17.07.2018

Od Tanaya - do Isobelle

Po dołączeniu do sfory czekało mnie kilka trudnych wyborów. Między innymi zdecydowanie się, co zamierzam robić. Mógłbym co prawda zostać zwykłym członkiem, to jednak nie wydawało się zbyt interesujące. Pozwoliłoby mi to na całodzienne lenistwo, ale jednocześnie utrudniło zdobywanie nowych znajomych. Była to niewątpliwie ważna decyzja, z którą zostałem pozostawiony całkiem sam. Dostałem od Avalona jedynie kartkę ze spisem wszelkich dostępnych zawodów i ich krótkimi opisami. Wspomniał także o tym, że (gdy już się zdecyduje) mam odwiedzić jednego z psów obsadzonych na danym stanowisku i zgłosić się po dalsze instrukcje. Wertowałem więc ulotkę bez większego przekonania. Szukałem czegoś niezbyt wymagającego, jednocześnie takiego, co mogłoby sprawić mi przyjemność. Dochodziłem już niemalże do samego końca listy, aż wreszcie spośród innych, nie interesujących mnie zawodów, wyłoniłem jeden - Barman. Akurat zostało ostatnie wolne miejsce. To stanowisko pasowało do mnie idealnie. Proste, nie nazbyt męczące i z możliwością pracy na zmiany! Idealnie! W dodatku kto wie, czy nie uda mi się potajemnie uszczuplić alkoholowych zapasów Royal Dogs. W końcu barmani mają nieograniczony dostęp do wszelakich trunków! Niemal podskoczyłem z radości. Zapewne jest to ranga ogólnodostępna, na którą nie są przeprowadzane żadne testy - tym lepiej dla mnie! Skupiając się trudem szukałem jeszcze jednej informacji - kto aktualnie spełnia się w tej roli? Cherik i Isobelle. Nie znałem żadnego z nich. Przez chwilę popadłem niemalże w trwogę - jak ja ich w takim razie znajdę!? A jeśli ktoś mnie uprzedzi i zgarnie mi upragnioną posadę sprzed nosa!? Chwila otrzeźwienia przyszła kilka sekund później. No tak - któreś z nich musi znajdować się w barze, bo z tego co wiem takie miejsca zazwyczaj otwarte są całodobowo. Pojawiał się jeszcze jeden (choć o wiele prostszy do rozwiązania) problem - gdzie owo miejsce się znajduje? Nie znałem jeszcze rozkładu Zamku, który swoją drogą był naprawdę ogromny. Postanowiłem zapytać byle jakiego mieszkańca sfory - bar jest zapewne niezwykle często odwiedzany i prawie każdy wie jak do niego dotrzeć. W pośpiechu opuściłem swoją komnatę i zszedłem po schodach do holu. Tam zawsze roi się od psów - jeśli się postarasz, dowiesz się tam wszystkiego. Zaczepiłem losowego przechodnia. Nie wyglądał na zbyt skorego do pomocy, aczkolwiek nie próbował mnie zbyć. 
- Przepraszam, gdzie znajduje się bar? - nerwowo zadałem pytanie.
- Bar? - odpowiedział podobnym typem zdania mieszkaniec.
- Tak, bar. Pracują tam b a r m a n i! - mój ton głosu zmienił się na mniej uprzejmy, gdyż najwyraźniej nie trafiłem na zbyt inteligentnego osobnika. 
- Ach, karczma! Tu niedaleko... - po czym zaczął dokładnie obwieszczać mi drogę.
Nim jeszcze zdołał skończyć, ruszyłem biegiem we wskazanym kierunku, rzucając lakoniczne "dziękuję". Pies prawdopodobnie wzruszył ramionami obojętnie, zastanawiając się, z jakim to dziwakiem przyszło mu się użerać. Nie przywiązywałem jednak do tego większej wagi - biegłem przed siebie, rozpychając się na zatłoczonych korytarzach. Na ostatnim odcinku trasy prowadziła mnie już nie pamięć, a wesołe, gromkie okrzyki dochodzące zza rogu. To z pewnością tutaj. Wpadłem do karczmy ledwo żywy. Tłum był tak zafascynowany sobą, że nawet mnie nie zauważył. Bezcelowo błądziłem wzrokiem w poszukiwaniu lady, która najpewniej była ukryta gdzieś na uboczu, aktualnie zakryta przez wszechobecne psy. Ruszyłem na przełaj, pochylając łeb niczym szarżujący byk. Po kilku minutach z trudem przebrnąłem na drugą część pomieszczenia. W otoczeniu wymyślnych trunków i nietrzeźwych klientów stała ona - Isobelle. A przynajmniej tak przypuszczam, bo Cherika wyobrażałem sobie raczej nieco inaczej. Była wysoka, raptem minimalnie wyższa niż ja. Jej sylwetka różniła się jednak diametralnie. Miała puchatą, zadbaną sierść, białą, lecz całą pokrytą szarawym nalotem. Przypominała husky'ego, malamuta i wilka jednocześnie. Można w niej było dostrzec cechy co najmniej kilku ras. Jedynym, co nas łączyło była nasza szczupła budowa ciała. Jeszcze tylko kilogram mniej i sukę można by nazwać wynędzniałą. Podniosła na mnie wzrok, jednocześnie polerując kieliszek. 
- Co podać? - spytała bez większego zainteresowania, jak pewnie zrobiła już tysiąc razy w ciągu tego dnia. 
Choć w pierwszym odruchu miałem wyprowadzić ją z błędu i podać prawdziwy cel wizyty, zrezygnowałem z tego pomysłu gdy tylko zobaczyłem Blue Kamikaze w łapie psa obsłużonego przede mną. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Uwielbiam alkohol. 
- To, co ten pan poproszę. - powiedziałem szarmanckim tonem głosu, z uwodzicielskim błyskiem w oku. Jak zwykle.
Suka beznamiętnie, jakby całkiem nieczuła na moje zaloty, skinęła łbem. Przygotowanie shota zajęło jej kilka minut. Po chwili przysunęła do mnie mały kielonek z niebieskawym trunkiem w środku. Z upodobaniem chwyciłem go i pochłonąłem całą zawartość jednym, łapczywym haustem. Oblizałem się kilkukrotnie. Isobelle zmierzyła mnie wzrokiem zaciekawiona, zapewne przeczuwając, co zaraz nastąpi. 
- Poproszę następny - rzuciłem krótko, wchodząc na stołek barowy.
I tym razem nie musiałem czekać długo - już po chwili czekała mnie powtórka z rozrywki. Suka postawiła kieliszek na ladzie. Chwyciłem go raptownie, niemalże rozlewając drogocenny płyn. Wlałem w siebie całą zawartość w ułamku sekundy i otarłem pysk łapą. Może to już czas, aby przejść do tematu mojej profesji? Zmierzyłem wzrokiem wszystkich obecnych. Każdy z osobna dobrze się bawił, pochłaniając coraz większe dawki dobrego jadła bądź alkoholu. Nie! Pomyśli się o tym później. Skoro już tu przyszedłem nie zamierzam pogardzić tak bogatą ofertą. Jeśli miałbym zostać barmanem to nawet lepiej, że dogłębnie się z nią zapoznam, prawda? Zlustrowałem pobieżnie półki z likierami, zastanawiając się, co zamówić teraz. Najbardziej interesujące wydały się dwa, całkiem do siebie podobne drinki. Przez chwilę próbowałem któryś wybrać, jednak stwierdziłem, że to zbyt trudna decyzja. Z resztą po co się ograniczać! 
- Czarnego i Białego Rosjanina, poproszę - wybełkotałem, a zarówno moje słowa, jak i niezdecydowanie rozbawiły sukę. 
Niecierpliwie stukałem pazurami o blat. Wreszcie się doczekałem - obiecująco wyglądające dwie szklaneczki. Sięgnąłem po tą pełną skondensowanego mleczka i wypiłem prędko. Jakiś czas później chwyciłem drugi kieliszek. 
- Teraz pora na ten Czarny, bo nie jestem rasistą! - zaśmiałem się już nieźle wstawiony.
W trakcie mojego opróżniania kolejnych kielonków (a musicie wiedzieć, że na opisanych drinkach nie poprzestałem) zaczęło się przerzedzać. Widocznie większość psów miała więcej rozsądku i postanowiła opuścić te miejsce, póki mogła to zrobić o własnych siłach. Ja, biorąc pod uwagę, iż wyczerpałem sporą część zapasu likierów i wódki, byłem do tego średnio zdolny. Położyłem łeb na blacie, ledwo mogąc utrzymać się na stołku. Co chwilę śmiałem się bezsensownie, gadałem też różne rzeczy, na które Iso już średnio zwracała uwagę. 
- To teraz może... 
- Tobie już chyba starczy, kolego, nie uważasz? - zapytała wesoło, patrząc się na moją ledwo żywą postać. 

<Isobelle?>
+1000 słów

Bonus

dodatkowa nagroda za +1000 słów
+5 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz