30.07.2018

Od Tanaya - CD. Surilli

Tłumaczyłem się zacięcie, lecz niepotrzebnie. Suka najwyraźniej nie kryła do mnie urazy, zachowywała się wręcz, jakby to wszystko było jej winą. Nie miała jednak racji. Odetchnąłem z ulgą, gdy znowu siedzieliśmy obok siebie w spokoju. Suka znajdowała się w mych ramionach. Jej łeb dumnie spoczywał na mojej klatce piersiowej. Co jakiś czas wtulałem nos w jej biało-czarną sierść, aby poczuć jej cudny zapach. Wiedziałem, że już nie ma odwrotu. Naprawdę coś do niej czułem. Ja... kochałem ją. Spoglądałem na samicę z troską. Teraz była taka spokojna, wtulona we mnie. Cały jej niepokój zniknął w mgnieniu oka, jakby wypędzony owym namiętnym pocałunkiem. Szturchnąłem ją delikatnie, zmuszając Suri do podniesienia głowy. Uwielbiałem się wpatrywać w jej pełne głębi oczy. Dalej opierałem się myśli, że moglibyśmy tworzyć związek, ale całkowicie zatracałem się w jej ślepiach... Uśmiechnęła się dobrotliwie, patrząc na mnie. Nie czekając długo odwzajemniłem gest. Powoli zbliżyłem pysk do jej warg, ponownie składając pocałunek na jej ustach. Tym razem się nie broniła. Przymknąłem powieki w całości oddając się czynności. Trwało to dobre kilkanaście sekund. Położyliśmy się w trawie, w dalszym ciągu nie wypuszczając się z objęć. Niemal z namaszczeniem śledziłem każdy jej ruch.
- Surilla... Kocham cię. - przejechałem łapą po jej szyi, delikatnie rozczesując sierść.
Patrzyła się na mnie, rozpromieniona. Na chwilę świat wokół nas zwolnił. Liczyliśmy się tylko mi. Byłem pewien, że nasze serca zrównały swój rytm.
- Ja ciebie też, Tanay... - wyszeptała cicho, nachylając się nad moim uchem.



<Surilla?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz