02.08.2018

Od Docenta Nicholsona

Na jednej z lekcji prawa, którego uczyliśmy się w szkole, nauczycielka poprosiła, adwokat, by je poprowadził, a on żebyśmy napisali dziesięciopunktowy kodeks, którym moglibyśmy się dalej kierować. Moja sąsiadka z ławki, jedna z sióstr, Madame Anabelle, którą reszta rodzeństwa często nazywała Brewką, ale ja nigdy nie przepadałem za omijaniem pełnych imion i zamienianiem ich, zdenerwowała się, że dostaliśmy, cytując “Beznadziejne zadanie, które zupełnie nie ma sensu i jest tylko po to, by ją wkurzać i marnować czas w tej głupiej szkole”. Ja postanowiłem wziąć to na poważnie, tak jak wszystko związane z prawem, jedynym przedmiotem, który wydawał się naprawdę interesujący. Retoryka wydawała mi się nieciekawa, ponieważ to jedynie nauka mówienia, co pewnie mogło się przydać w niektórych zawodach, jak adowkat, ale uważałem, że posiadałem umiejętności odpowiedniego wypowiadania się, w sposób dość zręczny, ale nie znałem jeszcze niektórych słów, co oczywiście mogło się i miało, zmienić w przyszłości, ale nie potrzebowałem do tego paru godzin w tygodniu. Matematyka w niektórych przypadkach była ciekawa, jednak tylko w niektórych tematach, geometria ani trochę mnie nie pociągała, same proste obliczenia były nudzące, a nimi zajmowaliśmy się przez większość czasu. Przyroda łączyła się w mojej głowie z polowaniem, które wydawało się zastosowaniem tego, czego uczyłem się w klasie, na zewnątrz, z niewielkim odłączeniem rzeczy, mówiących o geografii terenów, których prawdopodobnie nigdy nie odwiedzę. Medycyna bywała ciekawsza, jeśli czasami zdarzało się nam odwiedzić sale medyczną, gdy wszystkie słowa stawały się prawdziwsze i fizyczne. Nauki samoobrony czasami rzeczywiście cieszyły się moim uznaniem, ale nie zawsze, ponieważ sporo czasu było poświęcone bezsensownej gadaninie o wymierzaniu ciosów, zamiast wymierzaniu ciosów. Zaś zajęcia artystyczne miały rozwijać naszą kreatywność, jednakże nie miałem żadnych ukrytych lub widocznych talentów, więc były dla mnie większą męczarnią, niż którakolwiek inna lekcja, a nawet te bardziej interesujące sprawiały, że miałem problemy ze słuchaniem, co mówi nauczyciel.
Położyłem kartkę na granicy ławki, ponieważ siedzenie z Madame Anabelle wymagało ode mnie ograniczania swojej przestrzeń, ponieważ wraz z rzucaniem kolejnych przekleństw, poruszała się, a mnie denerwowało, gdy uderzała mnie przy tym i psuła, co pisałem. Czarnym atramentem, dużymi literami, po środku, napisałem słowo kodeks. Przyjrzałem się mu i następnie dopisałem na dole, po lewej stronie cyferkę.
1. Szanuj innych.

To mi pasowało, zawsze starałem się pilnować swoich zachowań, żeby nie urazić nikogo, więc pasowało mi to na pierwszą zasadę, ponieważ dodatkowo było bardzo ogólne, a dzięki temu można było z łatwością dostosowywać ją do danych sytuacji. Zacząłem myśleć o drugim punkcie, rozglądając się przy tym po klasie. Spoglądając na Listonosza Pata, rozmawiającego z Diukiem Devonem.
2. Nie atakuj słabszych.

Zdecydowałem, że to dobra propozycja na punkt drugi. To było szlachetne postępowanie, siła według mnie powinna być równoznaczna z odpowiedzialnością za nią i pewnością, że powinienem używać jej w dobrym celu. Jako młody przedstawiciel rasy corgi nie znajdowało się w sforze wiele osób, będących słabszych fizycznie ode mnie, ale miałam zamiar posiadać więcej mięśni, gdy stanę się dorosły.
3.

To mi sprawiło pewien problem. Zacząłem zastanawiać się nad tym, czego oczekuje od innych psów. Dopiero trzeci punkt, a zostało jeszcze siedem innych.
3. Nie bądź okrutny.
Zapisałem ostatecznie, nie będąc pewnym tych słów. Możliwe, że było to za mało ogólne na zasadę do kodeksu, ale uznałem, że mogę to następnie zmienić, jednak po tym bardzo szybko wpadła mi do głowy myśl na kolejny punkt.
4. Bądź uczciwy.

Nie byłem nigdy fanem kłamstw, uznawałem, że nie miałem po co tego robić i irytowało mnie, gdy ktoś próbował mnie okłamać, było to, moim zdaniem, okazywanie braku szacunku, czego bardzo nie lubiłem.
- Proszę, pospieszcie się - powiedziała nauczycielka, a ja nie byłem nawet w połowie. Znowu zwróciłem się w stronę kartki.
Bierz odpowiedzialność za swoje czyny. Chciałem napisać, ale uznałem, że uczciwość była już na tyle podobna do tego punktu, że byłoby to powtarzanie się.
5. Nie krzywdź niewinnych.

Zapisałem, nawet jeśli wydawało mi się to tak bardzo oczywiste, zdecydowałem, żeby to tu zamieścić. Kodeks powinien być oczywisty, żeby posługiwanie się nim było oczywiste i naturalne.
- Dobrze, kończymy - powiedziała nauczycielka, a ja spojrzałem na swoją pracę i
wsunąłem ją do książki.
- Nicholson, skończyłeś?
- Docent Nicholson, proszę pani. Nie skończyłem. Mogę oddać na następnej lekcji?
- Oczywiście - uśmiechnęła się do mnie i przeniosła do innej ławki. Szybko wyszedłem z klasy, nie czekając na resztę rodzeństwa i poszedłem do biblioteki.
Zacząłem od przypomnienia sobie pierwszych zasad z Biblii, następnie główne punkty konstytucji Rosji, która była akurat na wysokości moich łap, ale, jak mogłem się domyślić, trudno było je odnieść do sytuacji poszczególnej osoby. Następnie sprawdziłem podstawy hinduizmu, buddyzmu, ale ostatecznie zadecydowałem, że więcej sensu miało sprawdzanie, co mieli do powiedzenia filozofowie dawnych wieków, a także, co wpłynęło na mnie najmocniej, opowieści o rycerzach. Ich etos.
Spędziłem tam czas do godzin wieczornych, omijając przy tym posiłek, ale następny postanowiłem jednak spożyć. Miałem już pewne pomysły, dotyczące mojego kodeksu, ale wolałem je przemyśleć, zanim je wypisze. Wziąłem porcje mięsa i przeszedłem w stronę stolika, gdzie siedziała moja rodzina. Zostało jedno miejsce, koło ojca. Usiadłem tam, ale nie zdążyłem zacząć jeść, ponieważ postanowiłzadawać pytania.
- A gdzie się Docent Nicholson szanowny podziewał?
- W zamku.
- A gdzie konkretniej w zamku?
- Na parterze.
- Synu, nie kpij ze mnie. Na parterze jest co najmniej kilkadziesiąt pomieszczeń.
- Bibliotek - odpowiedziałem ostatecznie po chwili ciszy. Ojciec zaczął na mnie patrzeć i milczał.
- Dziękuję. Tak trzeba było od razu. Następnym razem uprzedź mnie albo kogoś z rodzeństwa, że nie wrócisz od razu do domu. I jedz obiad. Nie można omijać posiłków - kiwnąłem łbem, co nie oznaczało, że posłuchałem się jego słów. Nie lubiłem rozmawiać o tym, co robiłem w czasie wolnym od towarzystwa rodziny,  czułem, że i tak spędzałem z nimi dostatecznie dużo czasu. W milczeniu spożyłem posiłek, a następnie udałem się z rodzeństwem do komnaty.
6. Nie bądź tchórzliwy.
Dodałem, jako punkt szósty, nie bądź go najbardziej pewny, jednak stwierdziłem, że wcielenie części zasad rycerski do moich było dobrym pomysłem, zwłaszcza, że sam chciałem móc pochwalić się taką cechą, jak odwaga, jednak nie byłem pewien, czy je posiadam.
7. Bądź wierny swoim zasadom i ideałom.
Dopisałem, uznając, że jest to rzecz niezbędna, żeby dany kodeks mógł funkcjonować w moim życiu.
8.
9.
10.

One pozostały puste, gdy ponownie odłożyłem kartkę na bok, by skierować się do kąpieli. Niezupełnie mogłem powiedzieć, że całość mi pasowała, ale postanowiłem na razie tak to pozostawić. Miałem czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz