11.07.2018

Od Timotei'a cd. Tiary

  Tiara chciała pobyć sama. Taka sytuacja jeszcze nigdy się nie wydarzyła, ponieważ Tiara nigdy nie chciała pobyć sama, więc pozwoliłem jej odejść. Może tego właśnie w tamtym momencie potrzebowała? Każdy musi od czasu do czasu pobyć sam, bardzo dobrze to rozumiałem. Postanowiłem jej nie zatrzymywać. Patrzyłem, jak znika za drzwiami, a ja zostaję w bibliotece. Jeszcze długo patrzyłem w bezruchu na drzwi, za którymi zniknęła.
I nagle, nie wiadomo skąd, naszła mnie myśl, że właśnie powinienem za nią pójść, zatrzymać ją i spytać, czy coś się stało, dlaczego chce pobyć sama, a nie ze mną, w moim towarzystwie. Źle poczułem się z tą myślą oraz z tym że tego nie zrobiłem. Zastanowiłem się, co mogło mnie zatrzymać.
  Wtedy poczułem się, jakby to przeze mnie Tiara potrzebowała samotności. Naskakiwałem na nią? Była na mnie zła? Zdenerwowałem ją czymś? Takie i inne myśli zaczęły znajdować miejsce w mojej głowie, a ja nie mogłem ich od siebie odpędzić. A jeśli te wszystkie myśli są prawdą? Nie chciałem, aby były, ale coś mi mówiło, że jednak tak. Źle się z tym wszystkim czułem. Taki winny, taki bezradny, taki smutny.
  Przez cały dzień o tym myślałem. Próbowałem o tym nie myśleć, słuchając muzyki, czytając książki, próbując zasnąć, ale nic nie sprawiło, że przestałem myśleć o zachowaniu Tiary, więc po wszystkich nieudanych próbach dałem za wygraną i próbowałem ją odnaleźć.
  Najpierw poszedłem do komnaty mamy Tiary, pani Hekate, mając nadzieję, że właśnie tam znajdę Tiarą i z nią o tym na spokojnie porozmawiam, wytłumaczymy sobie kilka spraw.
  Gdy znalazłem się pod drzwiami, zapukałem. Po chwili otworzyła nie kto inny jak sama pani Hekate.
- O, cześć Timo - przywitała się, najwidoczniej zdziwiona moim przybyciem. - Co cię do mnie sprowadza?
- Dzień dobry - przywitałem się. - Chciałem zapytać, czy jest u pani Tiara?
- Nie, nie ma jej. Dzisiaj w ogóle u mnie nie była - dodała, widząc, że o to też chcę się ją zapytać. - Coś się stało? Wyglądasz, jakby cię coś gryzło - stwierdziła, przyglądając mi się.
- Nie, chyba nie - odpowiedziałem mniej pewniej. - Po prostu Tiara powiedziała mi, że chce pobyć sama i teraz trochę mnie to teraz niepokoi. Myślałem, że jest u pani, dlatego przyszedłem.
- Pokłóciliście się? - zapytała, po minucie ciszy, chyba analizując moją wypowiedź.
- Um, nie, chyba nie, przynajmniej tak mi się wydaje, chociaż ja sam już nie wiem - przyznałem, wzdychając. Czułem się beznadziejnie.
- No dobra, wchodź, opowiesz mi wszystko na spokojnie w środku.
  Pani Hekate była dla mnie bardzo miła i miała takiego uroczego słodkiego małego pajączka o imieniu Lucas, którego cały czas trzymałem na swoich łapach, gdy opowiadałem jej naszą ostatnią rozmowę z Tiarą. Po niej zadawała mi jeszcze kilka pytań, na które odpowiadałem po namyśle.
- Może Tiara naprawdę potrzebowała zostać sama - to nie brzmiało jak pytanie. - Prawdopodobnie to nie jest twoja wina Timo - na sercu zrobiło mi się trochę lżej. - Słuchaj, niedługo będzie kończyć pracę, powinieneś zdążyć ją złapać, zawsze wychodzi z tamtego lasu - pokazała mi przez okno, o który las jej chodzi. Na dworze było już ciemno, ale udało mi się dostrzec korony drzew. - Czekaj na tym pagórku.
- Dobrze, bardzo dziękuję pani za pomoc - oddałem jej jego towarzysza.
- A nie ma za co - Lucas wskoczył jej na głowę. - Leć, nie trać czasu.
- Jeszcze raz bardzo dziękuję pani za pomoc, do widzenia.
- Do widzenia, do widzenia - powiedzieli w tym samym momencie pani Hekate oraz Lucas.
  Nigdzie nie zatrzymywałem się po drodze, nie chciałem tracić czasu, tak jak powiedziała pani Hekate, ponieważ może bym nie zdążył, a chciałem jak najszybciej znaleźć się na pagórku, na którym niedługo miała się znaleźć Tiara.
  Gdy w końcu znalazłem się na miejscu, czekałem na nią, przyglądając się rozgwieżdżonemu niebu. Te gwiazdy były cudowne, wyglądały piękne, ale nic, nawet te wszystkie gwiazdy nie były piękniejsze od samej Tiary, która wyszła z pobliskiego lasu, o którym mówiła pani Hekate.
- Timo? - pierwsza się odezwała. Jej głos był muzyką dla moich uszu. Brakowało mi jej głos. Nie widzieliśmy się tylko jeden dzień, ale ja już zdarzyłem za nim zatęsknić. W ogóle za nią całą.
- Cześć Tiara
- Co ty tutaj robisz? - zbliżała się do mnie z gracją baletnicy.
- Czekam na ciebie.
- Ale czemu? Skąd wiedziałeś? Przecież ci mówiłam, że chcę pobyć sama - stała nade mną, posyłając mi pytające spojrzenie.
- Wiem, ale chcę z tobą porozmawiać - nastała cisza, więc dodałem. - Nikt nie chce pobyć sam bez powodu.
  Nic nie odpowiedziała, po prostu westchnęłam i usiadła obok mnie. Chwilę siedzieliśmy w ciszy, patrząc się na gwiazdy. W którymś momencie Tiara oparła o mnie swoją głowę. Chciałem, aby ta chwila trwała wiecznie.
- Piękne są, prawda? - szepnąłem.
- Prawda - znowu cisza, którą przerwała Tiara. - Słuchaj Timo, przepraszam, że cię wtedy tak zostawiłam w tej bibliotece. Naprawdę potrzebowałam pobyć sama.
- Rozumiem, nic się nie stało - stało się, czułem się źle z tym że mnie zostawiła samego z takim mętlikiem w głowie, ale wybaczyłem jej to, jej wszystko byłem w stanie wybaczyć, tamta sytuacja już się nie liczyła, liczyła się tylko ta chwila, teraźniejszość.
- Chciałam pobyć sama, aby coś przemyśleć.
- Przemyśleć? - chciałem, aby ciągnęła dalej.
- Tak i wiesz co? Myślałam o przeszłości i przyszłości, zastanawiałam się nad tym, co chcę robić. Chciałabym zasmakować trochę życia, przeżyć wiele wspaniałych przygód i znaleźć w końcu miłość. Chociaż nie, już ją znalazlam - poczułem gulę w gardle, wytrzymałem oddech, napiąłem ciało. - To Baster, mój kochanek, wiesz, poznałam go w mieście, tu niedaleko sfory i wiesz, on też jest dobermanem.
  Doznałem szoku, którego moc była porównywalna do uderzenia pioruna, a później poczułem się, jakbym tonął. Poznała jakiegoś Bastera, dobermana, w mieście, zakochała się w nim. Kochała jego, a nie mnie. Jego, a nie mnie. Na tę wieść zabolało mnie serce. Czułem, jak ktoś je przebija sztyletem, później z niego go wyciąga, znowu przebija, wyciąga, przebija i tak w kółko. Moja dusza była zrozpaczona. Umierała.
- Fajnie - tylko tyle wydukałem, starając się, aby nie drżał mi głos.
- No wiem i wiesz, on jest taki przystojny, taki umięśniony, taki kochany, taki romantyczny, taki delikatny. Kocham go. A ty masz kogoś na oku? Timo? - szturchnęła mnie lekko, gdy za pierwszym razem jej nie odpowiedziałem. Nie wiedziała, co przeżywam.
- Tak - spojrzałem na nią, starając się ukryć smutek, tę rozpacz, która wypełniała mnie po brzegi. Chyba go nie zauważyła z powodu panującej nocy.
- Nic nie mówiłeś! Opowiadaj, jaka jest.
- Piękna, urocza, wspaniała, kochana, słodka...
- O matko Timo! - przerwała mi. - To, w jaki sposób mówisz... Kochasz ją! Naprawdę ją kochasz! Musisz jej to powiedzieć! Słuchaj, masz jej powiedzieć jutro, dobra?
- Dobrze.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
  Po obietnicy powiedziała, że idzie już do komnaty, bo jest śpiąca i głodna. Pożegnał się i poszła do zamku. Zostawiła mnie z rozgwieżdżonym niebem sam na sam, które jako jedyne było świadkiem mojego płaczu, smutku i rozpaczy. Przy nim mogłem pokazać, jak moja dusza rozpada się na kawałki.
  Następnego dnia naprawdę miałem zamiar jej o wszystkim powiedzieć, o tym, że ją kocham, jest dla mnie najważniejsza na świecie, nie potrafię już dłużej ukrywać, jak bardzo ją kocham, ale jej nigdzie nie było. Następnego dnia też. I następnego. I następnego. I następnego. I tak minął miesiąc, a może i nawet dłużej, a ja podczas jej nieobecności zdążyłem stać się wrakiem psa. Nie było jej. Nie było mojej miłości. Brak jej sprawiał mi ból, doprowadzał do smutku i rozpaczy.

< Tiara? >
(opowiadanie składa się z 1255 słów)

Bonus

dodatkowa nagroda za +1000 słów
+5 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz