14.07.2018

Od Lucyfera CD Lightsaber

Nikt nie powiedział, że życie musi być przyjemne. To nie była dla mnie łatwa decyzja. Od dawna przygotowywałem się na to, że Emma odejdzie. Nie zdawałem sobie sprawy, że to będzie dla mnie takie ciężkie. Gdy nadszedł na to czas miałem zamiar się wycofać. Chciałem aby została ze mną na zawsze. Jednak nie zamierzałem się rozczulać. Jak to w moim stylu pożegnania prawie nie było. Może i kilka łez się zakręciło a w sercu poczułem ogromną pustkę. Zacisnąłem kły i spojrzałem na niebo. musieliśmy szybko się ewakuować Biegłem pierwszy gdyż znałem drogę do dobrego schronienia. Stara stodoła była miejscem wieczornych małych imprez. Jenak dziś nikogo tam nie powinniśmy zastać. Miałem rację byliśmy tak sami. Saber kręciła się i szukała jakiegoś miejsca
- Polecam się wspiąć na górę kostek, rozkopać je trochę i tam ułożyć. Słoma dobrze trzyma ciepło.
- A ty?
- Zaraz przyjdę. 
Pomimo zimna i deszczu wyszedłem jeszcze na dwór i zacząłem kopać dół pod szopą. Po chwili złapałem zębami skrzynkę piwa i wciągnąłem do środka. Mi zimno nie przeszkadzało po prostu, siedziałem pijąc jedno po drugim. To było moje rozwiązanie na każdy smutek i wewnętrzny ból. Gdy alkohol mi się skończył poszedłem na stronę. Wspiąłem się do Saber i położyłem kawałek od niej.
- Piłeś! - wykrzyknęła zarzenowana. 
- Aż tak daje?
- Wali od Ciebie piwskiem.
- Tylko wypiłem dwanaście... I powinnaś już dawno spać.
- Nie mogę.
Oparłem głowę o przednie łapy i zamknąłem oczy.
- Coś cichy jesteś dziś... - powiedziała. 
- Gorszy wieczór, zamierzam już spać, nie chce gadać o tym. Dobranoc Saber. 
- Dobranoc Lucy. 


Saber?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz