21.07.2018

Od Violeta cd. Tanaya

   Tak jak przewidywałem, ludzi nie było w nocy w schronisku. Dzięki temu mogliśmy spokojnie, bez pośpiechu opuścić jego teren, choć Tanay wydawał się podenerwowany i widać było, że chce szybko opuścić to miejsce. Gdy znajdowaliśmy się już za płotem, odwróciłem się z niewiadomego dla mnie powodu. Wtedy zauważyłem kamery umieszczone na budynku. ,,O naszej ucieczce dowiedzą się dopiero rano z nagrań lub zauważeniu pustego kojca" - przeszło mi przez myśl, po czym odwróciłem łeb i udałem się za Tanayem.
   Nic nie zatrzymało nas po drodze do sfory, a ta znajdowała się dość daleko od schroniska.
Do sfory dotarliśmy po godzinie nieustającego truchtu. Gdy znaleźliśmy się na miejscu, rozstaliśmy się po wymianie kilku krótki zdań, każdy z nas udając się w swoją stronę.
   Następnego ranka poszedłem jak co dzień do stołówki na śniadanie. Odebrałem od jednej z kucharek swoją porcję śniadania, po czym udałem się do stolika, który znajdował się pod ścianą od strony okna. Z tamtego miejsca mogłem wszystkich obserwować, nie zwracając na siebie uwagi innych. Zazwyczaj zawsze tam siadałem i jadłem najczęściej sam albo w obecności siostry lub mamy, a czasami nawet w obecności ich obu. Rzadko kto zajmował to miejsce, bo psy zdążyły przyzwyczaić się do tego, że często tam siadam i w jakimś stopniu jest to moje miejsce, choć nieoficjalne.
   Zacząłem jeść, obserwując zachowanie psów znajdujących się w stołówce, a także tych, które dopiero wchodziły. Jednym z nich był Tanay, który dopiero co znalazł się na stołówce. Wziął talerz z jedzeniem i się do mnie dosiadł.

< Tanay? >
(kompletnie nie miałam pomysłu na to opowiadanie, przepraszam za to)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz