07.08.2018

Od Ivy cd. Bestyjki - Żółty quest

Pierwsza połowa opowiadania dzieje się, kiedy Ivy była jeszcze szczeniakiem

Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że albo bawimy się w berka, albo samica naprawdę mi uciekła. Dlatego postanowiłam ją dogonić, bo o to chodzi w tej zabawie! Nie było łatwo, w szybkim tempie przedzieranie się przez krzaki i omijanie drzew okazało się jeszcze trudniejsze. Próbowałam biec jak najszybciej, jednak także uważając na to, na co kładę łapki. Nie raz wdepnęłam w jakieś odchody, czy dziurę wypchaną suchymi liśćmi, co mnie spowalniało, jednak nie zatrzymywałam się. Jeżeli chodzi o grę, muszę ją wygrać! Jaką ja miałabym reputację, jeśli przegrałabym z jakąś pasterką, na co dzień ganiającą owieczki? No proszę, nigdy w życiu! Żmija, chociaż sprytna, tak szybko mi nie ucieknie. Zupełnie zniknęła mi z pola widzenia, mimo wszystko nie poddawałam się, nie mogłam. Kierowałam się węchem, co niestety było bardzo ciężkie, gdyż w lesie jest od groma zapachów, a ja na tyle uzdolniona jeszcze nie jestem. Na szczęście to Bestyjka ma specyficzny zapach i w niektórych miejscach udało mi się ją wyczuć. Tak oto dotarłam do miejsca, w którym znajdowała się chuda, dorosła samica, zdziwiona, ale też obrzydzona na mój widok. Jak ja to kocham.
 - Tu jesteś! - pisknęłam zadowolona, stawiając natychmiast uszy. Merdając ogonem, podeszłam do suni, oczywiście dumnym krokiem, czego nie dało się nie zauważyć. Wygrałam, a to jest aktualnie najważniejsze! Usiadłam obok towarzyszki, spoglądając na nią z zaciekawieniem. - To... co robimy? - zapytałam, mając już dość tej chwilowej nudy. Samica westchnęła, jednak to nie było westchnięcie poirytowania, a rozkoszy, na pewno!
 - Umiesz wspinać się na drzewa? - odezwała się po chwili, marszcząc przy tym delikatnie czoło. Wtedy spojrzałam na stojącą przed nami, potężną, grubą i wysoką roślinę. Zatrzymałam wzrok na samym czubku, uświadamiając sobie, że jest on jakieś czterdzieści metrów nad ziemią.
- Tak, no jasne. - odezwałam, nawet wiele nie myśląc. Moja odpowiedź nie mogła wyglądać jak "oczywiście, iż nie", wyszłabym na totalną sierotę. Dlatego wolałam wyjść na fajnego, odważnego szczeniaka, który uważa, że wcale nie jest lekkomyślny. Żmija uśmiechnęła się szyderczo, co nie wskazywało na nic dobrego. Co ja zrobiłam.
Samica wyjaśniła mi co mam zrobić, a jedyne co mi pozostało, to jej wysłuchać i zadanie wykonać. No cóż, spokojnie, Ivy, uda ci się. Bestia usiadła sobie wygodnie jakieś pięć metrów od drzewa, dając sobie tym idealne miejsce na obserwacje moich czynów. Zanim wskoczyłam na pień, ponownie spojrzałam do góry, uspokajając się, iż to wcale nie tak daleko. Wreszcie rozpoczęłam wędrówkę. Na szczęście gałęzie nie były tak wysoko, więc wiele wspinać się nie mogłam. Gorzej z ich stabilnością, bo niestety, już swoje ważę. pierwsze cztery pokonałam z łatwością, dopóki nie okazało się, że jestem już ponad trzy metry nad suką. Gdy spojrzałam na dół, zachwiałam się, przez co jedna łapa mi się omsknęła. Szybko jednak odzyskałam równowagę, przestałam się patrzeć tam, gdzie nie powinnam i skakałam dalej. Jedne odstające badyle były dłuższe, drugie krótsze, inne grubsze, kolejne cieńsze, nie mówiąc już o przeszkodach, typu dodatkowe gałązki z milionem liści, walone owady, bądź spadające owoce drzewa, bo jak się okazało, mam do czynienia z dębem. W pewnym momencie, kiedy wskoczyłam na prawdopodobnie dziesiątą gałąź, tuż obok moich kończyn przebiegła ruda, wredna wiewióra, która prawdopodobnie chce się mnie pozbyć. Zaczęła patrzyć się na mnie jak na największego wroga, unosząc swoją puchatą kitę najwyżej jak się da. Chcąc się obronić, szczekałam na nią, bardziej piszczałam, czego ona tylko trochę się przestraszyła. Jednak swoimi odgłosami obudziłam także kogo innego, czyli psinę, parskającą tuż pode mną. Przynajmniej dała mi jakiś znak, iż nadal tam jest. Stwierdziłam, że ruda zwierzyna to nie mój największy problem, więc zwyczajnie ją ominęłam, przechodząc na kolejne piętra drzewa. W końcu, po wielu poślizgnięciach, upadkach i wahaniach, dotarłam do dziupli, która była wielkości mojej głowy. Schyliłam się, by ujrzeć ptaszki, gdy nagle tuż przed moim pyskiem pojawiła się niejaka matka niewyklutych piskląt. Spojrzała na mnie agresywnie, co w połączeniu z malutkim dzióbkiem i kolorowymi skrzydełkami tworzyło zabawny widok. Mimo wszystko nie byłam przekonana, czy mój następny ruch będzie właściwy. Ponownie dzisiaj, wiele nie myśląc, zrobiłam coś głupiego. Omijając ptaka, machnęłam łapą do dziupli, łapiąc przy tym gniazdko wraz jajkami.
- Ała, ał, ał, ał! - piszczałam, gdy matka małych lotów zaczęła je bronić, dziobiąc mnie gdziekolwiek się da. Jej niezwykle szybkie ruchy skrzydłami tylko utrudniały mi pracę. - Dobra, dość! - wydarłam się, puszczając niewyklute bachory, co niestety spowodowało także puszczenie się całej gałęzi. Zleciałam z niej, obijając się o odstające badyle wraz z liśćmi. No i zaczęłam się drzeć, ale nie było to takie "aaaaaaaaaa", tylko "AAAAOAOAOAOAAAAA", o tak. Moje spadanie długo nie trwało, gdyż udało mi się złapać przednimi łapami kolejnego, znacznie większego konaru. Aktualnie znajdowałam się jakieś cztery metry nad ziemią, jednak nadal było to za wysoko. Próbowałam wejść na niego całym ciałem, jednak obolałe łapy nie pomagały. W końcu usłyszałam z dołu Żmiję, która ewidentnie nie miała już cierpliwości.
- Zejdziesz wreszcie?  - zapytała, spoglądając na mnie. Ja tylko machnęłam ogonem, gdyż nie miałam siły i chęci, by coś powiedzieć. - Zeskocz, złapię cię. - wymamrotała wreszcie, cicho wzdychając. Ja nawet długo nie zastanawiając się nad konsekwencjami tego czynu, puściłam się gałęzi i upadłam prosto na moją towarzyszkę. Tym razem lądowanie było łagodne, a chyba istota pode mną bardziej ucierpiała. Zeszłam z niej, siadając obok. Spojrzałam na swoje łapki, na których były zadrapania i rany po dziobaniu ptaka. Samica nie użalała się nad moim ciężarem, dlatego szybko doszła do siebie, stając na przeciwko mnie. - Gdzie masz mój obiad? - zapytała, marszcząc swoje czoło. prawdopodobnie była niezadowolona, jednak specjalnie tego nie okazywała. Ja nic nie odpowiedziałam, a jedynie smutnym wzrokiem spojrzałam na swoje obrażenia. Sunia westchnęła ciężko, po czym przewróciła oczami. - No więc chodźmy do pielęgniarzy. - mruknęła, idąc w stronę zamku. Ja delikatnie się uśmiechnęłam, po czym utykając dogoniłam samicę.
***
- Żmijo! - uśmiechnęłam się wesoło, widząc moją dawną koleżankę. Nie spotykałyśmy się od dawna, a ze względu na jej pracę  przy owcach nie miałam zbytnio możliwości zobaczyć ją gdzieś na korytarzu, co stało się właśnie teraz. Aktualnie trwa Festiwal Kolorów, który mimo wszystko niezbyt mnie interesuje, bo obrzucanie się kolorowymi proszkami to totalna głupota. Wolę spędzić czas jak najdalej od tych debili. Bestyjka spojrzała na mnie stękając, po czym próbowała się odwrócić, jednak nie umożliwiłam jej to. - Dużo się zmieniło przez ten rok? - zapytałam, będąc już przy niej i dorównując powoli kroku. Nie była zbytnio chętna do odpowiedzi, dlatego rozpoczęłam swoje opowiadanie. - No bo wiesz, ja stałam się dorosła, wyprowadziłam się od matki, tym samym otrzymując własną komnatę. Nawet nie wiesz jakie to super uczucie wreszcie odejść od ograniczającej cię matki i rozpocząć życie samodzielne! A, ty wiesz, przecież masz rodziców w sforze. No to w takim razie mnie rozumiesz! Wybrałam także stanowisko szpiega, bo jak dobrze wiesz, idealnie nadaję się do tej roli. Długo myślałam także nad mordercą, bo dzięki tobie zauważyłam, iż jest to naprawdę super ciekawe! No i ze względu na to, iż musiałam wybrać tylko jedno, zrobiłam to, jednak w przyszłości chciałabym je połączyć - zgadnij w jaki spos... - dokończyć nie mogłam, gdyż pewien rudzielec, niewiele niższy ode mnie postanowił na mnie wpaść. Nie rozumiem, jak można tak po prostu nie patrzeć przed siebie, wchodzić w nieznajomych i jeszcze nie przyznawać się do winy? Zaczął mieć do mnie pretensje, plując mi prosto w twarz, ponieważ najwyraźniej nie potrafił normalnie mówić. Nie powiem, zirytował mnie, tak się skupiłam na mojej wypowiedzi skierowanej w jego stronę, że zupełnie zapomniałam o koleżance, stojącej tuż obok mnie. Zapewne sama nie ogarniała tego, co się dzieje, a jeżeli tak, to prawdopodobnie miała to głęboko. Dlatego postanowiłam działać sama, ponieważ tak trzeba, kiedy chce się być prawdziwą, niezależną kobietą, prawda? W każdym razie, Ivy, zepnij tyłek i do roboty, zawsze byłaś w tym dobra. - Czy ty do kurwy nie widzisz, że rozmawiam z koleżanką? Ty masz jakąś kulturę, przyjebany dzbanie? - warknęłam ogromnie rozzłoszczona i niesamowicie zbulwersowana, szczerze mówiąc, nawet mi ulżyło. Spojrzałam podejrzliwie na powoli wstającego z zimnych kafli kundla. Nie znałam go, więc też nie miałam ograniczeń co do wyzwisk skierowanych w jego stronę. Chociaż miałam ochotę wypowiedzieć ich jeszcze więcej, coś mnie powstrzymywało. Najwyraźniej posiadałam zbyt dobry humor, z czego jedynie mogłam się cieszyć. rzadko kiedy tak bywa, więc warto uhonorować ten czas próbami bycia miłą dla innych tworów natury. To mimo wszystko jest niezwykle trudne, tym bardziej w moim wykonaniu, gdyż taka już jestem, bycie sympatycznym i uprzejmym dość szybko mnie obrzydza.
- Dobra, dobra, spokojnie. - wymamrotał, jakby przestraszony, trochę zagubiony, po czym uciekł w przeciwną stronę. Nie dodał ani słowa więcej, po prostu spłoszył się moimi słowami, chcąc odejść jak najszybciej i jak najdalej. Tym lepiej dla mnie i Bestyjki, nie będziemy musiały więcej na niego patrzeć.
- Niedorobiony jakiś... na czym ja skończyłam? Aha, zgadnij w jaki sposób! - kontynuowałam rozmowę ze Żmiją, kiedy to nagle zauważyłam żółtą torebeczkę z proszkiem, będącą amunicją do aktualnych zabaw panujących w zamku. Najprawdopodobniej wypadła temu idiocie, kiedy na mnie wpadł i energicznie uciekł. Zwinnie podniosłam ją, uśmiechając się pod nosem. Chociaż cały ten debilny festiwal mam głęboko, saszetki nie zamierzam mu oddać. Nie będę go teraz gonić, niech ma nauczkę, na przyszłość będzie dobrze wiedział, że jak pies się spieszy, to się diabeł cieszy.

Bestyjka? Co to jest, nie wiem xD
+1000

Quest do poprawy, z drugiej części jedynie ~150 słów dotyczy faktycznie festiwalu ostrzegałam, że będę upierdliwie pilnować.

Akceptacja! (11:08)

Bonus

dodatkowa nagroda za +1000 słów
+5 monet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz