27.07.2018

Od Violeta [4/4]

- No to co, dzieci? Zabieramy się do pracy? - mama rzuciła w moją stronę pudło, które bez problemu złapałem.
  Komnata Ivy, do której się wprowadzała, nie znajdowała się aż tak daleko. Pomimo tego pudła, które zapełnione po brzegi utrudniały sprawę.
  Było ciężko. Miałem wrażenie, że pudła wcale nie ubywały.
- Czemu ich jest tak dużo? - zapytałem Ivy po zaniesieniu piątego pudła.
- Już za późno, abyś się wymigał z obowiązku, braciszku.
  Nie chciałem się wymigać. Poza tym pomoc, którą jej ofiarowałem, nie była moim obowiązkiem. Pomagałem jej, bo pomagałem. Nie wiedziałem, o co jej chodziło.
- Ile ich jest?
- O co ci chodzi?
- Pytam się, ile jest tych pudeł.
- Co ty? Myślisz, że liczyłam, ile ich jest? A weź, przestań zadawać mi takie pytania i bierz się do pracy.
- Ivy - wtrąciła się mama. - Nie bądź taka dla brata. W końcu ci pomaga. Powinnaś być dla niego milsza - na te słowa Ivy wykonała dziwny gest. Gest, który najbardziej nie rozumiałem ze wszystkich innych gestów - przekręciła oczami.
  Nie zadawałem więcej pytań. Wiedziałem jakich odpowiedzi mogę się spodziewać z ust siostry.
  Przenoszenie pudeł zajęło nam około półtorej godziny. Gdy wszystkie pudła były już na miejscu, pożegnałem się z matką oraz siostrą.

Koniec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz