05.08.2018

Od Bonnie - Żółty Quest

Okey, odstawiłam do komnaty śpiącego Thorna, ponieważ teraz był już w głębokiej fazie snu, a ja nie chciałam, aby się przypadkiem wybudził, ponieważ dla takiego malucha sen to zdrowie, a ja chciałam, aby ten był jak najzdrowszy i silniejszy. Ostatnio panowały upały, więc aby mu ulżyć zasłoniłam szczelnie zasłonki, a następnie także podłożyłam mu pod głowę butelkę schłodzonej wody, którą miałam przygotowaną w mojej małej lodówce na bazie lodu, którą ostatnio zbudowałam. Aby też nie było mu smutno po wybudzeniu się, to dałam mu do towarzystwa paczuszkę z różowym proszkiem holi, który zdobyłam wcześniej tego dnia. Będzie mógł ją sobie miętolić, a jak się rozerwie, to nie będę zła.
  Pogłaskałam lekko gryfka po łebku, a następnie wyszłam z komnaty, aby poszukać kolejnej porcji proszku, ponieważ miałam zamiar bawić się podczas festiwalu na całego i przy okazji pokazać towarzyszowi, że nie wszystkie stworzenia na tej planecie są niebezpieczne. W końcu chciałam wychować go na odważną istotę, która będzie mi dzielnie dotrzymywała towarzystwa podczas podróży, lecz aby dojść do takiego momentu, to trzeba będzie stopniowo go socjalizować i uczyć, a taka zabawa kolorami raczej jest dobrym pretekstem do przełamania się.
  Szłam równym krokiem przez korytarze, jednocześnie wypatrując jakiejś torebki z proszkiem, którą mogłabym podarować swojemu towarzyszowi. Jako że już miałam różowy, to teraz przyszła kolej na jakiś inny kolor. Z czego co wiedziałam, to w sforze były też żółte, niebieskie, pomarańczowe, fioletowe, a także i zielone amunicje, więc miałam czego szukać.
 - Nie zawiodę go i postaram się, aby mógł się pobawić możliwie jak największą ilością kolorów! - szepnęłam cicho do siebie, korzystając z tego, że nie akurat nikogo nie było w pobliżu. A przynajmniej tak mi się wydawało - do czasu aż niespodziewanie zza rogu wybiegł jakiś pies. Nie miałam czasu nawet zareagować, kiedy ten zderzył się ze mną. Trochę zabolało, lecz szczęściem w nieszczęściu było to, że gość był wręcz opatulony kilkunastoma paczkami proszku, które zamortyzowały część uderzenia. Po sekundzie, podczas której uzmysłowiłam sobie całą sytuację, podniosłam wzrok, aby móc się lepiej przyjrzeć tamtemu gostkowi. Był w typie charta, a co za tym idzie - nie miał zbyt pokaźnej postury, więc też uderzenie nie bolało mnie tak bardzo. Już chciałam jakoś przeprosić albo przynajmniej usłyszeć przeprosiny, lecz ten jedynie fuknął na mnie ("Jak leziesz!"), wyszczerzył kły, bieluteńkie, jeśli kogoś to interesuje, a następnie podniósł się i ruszył biegiem dalej. Warknęłam pod nosem, a następnie otrzepałam się i już chciałam odejść z miejsca zdarzenia, kiedy to nagle kątem oka udało mi się zobaczyć, że coś leży obok mnie na podłodze - jedna z tych pechowych paczuszek proszku, która stanęła na linii ja-ten pies. Część amunicji wysypała się na podłogę, lecz mimo tego wciąż była zdatna do użytku, delikatnie podniosłam ją i spojrzałam się w stronę, w którą pobiegł tamten chart. Przygryzłam wargę i przez chwilę nerwowo strzygłam uszami, aby ostatecznie zaraz zadecydować. Wezmę ją, gdyby tamten gość sobie darował tamtą uwagę, to jeszcze bym mu oddała zgubę, ale jednak wolał być niemiły...

Akceptacja! (21:09)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz