06.08.2018

Od Lucyfera CD Lightsaber

Wbiłem niemal wzrok w nią, chciałem ją zabić. Jak najszybciej cieszyć się triumfem. Jednak, zaatakowanie jej nagle, byłoby czymś idiotycznym. nie wiedziałem ile psów ma sobie jeszcze poddanych. Emanowała ogromną siłą, nie byłą zwykłym psem. Nie miałem pomysłu co w tej chwili mógłbym zrobić.
A ona po protu zeszła z tronu i zbliżyła się do mnie.
- Od dziś zabijasz dla mnie.
- Nigdy... - nie zdążyłem dokończyć zdania, a poczułem ukłucie w klatce piersiowej.
- Mała niespodzianka - zobaczyłem podstępny uśmiech na jej pysku oraz pustą strzykawkę. Omal nie zacząłem się wić z bólu, a moje oczy zaszły mgłą. Dźwięk był coraz to bardziej chaotyczny i niewyraźny.
- Teraz już nie będziesz się stawiał. Gdy się obudzisz spełnisz mój każdy rozkaz.
Straciłem świadomość, nie wiem na jak długo ale gdy otworzyłem oczy zobaczyłem kogoś nad sobą.

- Kim ty jesteś? Co ja tutaj robię...
- Nie pamiętasz mnie kochanie? To ta twoja Hellena. Zostałeś zaatakowany, strażnicy cię przynieśli. 
- Nic nie pamiętam...
- Musisz wypoczywać... wiem, że chciałeś się zemścić za śmierć naszych dzieci, ale nie mogę cię stracić Lucyferze. Kocham cię.
Po chwili wstałem, rozejrzałem się, nic nie było mi znane.
- Nic nie pamiętam.
- Oh... dwie noce temu Leoncjusz wraz ze swoją partnerką zabili nasze dzieci. Mieliśmy ich troje. Poszedłeś się zemścić, chciałeś ich zabić, ale mieli przewagę. Oni odebrali nam nasz zamek, naszą ziemię, a teraz rodzinę. Tylko ty mi kochanie zostałeś... - po tych słowach rozpłakała się.
Podszedłem aby ją pocieszyć i mocno przytuliłem do siebie.
- Ja nic nie pamiętam, ale obiecuję, że ich zabiję... 
Przez kilka dwa tygodnie, spędzałem czas z Helleną, obmyślałem plan jak zabić tą parkę oraz trenowałem.

Nadeszła noc. Zakradłem się do zamku, znałem jego zakamarki. Hellena pokazała mi na mapie tajne przejścia. Udało mi się zakraść do komnaty Saber i jej klaczy. Miałem przy sobie magiczny sztylet, który planowałem wbić jej w serce. Jednak klacz zarżała i obudziła samicę. 
- Lucyfer, gdzieś ty był! Martwiłam się o ciebie! - wytrzeszczyła oczy.
- Co ty wygadujesz! - zacząłem ją przyduszać - Zabiłaś mi rodzinę i odebrałaś zamek!
Samica zaczęła się szamotać, klacz natomiast odciągnęła mnie od niej z dość dużą siłą. Odrzuciła mnie na bok.
- A tylko powiedz słowo swojemu chłopaczkowi... - warknąłem i natarłem na nią z całej siły. Jednak ta zrobiła unik, była zwinna.
- Lucyfer, jesteśmy przyjaciółmi to ja Saber!! Co ona ci zrobiła! - wykrzyknęła zdezorientowana.
- Milcz! - warknąłem i tym razem przygwoździłem ją do ziemi dusząc. Nie mogła nic zrobić.
- Ostatnie słowo... - uśmiechnąłem się obnażając białe kły.

Lightsaber?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz