07.08.2018

Od Księżniczki Sansy - Festiwal Kolorów

Mam, nareszcie mam! Niedawno zdobyłam paczuszkę z żółtym proszkiem. Klucz do całej zabawy festiwalowej, która trwała w najlepsze - na razie beze mnie, cały pierwszy dzień nie brałam w niej udziału, ponieważ skupiałam się na nauce i rozwijaniu swoich pasji. Przed chwilą jednak, kiedy przechadzałam się korytarzem, wpadł na mnie jakiś pies i wypuścił paczuszkę. Początkowo chciałam mu ją oddać, krzyknęłam za nim nawet, ale, że mnie nie usłyszał, postanowiłam zostawić proszek dla siebie. Przytuliłam do siebie zdobycz i już myślałam, kogo by nią obsypać, kto powinien dostać ode mnie w twarz proszkiem. Od razu na myśl nasunął się Docent Nicholson. Rodzony braciszek, tak niekulturalny, tak nie podobny do mnie w kwestii charakteru, że go nie cierpiałam. Bardzo mnie denerwował, więc z pewnością zasłużył na obsypanie. Dostanie tym żółtym kolorem prosto w twarz. Poszłam w kierunku sali balowej pewna, że go tam znajdę. Tam przecież byli wszyscy członkowie sfory, którzy brali udział w największych zabawach. Weszłam na jej teren i od razu moim oczom ukazał się latający w powietrzu, kolorowy dym. Usłyszałam szalone śmiechy i krzyki. Wodziłam oczami po zgromadzonych, ale nie było tutaj żadnego szczeniaka, który przypominałby mi mojego, jakże okropnego, brata. Przeszłam wzdłuż i wszerz całą salę i nie napotkałam nikogo, kto mógłby być moim potencjalnym celem. Nie ma. Ani śladu Docenta. Zrezygnowana nieco zaczęłam przedzierać się między wszystkimi biorącymi udział w zabawach psami, nie raz dostałam czyjąś łapą w twarz albo zostałam popchnięta bez słowa przeprosin. Spuściłam głowę i jak najszybciej przeszłam psi labirynt aż do wyjścia z sali. Krocząc już pustym korytarzem, w którym odbijało się jedynie echo zabawowych krzyków dochodzących z ów sali - głównego zbiorowiska "walk", które odbywały się podczas festiwalu. Zamyśliłam się troszkę - kogo widziałam na sali, może tam wrócić i go obsypać? W tym momencie zobaczyłam go - Docenta Nicholsona. Stał około sześciu metrów ode mnie i patrzył ze zdziwioną miną. Przybrałam naturalny, pełen wyższości wyraz pyska i ruszyłam w jego stronę. Przechodząc obok, kiedy mijaliśmy się wyciągnęłam z paczuszki garść proszku i schowałam łapę za plecami.
- Braciszku! - zawołałam go przyjaźnie. Ten odwrócił się. - HA! - krzyknęłam i cisnęłam pełną garścią proszku prosto w jego pysk, dokładnie tak, jak to sobie zaplanowałam. Zaczęłam chichotać na widok jego żółtej twarzy i zdziwionego wyrazu.
- Ej! - burknął, po czym odwrócił się na pięcie i poszedł dalej.

Docent Nicholson obsypany proszkiem koloru żółtego zdobytym w żółtym queście.
386

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz