11.08.2018

Od Ivana CD Emmy

  Szczerze? Wpadłem. I to bardzo. Pojedynek, który polega na wypiciu jak największej ilości kielichów, to raczej nie jest najlepsza rzecz do robienia w towarzystwie wilków. Nawet nie z tego powodu, że mogą w sobie pomieścić więcej danego rodzaju alkoholu niż większość psów, ponieważ czułem, że raczej moja wątroba i tak nie ma już niczego do stracenia i mogę dać im popalić. Gorzej było za to z faktem, że nie miałem pewności, co do prawdomówności obecnych - upity pies rzadko kiedy umie się wybronić w razie czego przed watahą. Nie sądziłem też, aby obecność Emmy w motylkach mi pomogła, chociaż widziałem mord w jej oczach, lecz bardziej skierowany na pobliskie wadery, roznoszące jedzenie, drinki i rzeczy, które raczej nie są roznoszone tak otwarcie. Na przekór jednak całemu temu niebezpieczeństwu, bajzlowi oraz zdrowemu rozsądkowi - robiłem dobrą minę do złej gry, a następnie dałem się poprowadzić na teren konkursu, wraz z moją towarzyszką, która zachowywała się jak jakaś czirliderka z maksymalnie stereotypowego filmu o amerykańskich szkołach. Gdyby rzeczywiście ktoś tu coś kręcił, to chyba aktualnie miałbym rolę głównego buca z drużyny. Szkoda, że nikt nie rozdawał kasków, bo pewnie mi zaraz rozwalą łeb.
 - Pożałują, że się zgodzili! Już widzę, jak oni wszyscy zgonują pod stołem! - szeptała mi podekscytowana Emma do ucha. Taki plus, że patrzyła na to wszystko pozytywnie i nie panikowała. Czułem, że najlepiej by było, gdyby taki stosunek do sprawy trzymała przez resztę czasu.
  Wilki wlepiały w nas swoje ślepia, jednocześnie żywo pomiędzy sobą szemrając. Chyba już wszyscy, którzy byli zdolni do kontaktowania i nie leżeli w krzakach, wiedzieli o układzie, który może poskutkować niezłą akcją. Wiadomo, nie na co dzień są takie rzeczy, a fakt, że w ciągu najbliższych kilku godzin ktoś zginie, raczej nie nabawiał ich strachem. Polubiłbym ten ich gatunek, serio.
  Usiadłem przy jednym ze stołów, jednocześnie mierząc wzrokiem swoich przeciwników. Jakiś basior spróbował odsunąć ode mnie Emmę, lecz ta dała mu po łapach i postanowiła, że usiądzie obok.
 - Pfff... Założę się, że nieraz już takich pokonywałeś. - powiedziała pokrzepiająco. Tak, to prawda, ale nigdy jeszcze nie na śmierć i życie. Cholerny pomysł, ale chyba jedyny, jaki udało mi się na szybko wykminić.
 - Panowie, panienki, oto nasi zawodnicy. - z myśli wyrwał mnie głos spikera. Był tak donośny, że z trudem sobie zdawałem sprawę, że gość nie skołował sobie z miasta żadnego mikrofonu. - Konkursik czas zacząć!! Życzymy szczęścia i braku kaca! - dodał jeszcze tylko zaraz, a następnie kiwnął głową na jakieś wilki w rogu, które zaraz przyniosły skądś jakieś radio i zaczęły się bawić częstotliwością tak, aby trafić na jakąś stację z muzyką. Mimo ogłoszenia startu nikt jeszcze nie sięgał po alkohol, a zamiast tego oczy wszystkich były wpatrzone w basiory zmagające się z urządzeniem. Po dłuższej chwili udało im się trafić na jakąś muzykę.
 - Czy naprawdę nie ma czegoś klimatycznego? - zapytał się jakiś samiec, kiedy dotarły do obecnych pierwsze nuty jakiś przeterminowanych utworów z zeszłej Eurowizji. Spróbowano ponownie na coś natrafić, lecz ku niezadowoleniu obecnych kilka częstotliwości wyżej była jakaś stacja religijna, a ona już kompletnie odpada. Chyba, że akurat będzie o przemienieniu wody w wino i ktoś będzie co chwila powtarzał ten fragment. Najlepiej w jakiejś mocniejszej wersji. Po chwili mocowania się, w końcu udało się im wpaść na coś w miarę dobrego i właśnie to był prawdziwy znak, aby rozpocząć zawody. Obecni złapali za wypełnione kieliszki, a następnie ku rozpoczęciu wiwatów i okrzyków zachęty - za jednym razem golnęli całą ich zawartość, oczywiście ja wraz z innymi. Trzeba było korzystać z faktu, że czysta była darmowa. Przez pierwsze minuty nie działo się nic wartego uwagi, jedynie może jakiś młody wilczek zdał sobie sprawę, że nie podoba mu się gorzki smak wódki, więc chciał wyjść po angielsku, ale przypadkiem zwrócił na niego uwagę spiker i było nici z potajemnej ucieczki.
  Spojrzałem się kątem oka na Emmę, która postanowiła również spróbować trunku i teraz ożywiła się, jeśli wcześniej taka nie była oczywiście. Zwróciło to oczywiście uwagę obecnych i przypomniało im się, że całkiem fajnie byłoby rozpocząć zakłady. Spowodowało to oczywiście, że wilki zaczęły dzielić się na pomniejsze grupy i zaczęli głośno wyrażać swoje opinie, odnośnie przeciwników swoich idoli. Ten to zaraz padnie pod stół, tamten nie dopił kieliszka...
  Po chwili rozpoczęto roznoszenie nowych szkieł wypełnionych czystą, dając po jednej na stół. Zdałem sobie sprawę, że czuję się jedynie odrobinę podchmielony i jeszcze długa droga została mi do czasu aż wejdę w fazę typowej melancholii i rozkminiania nad senem życia. To całkiem dobry omen, oczywiście nie biorąc pod uwagę faktu, że wątroba już zaczyna przeklinać mnie pod niebiosa i obiecywać, że w najbliższym czasie się wyprowadzi, jeśli nie zacznę w końcu o nią dbać.
 - Wygramy to. - powiedziałem do swojej towarzyszki, która właśnie kradła butelki z innych stolików, aby te przynieść mi i przy okazji także czworonogom, które żłopały obok mnie.
 - No pewka! I jeszcze sobie zabijemy kogoś! - odpowiedziała z nieskończonym pokładem radości i optymizmu. Nawet przyjemna z niej istota, dobrze, że ją poznałem podczas lepienia tamtego bałwana.
  Basior siedzący naprzeciwko mnie, posłał nam mordercze spojrzenie. Widocznie nie był zachwycony z tego, że ktoś spoza gatunku się wprosił na imprezę i naprawdę starał się, aby mnie w jakiś sposób przebić. Na jego nieszczęście jednak ruski Arnold Schwarzenegger, czy jak tam to mnie nazwali, nie poddawał się i zaraz już przy swoich łapach miałem dwukrotnie większą ilość pustych kielichów.
 - Wyobrażasz sobie minę sforzan, gdyby się dowiedzieli o tym wszystkim? - szepnęła mi do ucha Emma, równocześnie sama sobie dolewając.
 - Wywaliliby nas na zbity pysk. - zaśmiałem się, dając upust pozytywnym uczuciom, które mnie nawiedziły. - Ale właściwie dla mnie nie byłoby to takie złe, wiesz. - gadałam dalej, co kilka słów wlewając w siebie kolejną dawkę tej uzależniającej trucizny. - Mógłbym sobie wrócić do siebie, tak do dawnego życia, ot wbić do swojego Piotrkowa. A ty? - oto była moja pierwsza gadka tej nocy. W tle rozległ się dźwięk tłuczenia szkła, ponieważ jakiś gość stracił koordynację. Ogólnie to całe to towarzystwo stało się jakieś mniej drętwe, głownie dlatego, że pijący zostali zdziesiątkowani, a co kwadrans kilka psów zaczęło chwiejnym krokiem odchodzić czy też postanowiło paść pod stół. Nie polecam, zawsze brudno tam jest. Husky już chciała odpowiedzieć, pewnie jakimś wybuchem słów i emocji, ale przerwały jej wilki, które nakazały, aby konkursowicze przesiedli się do jednego stołu, aby móc prościej monitorować co też się dzieje. Z największą rzetelnością podliczono kielichy, a następnie wysłano nas na odpowiednie miejsca.
  Minęło już trochę czasu, kiedy i tamto miejsce się przerzedziło, a wilki otoczyły nas, jednocześnie z coraz to większym podnieceniem skandując imiona tych, na których postawili. Emma swoim entuzjazmem sprawiła, że kilka z nich przeszło na moją stronę, co było rzeczą trochę ironiczną ze względu na to, że jeszcze jakąś godzinę temu chciano nas zabić. Chyba teraz zaczęli nas powoli uznawać za swoich. Fakt, że w razie mojej wygranej zamordujemy jakiegoś ich pobratymca nie wydawał im się w najmniejszym razie przeszkadzać. Tymczasem moja towarzyszka prawdopodobnie dała się w bójkę z jakąś waderą, ponieważ ta się zbliżyła do mnie na odległość dwudziestu centymetrów. Z tego co słyszałem, to była naprawdę ostra jatka, ponieważ zaraz usłyszałem, że wokół pola bitwy stworzono oddzielny krąg, który porobił również jakieś zakłady. Po kilkunastu minutach wszystko wróciło najwyraźniej do normy, ponieważ tuż obok mnie ponownie pojawiła się husky, tylko jeszcze bardziej zacięta i otoczona aurą zwycięzcy. Dziwne, nie sądziłem, że jest możliwe, aby weszła na jeszcze wyższy poziom, ale najwyraźniej naginała zasady tej gry.
  Wtem nagle rozległ się krzyk na pół lasu, który spowodował, że aż przerwałem na chwilę picie. Oto właśnie zdałem sobie sprawę, że po moich przeciwnikach nie ma już ani śladu. Oczywiście zapominając, że obok mnie leży jeden z wilków, który najwyraźniej nie wytrzymał, a część leży tuż obok.
 - To wszystko? - zapytałem się, nie do końca przytomnie. Nie czułem satysfakcji z faktu, że wygrałem - nawet nie poczułem większej rywalizacji. Otrzepałem się, a następnie obiegłem wzrokiem okoliczne postacie. Spiker coś krzyczał, tłum gadał coś o tym Ruskim Terminatorze (serio mnie tak zapamiętają?), a Emma wrzeszczała coś niezrozumiałego. I jeszcze warto wspomnieć o fakcie, że wokół mnie zebrały się te wilki, co nas chciały rozszarpać, ale na szczęście mimo wszystko goście byli honorowi i raczej nie zamierzali się sprzeczać z nami. Zresztą i tak tłum by ich rozszarpał, gdyby chociaż spróbowaliby nas skrzywdzić. Teraz byliśmy pod patronatem gawiedzi. Wstałem, kołysząc się, a następnie skupiłem wzrok na suni. Właściwie to wyglądała całkiem kusicielsko.
  Ivan, uspokój się, to dobra przyjaciółka, nie zawiedź jej zaufania. 
  Okey, pomyślałem jeszcze tylko, a następnie największym przypadkiem wskoczyłem na stół z krzykiem, który dało się zinterpretować, jako - "Impreza dopiero co się rozkręca!", a następnie wciągnąłem na niego swoją towarzyszkę i z największą mieszanką pozytywnych uczuć, trąciłem szybko bok jej pyska i rzuciłem się w tłum, ponieważ ktoś właśnie wrzasnął, że w okolicy pojawiła się jakaś wataha, której zamiary są kompletnie niewiadome. Więcej wilków na imprze!

Emma? 
1000+

Bonus

dodatkowa nagroda za +1000 słów
+5 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz