06.08.2018

Od Norah - Różowy quest

W sforze od niedawna panuje kolorowy nastrój - wiele patrzy przez różowe okulary, uśmiecha się promiennie, niczym żółtawe słońce, myślenie o niebieskich migdałach nikomu nie sprawia problemu. To wszystko dzięki nowym evencie, czyli Festiwalu Kolorów! Nie ma psa, który byłby zupełnie czysty, jednak myślę, że nawet najschludniejsi cieszą się tym wydarzeniem. Zabawa to zabawa, nie ma czasu na smutki i rozpacz, trzeba dzielić się radością z innymi! Chociaż cała gra rozpoczęła się już kilkanaście godzin temu, ja nadal nie mogę się przyłączyć do reszty. Jaki jest powód? Proste - muszę siedzieć w tej obrzydliwej, okropnej, koszmarnej, makabrycznej, odpychającej, odrażającej, odstręczającej, ohydnej, potwornej, przerażającej, straszliwej, strasznej, upiornej, wstrętnej, wstrząsającej, śmierdzącej, beznadziejnej, fatalnej, nędznej, szkaradnej i tym podobnej kuchni. Nienawidzę tego miejsca jak żadnego innego. Ledwo co wyrabiamy się z przygotowywaniem dań, ale mimo to członkowie sfory je chwalą, czego ja zupełnie nie rozumiem. Na szczęście do naszej kadry ostatnio dołączył młody chłopaczek i może nam trochę pomóc. Tak czy inaczej tutaj umieram. Nadal nie wiem, co robię ze swoim życiem, dlaczego akurat takim stanowiskiem je marnuję, przysięgam.
Zgadnijcie co! No już, już! Zgadujcie! Dobra, nie mam ochoty czekać - skończyłam pracę szybciej, niż zazwyczaj! To ci dopiero, co nie? Tak, ja też się cieszę.
Dłużej nie przeciągając swojego marudzenia wyszłam z tego obrzydliwego, okropnego, koszmarnego, makabrycznego, odpychającego, odrażającego, odstręczającego, ohydnego, potwornego, przerażającego, straszliwego, strasznego, upiornego, wstrętnego, wstrząsającego, śmierdzącego, beznadziejnego, fatalnego, nędznego, szkaradnego i tym podobnego miejsca, kierując się w stronę komnaty. Wtem usłyszałam głośną muzykę, prawdopodobnie dobiegającej z sali balowej.
- Fe-sti-wal Ko-lo-rów!- wykrzyczałam sylabami nazwę eventu, uświadamiając sobie, że to na niego miałam ochotę przez cały dzień. Ruszyłam w stronę ogromnego pomieszczenia, w którym znajdował się główny punkt całego wydarzenia. Zanim jednak zdążyłam tam dotrzeć, zatrzymał mnie widok paczuszki z różowym pyłkiem w środku. Wskazywało na jedno - znalazłam proszek! Sama właśnie stałam na środku korytarza obok sali dla wojska. Saszetka została umieszczona w hełmie stojącego rycerza, a właściwie jego zbroi. Uradowana już chciałam pędzić w jej stronę, kiedy nagle zauważyłam, że nie jestem jedyną, którą zainteresował ten przedmiot. Po drugiej stronie, w mniej więcej takiej samej odległości od pyłku, czyli na oko sześć metrów, no może siedem, stała śnieżnobiała, no może nie do końca, samiczka, którą miałam już okazję poznać. Była to Valeyne, ubrudzona przez całą gamę kolorów od góry do dołu, bardzo odznaczających się na jej jasnym futerku. Spojrzała na mnie wzrokiem jakiegoś wojownika, chcącego zgarnąć swoją zdobycz. O nie, nie, nie, mała, proszek jest mój! Rozpoczęłyśmy wyścig po róż. - Daj mi, daj mi, daj mi! - wymamrotałam piskliwie, skacząc na rycerza, tym samym go przewracając. Samojed swoimi tęczowymi łapkami rozpoczął grzebanie w hełmie, jednak ja do tego nie dopuściłam. Wzięłam go w pysk, po czym uciekłam, rechocząc jak wariatka.
- No ej! - usłyszałam za sobą głos znajomej. Zwolniłam, westchnęłam, przewróciłam oczami i z niechcenia odwróciłam się. Upuściłam część zbroi rycerza, aby mieć wolny pysk.
- Val, bardzo cię przepraszam, ale jest to pierwszy proszek jakikolwiek dzisiaj mam w swoich łapkach, więc proszę cię o użyczenie mi go. - wymamrotałam, spoglądając na sunię. Ta delikatnie się uśmiechnęła, niby z lekkim zawahaniem się, ale skinęła głową. - Dziękuję! - pisknęłam, wyjmując proszek z hełmu. Następnie skocznym krokiem ruszyłam w stronę sali balowej, gdzie trwała główna impreza.

Akceptacja!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz