30.07.2018

Od Tanaya - CD. Surilli

Pozornie skupiałem swoją uwagę na filmie, jednocześnie uśmiechając się szarmancko. Oczywiste jednak było, że mój wzrok stale uciekał ku Suri. W pewnym momencie objąłem ją ramieniem. Samica w pierwszej chwili delikatnie się napięła, jakby chciała odrzucić mój gest. Po chwili przestała się opierać - przysunęła się do mnie, jeszcze bardziej wciskając się w moje objęcia. Czułem jej zdenerwowanie. Serce biło jej wściekle, jakby nie do końca chciała tego, co właśnie nastąpiło. Miałem wrażenie, że walczy ze sobą - nie jest pewna, czy chce mi się oddać. Popatrzyłem jej prosto w oczy, cały czas mając uśmiech na pysku.
- Suri... - zacząłem, na co ona czujnie nadstawiła uszy. - Cieszę się, że tu jesteś.
Spuściła wzrok, jakby lekko zawstydzona. Nic nie powiedziała. Kątem oka dostrzegłem, że w dosyć dennym filmie nastąpił najbardziej wyczekiwany moment - główni bohaterowie wreszcie zrozumieli, że coś do siebie czują i pocałowali się. Suka spoglądała z tęsknotą na ekran. Byłem lekko zdezorientowany. Prawdę powiedziawszy nie wiedziałem, co do niej czułem. Z jednej strony nie mogłem odmówić jej powabności i intrygującego charakteru, z drugiej... Nie byłem pewny, czy to coś więcej niż zwykłe zauroczenie. Szczególnie, że dalej miałem w pamięci romans z Izayą.
- Chodźmy już - rzuciła nagle, nieco zasmucona.
Pokiwałem łbem, przytakując. Zeskoczyliśmy z siedzeń i chyłkiem przemknęliśmy do wyjścia. Z łatwością przedostaliśmy się na zewnątrz.
- Wracamy? - spytałem, chcąc dostosować się do jej woli.
Wymruczała aprobatę dla mego pomysłu, konsekwentnie wbijając wzrok w ziemię. Bałem się, że suka traktuję tę relację znacznie poważniej niż ja. Wolnym krokiem szliśmy w kierunku sfory. Tym razem droga zajęła nam nieco dłużej, byliśmy bowiem zmęczeni. W końcu na horyzoncie zamajaczył Zamek. Delikatnie przyśpieszyłem, zmuszając sukę do tego samego. Wkrótce weszliśmy już na dziedziniec, wymijając gwardzistów i strażników. Staliśmy w holu, już niemalże wypowiadając słowa pożegnania, jednak nagle poczułem pewne ukłucie w sercu. Nie, nie mogłem jej tak zostawić. Nie tutaj, nie teraz.
- Chodź ze mną - poleciłem krótko, radosnym głosem.
Suka z nadzieją podniosła łeb, spoglądając na mój pysk. Poprowadziłem ją na piętro. Moja komnata znajdowała się blisko, toteż niedługo potem staliśmy pod jej progiem. Otworzyłem drzwi i wpuściłem Suri do środka. Wszedłem za nią, rzucając klucz na stolik nieopodal. Uśmiechnąłem się zawadiacko. Suka nieco nieśmiało odwzajemniła ten gest. Podszedłem do niej, niemal maniakalnie wpatrując się w jej piękne oczy. Samica nabierała pewności, uśmiechając się delikatnie.

<Surilla?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz