25.07.2018

Od Primrose cd. Arthura

 Moja relacja z Arthurem przypominała jazdę kolejką górską. Co prawda nigdy do takowej nie wsiadłam, jedynie kilka lat temu na plenerowym festiwalu filmowym widziałam etiudę o parku rozrywki, a w niej rollercoster w tle, ale jestem pewna, że gdybym jechała, to właśnie tak bym się czuła.
 Etap powolnego nabierania prędkości, coraz gwałtowniejszych zakrętów i uniesień mieliśmy już za sobą. Wagonikiem nieco zarzucało, co jakiś czas pojawiały się zgrzyty lub u mnie strach, jednak euforia wywołana szybką jazdą zagłuszała te wszystkie niedogodności. Kiedy mogłoby się zdawać, że zabawa w końcu dobrze się rozkręciła, powoli wytracaliśmy prędkość. Ale nie po to, aby się zatrzymać. Zaczęliśmy piąć się w górę, na najwyższe wzniesienie na całej długości toru.
 Początkowo nie zdawałam sobie sprawy, z tego co to oznacza, co mnie za chwilę czeka. Jednak gdy w moje łapy wpadł list od Arthura, uświadomiłam sobie to z całą mocą. Dotarliśmy na szczyt. Nasz wagonik zatrzymał się na moment, w tym krytycznym punkcie, pośrodku nieba. Wszystko inne stało się maleńkie, odległe, nieważne. Przez ten ułamek chwili, kiedy czas stanął w miejscu, liczył się jedynie przestwór nieba, a w nim – przyszłość. Kryła się gdzieś tam, za chmurami, czekając, aż w końcu będzie mogła się przede mną obnażyć. Miałam wrażenie, że obłoki zaczęły się rozmywać, że za chwilę dojrzę to, co mnie czeka.
 Może i by się tak stało, ale czas nie mógł dłużej czekać. Moja cierpliwość się wyczerpała. Otworzyłam list i zaczęłam czytać, a kolejka górska runęła w dół.

Primrose,
Gdy Cię poznawałem byłem zafascynowany i zakochany w świecie jaki znałem, w świecie bez umiaru, w świecie pełnym permanentnych stanów radości, w świecie ciągłego dążenia do sukcesu. Gdy odkrywałem Twoją duszę czułem się coraz bardziej zafascynowany delikatnością, niezrażonym optymizmem i ciągłym uśmiechem z chwili obecnej. Gdy Cię brakowało, żyłem swoim życiem, ale wielkim nieskazitelnym spokojem napełniała mnie jedna jedyna mała myśl. Jesteś. Mogłaś być bardzo daleko, ale i tak wiedziałem ze jesteś. Nagle potrafiłem się cieszyć z tego iż wstaję rano. To myśl w mojej głowie, która wzbudzała delikatny uśmiech. Dawała ten impuls w sercu, który pobudzał do działania. Cały czas uwielbiam Twoje szczere i prawdziwe zainteresowanie moja osoba jaką jestem naprawdę, ciągłe odkrywanie siebie nawzajem. Urzekłaś mnie, weszłaś w moje życie jak huragan i tylko największym wysiłkiem zatrzymałem Cię w nim. Stałaś się istotną częścią mojego i swojego życia, które czasem jest jak wielkie wyzwanie, czasem jak wielka przygoda. Niech to trwa, niech będzie cudownie nieprzewidywalne każdego każdego dnia.

 Przeczytałam list raz, drugi, trzeci. Czekałam na eksplozję radości, ale ta nie nastąpiła. Nie rozumiałam, dlaczego. Przecież właśnie pędziłam ku swojemu przeznaczeniu, które sama sobie wybrałam. Jednak zamiast satysfakcji, zamiast podniecenia, w moim wnętrzu nabrzmiewała panika. Zdałam sobie sprawę, że zupełnie straciłam kontrolę. Nie mogłam zmienić kierunku, nie mogłam się zatrzymać, wysiąść czy zmienić wagonik i usiąść z kimś innym. Na to było już zdecydowanie za późno. Minęło zbyt wiele lat oraz obietnic. Wszystko inne, oprócz poddania się losowi, zakończyłoby się teraz katastrofą.
 Wątpliwości, obawy i strach uznały to za odpowiednią okazję, aby mnie zaatakować.
 Z mdłościami pobiegłam do łazienki, ale zamiast pochylić się nad toaletą, spojrzałam w lustro. Nie spodobało mi się to, co w nim zobaczyłam. Zwykle spoglądała na mnie ładna, pewna siebie suczka, czasem markotna, innym razem pełna energii, ale zawsze sunia, z którą się utożsamiałam.
Z tą wydyganą panikarą, z pyskiem wykrzywionym hamowanym płaczem, nie chciałam mieć nic wspólnego.
– Nie zrobisz mi tego, Prim – wycedziłam drżącym głosem, który wymykał się spod mojej kontroli. Tak jak wszystko inne. – Arthur to twoja przyszłość, najlepsza z możliwych. Tak było, gdy się decydowałaś na flirt z nim, i tak jest do tej pory. Więc, kurwa, weź się w garść i idź do niego, i powiedz, i powiedz...
 Zamknęłam oczy, nie mogąc dłużej znieść własnego odbicia. Siłą woli zmusiłam swoje ciało, aby się uspokoiło. Nie wiem, ile to zajęło. Pół minuty czy dwie godziny. Ale w końcu podniosłam spojrzenie i z dawną pewnością dokończyłam:
– I powiedz to, co powiedzieć powinnaś.

 Poczekałam, aż zapadły ciemności. W tym czasie trzymałam swoje myśli bardzo krótko, pilnując, aby biegły ustalonym przeze mnie torem. Schowałam list, aby przypadkiem znowu nie rozstroił mnie emocjonalnie. Starłam swoją tablicję, jakbym wraz ze znikającymi zapisakmi oczyszczało sie moje wnętrze.
 Zadbałam też o wygląd zewnętrzny. Wzięłam kąpiel, wysuszyłam się dokładnie, rozczesałam sierść i wykonałam szereg innych czynności, dzięki których wyglądałam jak bóstwo. W końcu nastała godzina, w której miałam niemal całkowitą pewność, że Arthur jest już w swojej komnacie, ale jeszcze nie śpi. Spokojnym krokiem ruszyłam korytarzem, a całe moje jestestwo krzyczało tak głośno jak nigdy dotąd. Wciąż, nieustannie, pędziłam w wagoniku po niemal pionowych torach w dół.
– Primrose – przywitał mnie Arthur i więcej powiedzieć mu nie pozwoliłam.
– Poproś mnie.
– O co? – zapytał po kilku trwających w nieskończoność sekundach wahania.
– Zwykle zaczyna to się od "czy zostałabyś..."
– Wiesz, nieco inaczej to zaplanowałem – odchrząknął nieco zakłopotany, może też odrobinkę poirytowany, że psuję mu plany.
– Proszę, teraz – głos ponownie mnie zdradził i przybrał błagalny ton. Ale tym razem wyszło mi to na dobre.
Arthur, książę Alf, spadkobierca tronu, wspaniały wojownik, jeden z najprzystojniejszych psów w sforze, charyzmatyczny, kulturalny, dowcipny i bystry, dokładnie ten Arthur, pozwolił, abym utonęła w głębokim spojrzeniu bursztynowych oczu, gdy zapytał:
– Primrose, czy wyjdziesz za mnie?
– Tak – odpowiedziałam, niemal bez tchu, a zanim moja odpowiedź wybrzmiała, nim cudowny uśmiech Arthura osiągnął swoją pełnię, przywarłam do niego w pocałunku. Odsunęliśmy się od siebie dopiero po wylądowaniu w pościeli, lecz tylko na moment, po którym przywarliśmy do siebie tak blisko, jak nigdy dotąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz