08.08.2018

Od Emmy - CD. Ivana

Gdy te charakterystyczne słowa wydobyły się z jego pyska już wiedziałam, że to będzie najlepsza randka na świecie. Bo to była randka, no nie? On jeszcze sobie z tego nie zdawał sprawy, ale planowałam zrobić mu prawdziwą przejażdżkę miłosnym rollercoasterem.
    — To jedźmy z tym koksem.
    To zapinaj pasy.
    Wymieniliśmy dwa porozumiewawcze spojrzenia i zboczyliśmy ze ścieżki wgłąb lasu, którędy wcześniej musiała się poruszać dość liczna grupka wilków. Szliśmy pod osłoną nocy, niewiele było widać, więc starałam się trzymać blisko samca, by przypadkiem nie zejść w niewłaściwą stronę. Oczywiście nie tylko dlatego, sama obecność Ivana podwajała mi dobre samopoczucie, a nasze oddalone o tylko kilka centymetrów, stykające się ciała były dodatkowym kopem adrenaliny. Byłabym w stanie zabić z nim jakiegoś wilka. Nawet z wielką przyjemnością bym jakiegoś zabiła, przy białowłosym nawet babranie się w wilczej krwi wydawało się dobrym pomysłem. Truchtaliśmy po prostopadłej do naszej wcześniejszej drogi ścieżce, stawiając łapy między wilczymi odciskami, których było całkiem sporo. Oboje czuliśmy, że możemy spodziewać się na miejscu jakiegoś większego zbiegowiska stworzeń, których tak naprawdę wcale nie powinno tu być i tylko wzmagało to tajemniczość. Co do jasnej cholery miały tu robić o tej porze? Deszcz, który niedawno spadł zmył w większości tropy i ślady, ale zapuszczając się głębiej w leśne poszycie powoli dochodziły do nas nowe zapachy, dzięki którym byliśmy w stanie podążać za wilkami dalej. Wonie mieszały się ze sobą i trudno było złapać jedną z nich, ale wszystkie prowadziły nas w jedno i to samo miejsce, głębiej i głębiej. Kroczyliśmy z głowami zwieszonymi nisko przy ziemi, by lepiej czuć rozmywające się tropy nieprzyjaciół. Początkowa sceptyczność Ivana również wydawała mi się zacierać, zbliżaliśmy się do celu, więc musieliśmy być ciszej, ale rozmowa toczyła się jakoś luźniej. Byłam tym taka podekscytowana! Rozdrażnienie gwardzisty dość... nietypową pobudką schodziło na dalszy plan, a mi było cieplusio na serduszku, moja obecność zaczęła mu się chyba podobać! I prawidłowo, w końcu jeszcze o tym nie wiedział, ale czekała nas ładna przyszłość, ja to wiedziałam.
    — Powoli zaczynam ich słyszeć. — Wyszeptałam, przerywając wcześniejszą wypowiedź przystojnego samca, a ten zastrzygł uszami. — Pewnie gdzieś tu handlują tymi ludzkimi materiałami pornograficznymi, wiesz, wymieniają się. Słyszałam, że wilki mają naprawdę porąbane fetysze.
    — Za mało adrenaliny, gdy cię złapią na granicy, to nie to. Poza tym w ludzkim porno nie ma nic pociągającego. Ja słyszałem, że te świry prowadzą nielegalny handel zabawkami z chińczyka. — Odparł i oboje parsknęliśmy.
    — No to grubo. Pewnie rozpoczęlibyśmy trzecią wojnę z tą wataszką, gdybyśmy im zarąbali towar. Pomyśl tylko jak szczeniaki by się potem o tym uczyły "upokorzeni po stracie swoich zabawek erotycznych i rosnących w wodzie dinozaurów z Chin przekroczyli całą swoją armią granice sfory pod koniec lata, tak dwójka pojebów, co im to ukradły rozpętali trzecią wojnę między wilkami, a Royal Dogs". — Wyrecytowałam, powodując kolejne salwy śmiechu. Kurcze, pięknie się śmiał. Miał wtedy taki delikatny wyraz pyska i wyglądał cudownie, gdy padała na niego lekka, księżycowa poświata i blask miliona gwiazdek na niebie. I jeszcze ten głos, ten niski i mocny głos, który tak słodko brzęczał mi w uszach i wydawał się być zupełnie inny podczas śmiechu, niż gdy mówił normalnie. Mój stalking i podążanie za nim bez nawiązywania jakichkolwiek interakcji trwały szmat czasu, a wystarczyło wbić mu do komnaty w samym środku nocy i wskoczyć na klatę, bym mogła śnić swój sen na jawie i móc z nim rozmawiać, żartować, być blisko. Chyba wygrałam życie. 
    Im głośniejsze stawały się słyszane przez nas dźwięki i mocniejsze były wyczuwane zapachy, tym bliżej byliśmy naszego celu. W pewnym momencie nawet zza drzew przed nami dostrzegaliśmy cienie drzew i jakiś poruszających się sylwetek, rzucanych przez jakieś źródło światła zza zarośli. I to było to. Razem z najwspanialszą istotą chodzącą po ziemi zakradliśmy się tam niezwykle szybko, by zaraz potem dojść do dziwnego wniosku.
    — Te szuje zrobiły sobie balety na naszych terenach.
    — Pewnie w takich momentach żałujesz, że patrolujesz tylko okolice zamku, hm?
    — Tylko trochę, tam przynajmniej zawsze mogę zawiesić oko na ładnych laskach, które mnie śledzą. — Puścił do mnie oko, a ja niekontrolowanie zamknęłam oczy, czując jak na policzki wkrada mi się rumieniec. Czyli wiedział? Kurwa mać.
    — Że ja ciebie? Nie schlebiaj sobie kolego, mam ciekawsze rzeczy do roboty.
    — A wtedy gdy...
    — Patrz, czystą polewają, chodźmy tam może! — Niemal krzyknęłam mu do ucha pchając go w tamtą stronę, by tylko odwlec niewygodny temat na bok. Mój krzyk zginął w panującym tu gwarze, muzyka, rozmowy i śmiech podpitych sprawiały, że było tu niesamowicie głośno. Z daleka jednak nie było tego słychać, ten las to miał akustykę pierwsza klasa!
    Przekradliśmy się między drzewami do sporych baniaków z alkoholem i kilku stołów, do których ustawiała się już kolejeczka ładnie napalonych na procenty wilczków. Nie ukrywałam, że sama byłam w podobnym stanie i zapragnęłam wlać w siebie trochę procentów, może trochę zabalować, w końcu miałam obok siebie prawdziwego ruska, chciałam zobaczyć jego imprezowe zdolności na żywo! Stanęliśmy zza jedną z większych brzózek i zaczęliśmy nasłuchiwać rozmów intruzów, żeby trochę wyczaić jak wygląda sytuacja i czy towarzystwo jest już mocno nawalone. Bo jeśli tak, to komu by przeszkadzała obecność jednego, czy dwóch psów? I tak miałam zamiar się wprosić!
    — Chętnych do konkursiku zapraszamy tuuuuutaj, zasady znacie doskonale, wygrywa ten co przechyli najwięcej kielichów! Wiadereczek na pawie mamy pod dostatkiem, zapraszamy do zabawy! — Wykrzyczał ktoś, a ja już chciałam pociągnąć tam uroczego gwardzistę, kiedy zostałam szturchnięta w od tyłu i przyparta do drzewa. Dopóki nie rozwarłam zmrużonych oczu miałam wrażenie, że jedna z moich fantazji z Ivanem w roli głównej się spełnia, a potem zdałam sobie sprawę, że to jeden z basiorów przypiera mnie do drzewa. Ivan szarpał się przy dwóch innych basiorach w podobnej pozycji. "Poważnie?" - chciałam powiedzieć - "Jak mogliśmy wpaść jeszcze przed wejściem na balangę?".
    — Kundle ze sfórki też biorą udział? — Wychrypiał samiec, który swoim śmierdzącym, podpitym oddechem chuchał mi prosto w pysk i zbliżał go w moją stronę niebezpiecznie blisko.
    — Nawet mnie nie rozśmieszaj! — Ryknął inny, a towarzystwo zaczęło rechotać. Głowa basiora obok za naruszanie mojej przestrzeni osobistej spotkała się dość mocno z moją głową, a ten ode mnie odstąpił na krok. Nie zamierzałam jednak uciekać.
    — Nie dalibyście mu rady w tym waszym zasranym konkursie, ten tutaj przed wami to prawdziwy Ruski Terminator, co opróżnił by dwie flaszki zanim wy byście sięgnęli po pierwszą. — Krzyknęłam, na co kilkoro z nich się wyraźnie oburzyło, a coraz większy tłum wilków zbliżał się w naszą stronę.
    — Dave, wykończ ich już, zajmują nam tylko czas! — Wywarczał ktoś tylko zdenerwowanym tonem, a tamten basior znów do mnie przylgnął. Widzą to do akcji wkroczył... Terminator!
    — Hej, panowie, spokojnie, hej. Proponuję taki układzik. Bierzemy udział w tym waszym konkursie, jeśli my wygramy, zostawiacie nas w spokoju i możemy zabić jednego z was. A jeśli wygra któryś z was, to możecie nas nabić na ten kijek, czy wrzucić do ognicha, co tam chcecie. Хорошо? — Хорошо, jak się okazało.

[Pokaż jak to się robi w Petersburgu, mój ty przepiękny gwardzisto Terminatorze.]

Bonus

dodatkowa nagroda za +1000 słów
+5 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz