16.07.2018

Od Surilli CD Tanaya

Obudziłam się rano. No, może dla niektórych to środek dnia, aczkolwiek dla mnie godzina dziesiąta z pewnością zasługuje na miano poranka. Wstałam z łóżka ziewając przeciągle i podreptałam do kuchni, by zjeść śniadanie. Nie myślałam długo nad tym, co zamierzam dzisiaj robić. Na pewno nie będzie to dzień pracowity, o nie. Pracy mam już po dziurki w nosie - jako architekt co wieczór siedzę nad nowymi projektami domów. Przechadzałam się terenami sfory, na których tętniło życie, roiło się od sforzan. Zmęczona nieco codziennością postanowiłam udać się w nieco bardziej ustronne miejsce - na pastwisko. Położyłam się pod jednym z drzew i obserwowałam spokojnie zachowujące się zwierzęta. Wiatr lekko dmuchał na mój pysk, było ciepło, słońca nie przesłaniały żadne chmury. Przymknęłam oczy zrelaksowana. Mogłabym tak leżeć wiele godzin... Z błogiego odpoczynku wyrwał mnie jednak czyjś radosny głos.
- Cześć! - otworzyłam oczy i przyjrzałam się postaci. Był to wysoki, chudy pies o bardzo jasnej, nieco rudawej sierści. Machał radośnie ogonem i patrzył na mnie, zapewne oczekując powitania. Przekrzywiłam lekko łeb.
- Nie widziałam cię nigdy wcześniej. - odpowiedziałam celowo zbywając przywitanie. Chciałam, by nie zabrzmiało to wrednie, czy odpychająco. Wręcz przeciwnie! Byłam zaciekawiona nowym przybyszem.
- Jestem Tanay, choć preferuję formę Tay. - przedstawił się, po czym uśmiechnął się szarmancko i podszedł bliżej.
- Surilla. - odparłam i podniosłam się z ziemi. - Z tego co widzę, jesteś tu nowy?
- Tak, tak. Dołączyłem do sfory niedawno. Może się przejdziemy? Idealna okazja do zapoznania. - wskazał gestem łapy na urokliwą leśną ścieżkę nieopodal.
- Bardzo chętnie, Tay. - uśmiechnęłam się i razem z psem udaliśmy się w tamtym kierunku. Rozmowa trwała w najlepsze, słowa same nasuwały się na język. Zanim się spostrzegliśmy, zrobił się wieczór, zaczęło się nieco ściemniać. W ciągu dzisiejszego dnia poznałam historię przeszłości ów psa oraz nieco jego charakter. Miałam nadzieję, że uda nam się lepiej zaznajomić. Z uwagi na to, że chciałam pójść wcześniej spać, bo czekał mnie jutro pracowity dzień, musiałam się pożegnać.
- Do zobaczenia, Tanay! Dobranoc! - nie byłam pewna, czy ostatnie słowo było adekwatne do pory dnia, albowiem mało kto kładł się spać tak wcześnie. Nie było nawet dwudziestej drugiej.
- Pa, Suri. Może uda nam się jutro spotkać? - zapytał z uwodzicielskim błyskiem w oczach. - Proponuję po południu na drodze do Niewielkiej Zatoki.
- Mam nadzieję. Postaram się przyjść. - odpowiedziałam kończąc rozmowę i udałam się do pokoju. Walczyłam z myślami: przyjść czy nie przyjść na miejsce spotkania? Postanowiłam odłożyć tę decyzję na jutro.
Tanay?
413

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz