05.08.2018

Od Bonnie - Różowy Quest

 - Thorn, Thorn! - z wesołym krzykiem wbiegłam do komnaty, aby móc zobaczyć sylwetkę swojego na razie jeszcze nieoficjalnego towarzysza. Gryf podniósł głowę, a następnie kilka razy zamrugał, jakby zadając mi nieme pytanie. Mowa ciała tego stworzenia starczała, abym mogła zrozumieć co chce mi powiedzieć, dzięki czemu nie musiałam się martwić tym, że nie wiadomo jeszcze czy jego struny głosowe pozwolą mu na komunikację werbalną. - Właśnie ogłoszono event! - wytłumaczyłam, co spowodowało, że w jego oczach zabłysło zaciekawienie. - Chodzi w nim o to, aby rozglądać się po zamku i szukać proszku holi, aby potem nim rzucać! Pomyślałam, że moglibyśmy sobie razem pochodzić, a i przy okazji pokażę ci zamek! - uśmiechnęłam się szeroko, jednocześnie uchylając bardziej drzwi, aby młody mógł przejść. Ten wahał się przez chwilę, lecz zaraz jednak pokiwał twierdząco głową i ruszył w moją stronę, równocześnie łypiąc dookoła swoimi ślepiami. Nie chwaliłam się jeszcze przed sforzanami faktem istnienia mojego towarzysza, ale nie zamierzałam trzymać w tajemnicy faktu, że rodzice mi podarowali takiego na urodziny. Warto też było uwzględnić sprawy, że teraz jeszcze był to niewielki samczyk, który swoją wielkością dorównywał Ikarowi, lecz pewne było, że jeszcze urośnie, a to dlatego, że był mieszanką orła i lwa, a nie kota, więc przydałoby się, aby sforzanie już teraz się przyzwyczaili do jego istnienia, aby później nie było problemów i wybuchów paniki. Wiadomo - małe stworzenie w biało-czarnym puchu nie jest takie straszne, jak bestia wielkości samochodu.
  Na tą myśl spojrzałam się czule na moje małe bubu. Mama mówiła, że dziadek-nie-dziadek znalazł go w okolicach rozpadliny, gdzie Thornclaw, bo tak się przedstawił ten po gryfiemu, co w zasadzie było wszystkim, co potrafił powiedzieć, wlókł się głodny i opuszczony przez swoją rodzinę, która najwyraźniej porzuciła najsłabsze pisklę z miotu.
  W pewnym momencie gryf zastrzygł piórami, a następnie z okrzykiem niemego przerażenia schował się między moimi łapami i wskazał pazurem na psy, które krzątały się dookoła, chcąc zajumać nam sprzed nosa każdą torebeczkę proszku! Pozwoliłam, aby mój towarzysz wspiął się na grzbiet, a następnie zaczęłam pruć przed siebie, jednocześnie rozglądając się za jakąś torebką, która nadawałaby się do obsypania jakiegoś przechodnia. Thorn łopotał podenerwowany skrzydłami, lecz po chwili uspokoił się, kiedy zdał sobie sprawę, że nie jest w niebezpieczeństwie. Ponownie się uśmiechnęłam, kiedy po kilku minutach zmęczony wrażeniami ziewnął i mając wszystko gdzieś wtulił się w moją sierść. Zaśmiałam się jeszcze, ponieważ był przesłodki, a następnie skupiłam się na swoim zadaniu, którym było odnalezienie trochę tego proszku. Zabawa nie trwała od dawna, więc miałam pewność, że zaraz odkryję jakieś złoże. Wpierw zajrzałam do stołówki, lecz po dokładnym obejrzeniu zawartości półmisków i sprawdzeniu czy coś nie jest schowane pod stołami, uznałam, że tam najwyraźniej nie ma żadnej paczuszki albo przynajmniej ja nie szukałam zbyt dokładnie. Następnie wparowałam do biblioteki, lecz tutaj zaraz zawróciłam, ponieważ tamtejsi jasno dali mi znać, że tam nie ma miejsca na to wydarzenie i właściwie to nie zdziwiłam się, ponieważ się tego spodziewałam (w końcu nikt nie chce, aby księgi pobrudziły się przypadkiem), lecz i tak miałam ochotę tam zajrzeć. Głównie dlatego, że kochałam książki i zawsze chętnie spoglądałam na ich bezmiary. Nawet jeśli akurat miałam robić coś innego - w tym momencie akurat poszukiwać przedmiotu zabawy całej sfory. Ruszyłam więc w okolice holu wejściowego, aby zobaczyć, że część Royalsów już go ma. Ej! Ja też chcę! Zaczęłam się rozglądać jeszcze bardziej gorączkowo, aby zdać sobie zaraz sprawę, że najprawdopodobniej po prostu zostawiłam swoje patrzałki w komnacie, ponieważ nie mogłam niczego znaleźć. Nie narzekałam jednak, ponieważ jak pewnie już wiadomo - nie należę do psów, które przy najmniejszym niepowodzeniu zaczynają lamentować. Co to to nie! Ruszyłam w poszukiwaniu Crescendo, aby móc się go zapytać czy jest jakiś inny sposób, aby zdobyć proszek, lecz jednak zaraz mój wzrok nagle powrócił do wcześniejszej sprawności - oto ujrzałam torebeczkę z różowym proszkiem, która znajdowała się za jedną z ozdobnych zbrój, które stoją w holu! O tak!
 - Thorn, a teraz patrz jak Bonn łapie za amunicję! - szepnęłam do swojego towarzysza, który jednak mnie nie słuchał, ponieważ już drzemał i leżał przyczepiony do mojego grzbietu, niczym jedna z tych słodkich małpek z tropików.
  Już chciałam pobiec po paczuszkę, kiedy nagle zdałam sobie sprawę, że nie tylko ja jestem nią zainteresowana. W takiej samej odległości od niej stał jakiś inny pies i łapczywie wbijał w nią wzrok. Nie znałam go i nigdy też go tutaj nie widziałam, co oznaczało, że najprawdopodobniej pochodzi on spoza sfory. Po pobieżnej ocenie jego sylwetki stwierdziłam szybko, że jest to twardy zawodnik - przypominał mi owczarka niemieckiego, który nie zapominał nigdy o dniu nóg. Nie miałam większych szans w wyścigu, co jeszcze podkreślał fakt, że nie chciałam przypadkiem zrzucić z grzbietu swojego towarzysza. Trzeba więc było wysilić intelekt. W miarę energicznym krokiem ruszyłam w stronę różowej amunicji. Choć trudno oceniać czas po odległości, to mimo wszystko mogę powiedzieć, że miałam piętnaście kroków na obmyślenie czegokolwiek.
  Mój przeciwnik zdziwiony tym, że nie biegnę na złamanie karku, również zaczął iść w stronę opakowania, przez co już po chwili mierzyliśmy siebie wzrokiem. Zaczerpnęłam powietrza.
 - Czy mogłabym przygarnąć ten proszek? Szukam jakiegoś już od pewnego czasu i ten oto jest jedynym, który jest do wzięcia. - powiedziałam na jednym tchu. Moja łagodność uderzyła w czworonoga z pełną siłą. - Proszę. - a dodanie magicznego słowa spowodowało, że zawahał się na dłuższą chwilę.
 - J-jasne, bierz. - odpowiedział w końcu, a ja podziękowałam mu i złapałam za przedmiot tego nie-sporu.

Akceptacja!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz