02.08.2018

Od Doktora do Ashes

Droga Beverly!
Sporo się wydarzyło. Znalazłem sobie kogoś, przyjaciółkę, tak przynajmniej myślę. Nazywa się Pedigree, trochę się kłóciliśmy, ale teraz jest między nami chyba dobrze. Wplątałem się w jedną dziwną relacje, ale chyba udało się nam obu wyjść z tego z pyskiem i w miarę dobrym stanie. Dużo tego chyba. Trochę się gubię w tym wszystkim, co się aktualnie dzieje. Chciałbym opowiedzieć ci wszystko, ale kartka jest ograniczona, a ty wiesz, że nigdy nie byłem dobry w takich rzeczach.
Mieszkam w Royal Dogs sforze, wydaje mi się, że już będą cztery lata, strasznie szybko mi minęło. Nie wracam do domu.
Dużo pracuje, ale nie martw się, dbam o siebie. Dość sporo jem, trochę mało śpię, lubię moją salę medyczną, mam już doskonale ustalone drogi i schematy. Wstaje o tej samej porze, jem o tej samej porze i spotykam się z tymi samymi psami, jedyne, co się zmienia, to pacjenci. Kiedyś miałem wrażenie pewność, że bez nich nie byłbym w stanie przeżyć, ale teraz czasem pojawiają się wątpliwości, może na szczęście. Nadal nie lubię wychodzić z sali zbyt często, ale zdarza mi się, raz nawet na dyżurze, ale to była bardzo specjalna sytuacja, chodziło o Pedigree, to o niej wcześniej wspominałem. Staram się jeść z nią codziennie śniadanie, prawie codziennie o ósmej, chyba że dzieją się jakieś ważne spotkania związane z wojownikami. Właśnie, nie napisałem ci tego wcześniej, jest dowódcą wojowników, a jej rodzice są gammami. Wyobrażam sobie, że śmiałabyś się z tego, mówiłaś, żebym trzymał się wyższych klas, bo pasuje do nich.
Tęsknie za wami, strasznie tęsknie. Przez te wszystkie lata nie było dnia, w którym nie chciałbym być z tobą Bedillią, Margot i patrzeć na świat z Psich Pól, ale nie mogę. Wiem, że zawsze pragnęłaś, żeby cała nasza rodzina była blisko siebie, a ja ci to zniszczyłem. Przepraszam, siostrzyczko, naprawdę przepraszam za wszystko, wiem, że was skrzywdziłem, zwłaszcza ciebie, ale musiałem odejść, po prostu musiałem. Bardzo chciałbym, żebyś mi w to uwierzyła, ale wiem, że nie będę w stanie przekazać tego na papier, ale wiedz, że nie żałuję, dla mnie to nigdy nie był wybór, to była jedyna droga. I nie jest mi łatwo, bardzo często mam wrażenie, że nie dam rady wstać, że odrzucę wszystko i zniknę w lesie, ale przecież nie mogę. Nie zmienię świata, jestem zbyt mało znaczącym psem, nie mogę osiągnąć nic wielkiego, nie będą o mnie mówić szczeniaki, nie będzie o mnie pieśni, a pewnie te wszystkie próby ratowania żyć znikną w umysłach pacjentów, a ja sam nigdy w nich nie pozostanę. Zawsze to wiem, ale tylko niektóre dni sprawiają, że jestem tego strasznie świadomy i uderza to we mnie w najgorszych chwilach. Naprawdę mam nadzieje, że nie będę szarą plamą, kolejnym trupem, jednym z tak wielu, które zostały poświęcone ziemi. Chciałbym, ale kim ja niby jestem? Tylko sobą. Ale poza tym, poza tym jest dobrze. Nie zawsze i czasami po prostu mam ochotę leżeć w kącie, ale przez większość czasu jest dobrze, to się liczy.
Dużo się tutaj dzieje, nie zawsze dobrze, zdarzają się rzeczy tak obrzydliwe i paskudne, że wolałbym nie opowiadać, ale pasuje mi to miejsce, jest bardzo wiele psów, o które co jakiś czas ktoś musi zadbać. Staram się poświęcać każdemu, jak najwięcej czasu. Uważam się za całkiem dobrego medyka, pewnie nie tak dobrego, jak twój partner albo ojciec. Chciałbym opisać ci jakieś przygody albo niezwykłe wspomnienia, ale nie wiem, czy jakieś potrafiłbym ująć na papierze tak, by nie zabrzmiały głupio lub śmiesznie. Może zrobię to kiedyś osobiście Może nie dziś, jest już późno, piszę ten list w środku nocy, przy wypalającej się świeczce, bo nie mogłem spać. Tak mi się czasami zdarza, kiedy zbyt wiele myśli kręci mi się po głowie, a każda z nich bardziej nieprawdopodobna od drugiej, ale przy braku światła, jakoś nagle zdają się bardziej prawdziwe. Wiem, że cię zawiodłem, ale liczę, że zdążyłaś mi wybaczyć Nigdy tego nie chciałem, nigdy, kocham was wszystkich i niczego nie pragnę bardziej, niż patrzeć, jak moi siostrzeńcy dorastają i cieszyć się z waszej obecności, ale życie tak się potoczyło, a ja mam misje, nie jest ona możliwa do wykonania, co nie znaczyło, że miałem zamiar się poddać. Naprawianie świata. Bardzo powolne, bardzo ciężkie, bardzo niewiele dające próby, mimo to nie mam zamiaru przestawać, nie dziś, chociaż raz na jakiś czas pojawia się u mnie ta myśl, ale staram się nie przejmować.
Proszę, przekaż swoim synom, że za nimi tęsknie i mam nadzieje, że świetnie sobie radzą. Znaleźli sobie kogoś? Mam nadzieje, że tak. Bardzo mi przykro, że nie było mnie przy nich, gdy dorastali i musieli pozostać z samymi ciotkami, bez żadnego wujka. Liczę, że są teraz szczęśliwi i spełnieni. Nawet nie wiem, co więcej mogę przekazać dwóm maluchom, które przecież teraz nie są takie małe, może nawet mają już własne dzieci.
Bedilii powiedz, że ją kocham, wydaje mi się, że za rzadko jej to mówiłem, wam wszystkim, ale jej szczególnie. Doceniam wszystko, co dla mnie, nas, robiła, to wspaniała starsza siostra. Zawsze starałem się robić wszystko tak, żeby była ze mnie zadowolona, gdyby mnie widziała. Nie wiem, czy mi się udało, ale mam nadzieje. Proszę, żeby was często odwiedzała, chociaż zapewne to robi. Liczę, że jest zadowolona ze swojego losu.
Mojej drogiej Margot przekaż, że zacząłem ją rozumieć, naprawdę rozumieć, jak to jest żyć pracą, ale liczę, że robi to bardziej zdrowo niż ja. Mam nadzieje, że ma w swojej służbie dużo przyjaciół, czy chociaż znajomych, z którymi spędza czas. Zasługuje na uznanie, na radość, na przyjaźń, a co najważniejsze, na szczęście, w jakiejkolwiek postaci ono do niej przyjdzie.
Ojciec i Fredrick. Fredrickowi powiedz, że jem zdrowo, moja głowa nie jest zła, ale zastanawiam się, żeby może pójść do kogoś, porozmawiać z nim. Sam nigdy nie nadawałem się psychologiem, ale  mamy w sforze dwóch, jednak jeden z nich był moim znajomym, ale wolałbym nie zdradzać rzeczy, siedzących w mojej głowie akurat jemu. Nie martw się Beverly, naprawdę, nic mi nie jest, jestem zdrowy, po prostu chciałbym może poznać opinie kogoś innego o mnie, od kogoś niezwiązanego. Sam nie potrafię o sobie myśleć. Ojcu powiedz, że ta odejście z Pól wiele mnie nauczyło, ale nie zapomniałem tego niczego z czasu, który spędziłem w domu. I powiedz, że To, co jakiś czas mi się zdarza.
Trzymajcie się.
Los quiero
Doktor Kairu

Bardzo uważnie złożyłem list na pół i włożyłem do koperty. Patrzyłem, na niego przez chwile, ale nie włożyłem do szuflady, gdzie znajdowały się pozostałe. One były przeszłością i w niej zostaną. Ciemnym atramentem zapisałem na niej imię mojej siostry i nazwę Psie Pola. Poczekałem do rana, zanim nie udałem się do listonoszki, jedynej w naszej sforze. Zapukałem do jej drzwi, pewnie budząc ze snu, ale nie chciałem czekać. Otworzyła mi mała, młoda suczka.
- Przepraszam za porę, ale bardzo pragnę wysłać ten list - powiedziałem. - Ale droga zajmie ci pewnie ponad tydzień albo nawet dwa - dodałem, żeby nie wiedziała na co się pisze. - Tak uprzedzam.
(Ashes? Wykminiłam, że skoro miał być i tak wątek, a Dok ma list do dostarczenia, to można tak zacząć)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz