 
- Do czego zmierzasz? Właściwie to jak poszło ci spotkanie z... Leoncjuszem? - spytał nieco zdenerwowany i zaciekawiony. - Wtedy... widziałem was razem.
- T... Tak wiem. Było w sumie świetnie. Dowiedziałam się od niego więcej niż myślisz...
- O! - Lucyfer był pełen entuzjazmu. 
- Wiem napewno, że umie zaglądać w przeszłość i przyszłość. Wszystko dzięki wyroczni. 
Pies wytrzeszczył oczy. 
- Nawet wiem, gdzie ona jest... - odparłam. - Jednakże nie idźmy tam teraz. Nie wiem nawet jak te drzwi się otwiera. Muszę się tego dowiedzieć od Leoncjusza.
– A... właśnie. Co robiłaś z nim, gdy się spotkaliście?
– Aa... nic takiego w sumie. Mogę ci powiedzieć, że jest on nieco ze mną spokrewniony, bo dowiedziałam się że również jest z Aureum jak ja. Jednakże mniej znanym. Poza tym mogę się nazwać teraz współwładczynią zamku; miałam koronę króla. Dużo też rozmawialiśmy... Podsumowując mile z nim mi było. - odparłam. 
Nie chciałam by Lucyfer dowiedział się o czynach moich i Leoncjusza w ogrodzie... mogłiby to źle wpłynąć teraz na tą całą sytuację. Teraz najważniejsze było odnaleźć wyrocznię i przenieść się do czasów sforowych. 


Lucyfer? (1698 słów hehe)

Bonus

dodatkowa nagroda za +1000 słów
+5 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz